Podczas inauguracji Mistrzostw Polski Juniorów i Kadetów rozgrywanych w Warszawie w dniu 27 - 29.06 br. zostały wręczone nominacje do Kadry Narodowej Juniorów i Kadetów. Marzeniem każdego zawodnika biorącego udział w rozgrywkach spławikowych jest start w Mistrzostwach Świata. Udział w tych zawodach to ogromne wyróżnienie, na które może liczyć bardzo niewielka grupa zawodników.
Zostałem powołany do Kadry Narodowej i jako jeden z pięcioosobowej drużyny miałem wziąć udział w Spławikowych Mistrzostwach Świata. Spełniło się marzenie, o które zabiega i walczy tak duża ilość młodych wędkarzy w Polsce. Po zakończeniu Mistrzostw Polski odbyło się spotkanie z selekcjonerem Polskiej drużyny juniorów do lat 18 (U-18), panem Piotrem Stępniakiem, który od wielu lat zajmuje się najmłodszymi zawodnikami w Polsce.
Podczas odprawy dowiedzieliśmy się wielu szczegółów dotyczących startu w Mistrzostwach Świata. Pan Piotr Stępniak jasno określił cel i zadania jakie przed nami zostały postawione. Jest to impreza najwyższej rangi i wymogi stawiane przez trenera też do takich należą. Czekało nas dużo pracy i treningu. Wiedzieliśmy, że belgijskie łowisko w miejscowości Gent, na którym zostały rozegrane Mistrzostwa Świata należy do bardzo trudnych technicznie i będzie trzeba nie lada wysiłku i poświęcenia aby postawiony przed nami cel został zrealizowany. Trener poprosił o przygotowanie niezbędnego sprzętu i wyposażenia, które będzie potrzebne w Belgii. Wtajemniczeni zdają sobie sprawę co oznaczają gramatury spławików 0.1gr, 0.15 gr. i przypony z haczykami nr 26 powiązane na żyłkach 0.05 mm. Oznacza to, że łowisko stawia przed zawodnikami ogromne wymagania. Opiekunowie zawodników również zostali powiadomieni o szczegółach i warunkach wyjazdu.
Czasu pozostało bardzo niewiele, ponieważ Mistrzostwa Śwtiata odbędą się za trzy tygodnie. Dni szybko mijały, a w międzyczasie odbywały się Mistrzostwa Polski Kobiet w Lublinie, w których startowała moja siostra. Trzeba było pomóc w przygotowaniach do wyjazdu. Celem nadrzędnym był jednak wyjazd do Belgii i wiedziałem, że nie mogę zaniedbać obowiązków z tym związanych. Należę do Kaliskiego Koła Wędkarskiego, które bardzo angażuje się w naszą działalność sportową. Dzięki uprzejmości i zaangażowaniu prezesa naszego Koła pana Mieczysława Machajewskiego, prezesa okręgu pana Zuszka oraz dyrektora zarządu Krzysztofa Mocka zostaliśmy wyposażeni w samochód, który dowiezie nas i cały osprzęt do Gent oddalonego od Kalisza o 1300km. Punktem zbiorczym całej Polskiej drużyny była miejscowość Słubice granicząca z Niemcami, w której zostaliśmy zakwaterowani. Rano 22.07. godz. 5 pobudka, śniadanie i ruszamy w drogę. Przed nami ok. 1100 km, które musimy przebyć w ciągu jednego dnia, ponieważ w środę rano już musimy podjąć pierwszy trening. Po kilkunastu godzinach męczącej podróży docieramy do Gent (Gandawa). Znalezienie łowiska nie jest proste ale po czasie docieramy na miejsce. Nad woda zastajemy już drużynę starszych juniorów do lat 22 (U-22). Właśnie kończą trening popołudniowy. W ich siatkach widać jakieś ryby, lecz podczas rozmów z nimi dowiadujemy się o bardzo trudnych warunkach na łowisku. Ryb jest bardzo mało i są chimeryczne. Informacja ta nie nastraja nas optymistycznie ale mam nadzieję, ze nasi trenerzy zrobią wszystko, aby efekty były jak najbardziej zadowalające. Po krótkim pobycie na łowisku udajemy się do miejsca zakwaterowania. Okazuje się, że Polska drużyna będzie mieszkała w hotelu położonym 40 km od miejscowości Gent. Po godzinnej podróży docieramy do celu. Zakwaterowanie odbywa się bardzo sprawnie i po chwili już jesteśmy w swoich pokojach. Warunki jakie tam zastaliśmy przerosły moje wyobrażenia. Był to luksusowy hotel z klimatyzowanymi pokojami co bardzo przydało się polskiej drużynie w okresie bardzo upalnych dni. Przy kolacji krotka odprawa z trenerem i spotkanie w pomieszczeniu socjalnym które przydzielono polskiej drużynie. Była to obszerna sala, klimatyzowana, w której składowaliśmy zanęty, gliny i co najważniejsze przynęty, czyli wszystko co niezbędne nam było do pracy. Razem z panem Piotrem Stępniakiem drużyna U 18 opiekowali się również: Bogusław Brud i pan Adam Kruk. Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać tych nazwisk ponieważ są to osoby bardzo znane w naszym kręgu. Byłem zaskoczony, że takie osobistości będą otaczały nas opieką i swoim doświadczeniem. Każdy z nas marzy o sukcesach jakimi mogą pochwalić się te osoby, wiec byłem bardzo zadowolony i pewny, ze takich trzech wędkarzy pomoże mi i moim kolegom osiągnąć zamierzony sukces.
Uważnie przysłuchiwałem się rozmowom trenerów o metodach i taktyce jakie będziemy realizować na treningu. Zdałem sobie sprawę, że takiego zastrzyku informacji nie jestem w stanie posiąść sam w jakikolwiek sposób.
Środa, godz. 5 pobudka 6:30 śniadanie i już jedziemy na trening. Harmonogram M.Ś. przewidywał, ze każda drużyna ma przydzielony boks w którym może testować i trenować przez 6 godzin. Pobyt na łowisku od godziny 8-18, czyli 12 godzin dziennie. Wędkowaliśmy w dwóch trzygodzinnych turach porannej i popołudniowej z przerwa na posiłek. Trenerzy każdorazowo szczegółowo określali miejsce zawodnika w boksie, przydzielali mu odpowiednią zanętę i przynętę Każdy z nas według określonej taktyki musiał realizować zamierzony plan działania. Pan Adam Kruk skrzętnie notował na co i w jaki sposób każdy z chłopaków wędkował. Domyśliłem się, ze te uwagi będą potrzebne do późniejszej analizy łowiska.
Ważnym elementem taktyki na zawodach takiej rangi jest wiedza o naszych przeciwnikach, i tu znów byłem zaskoczony widząc pana Adama i pana Bogdana jak świetnie podpatrują inne drużyny. Jest to bardzo ważny aspekt i trzeba jak najwięcej dowiedzieć się o zamiarach innych drużyn. Oboje znakomicie umieli rozpoznać poczynania naszych przeciwników. Przy wieczornych odprawach dowiadywaliśmy się m.in. co robili Francuzi, jak wędkowali Włosi a jak Serbowie. Spostrzeżenia te były niezbędne do dalszego naszego działania na następnym treningu. Trzeba wiedzieć, ze ważnym i kluczowym elementem rozpoznania łowiska jest wiedza o tym czego nie wolno robić aby skutecznie poławiać ryby. Są to aspekty, których nie jestem w stanie przedstawić w poniższym tekście, ale przytaczam to tylko pobieżnie, aby każdy kto czyta ta relacje zdawał sobie sprawę jakie potrzebne jest doświadczenie i wiedza aby prowadzić drużynę na takich zawodach. Ja byłem dumny, ze mogłem wysłuchać uwag i spostrzeżeń od takich osób jak Bogdan Brud, Adam Kruk i Piotr Stępniak. Widząc miny moich trenerów po pierwszym dniu wiedziałem, że trzeba jeszcze dużo pracy. Pozostał czwartek i oficjalny trening piątkowy. Czasu bardzo mało a wiedzy o łowisku jeszcze nie wystarczająco dużo. Podczas wieczornych rozmów na odprawach trenerzy rozważali warianty i szczegóły taktyki. Omawiali z nami błędy jakie popełnialiśmy podczas wędkowania, analizując je i dokładnie omawiając z najdrobniejszymi szczegółami. Na ich głowach była również bardzo ważna sprawa, a mianowicie przynęty. Kwestia płukania, przechowywania i segregacji ochotki. Każdy z nas wie co to jest ochotka i jokers. Tu znowu moje zaskoczenie. Trenerzy wręcz chorobliwie nam wpajali, ze przynęta jest najważniejsza rzeczą. Bez „super przynęty” nie ma wyników. I faktycznie na każdym treningu jak i podczas samych zawodów ja i moi koledzy mieliśmy ochotkę „super”. Nauczyło mnie to, ze dobry spławikowiec musi dbać o swoje przynęty, bo bez nich nie ma wędkarstwa. Po powrocie z łowiska, kąpieli i kolacji przygotowania do dnia następnego. Trzeba przygotować zanęty, przetrzeć i dowilżyć glinę. Wszystko musi być perfekcyjnie przygotowane. Nie ma mowy o jakichś uchybieniach czy niedociągnięciach. Na to nikt nie może sobie pozwolić. Trenerzy zwracali uwagę, że w zawodach tej rangi sytuacje takie nie maja miejsca. Czwartek był następnym dniem ciężkiego treningu. Po 12 godzinnym pobycie na łowisku widziałem na twarzach chłopaków zmęczenie. Wysoka temperatura i bezchmurne niebo sprawiały dodatkowy kłopot. Podczas treningu nasi trenerzy nie odstępowali nas na krok. Każdy z nich miał pod opieka zawodnika i razem z nim podejmował odpowiednie decyzje. To trenerzy decydowali o tym jak i kiedy podać zanętę, w którym momencie pobudzić ryby do zerowania, jaka przynętę zastosować, jak dobrać diagram zestawu, który byłby odpowiedni do panujących warunków. Wszystkie te szczegóły, których oczywiście nie wymieniłem, nasi trenerzy mieli jasno określone. Często na zawodach w Polsce popełniam błędy o których nawet nie mam pojęcia a są to aspekty, które czasem decydują o zwycięstwie. Nadszedł piątek – dzień oficjalnego treningu. Polska drużyna miała wszystko co potrzebne, przygotowane w najdrobniejszych szczegółach, zaczynając od zanęty, gliny a kończąc na przynętach. Łowiliśmy około 2-3kg ryb średnio na zawodnika co dawało niezłe rokowania przed konkursem. Trzeba zwrócić uwagę, ze trening piątkowy był zorganizowany z podziałem na boksy. Właściwe zawody to sektory i losowanie stanowisk. Po treningach wiedzieliśmy, że łowisko nie należy do równych na całej długości, czyli o naszym występie zadecyduje również szczęście, takie jest wędkarstwo wyczynowe, że włożony trud i wysiłek może czasami zniweczyć nieszczęśliwe losowanie. O godzinie 16 odprawa trenerów i losowanie sektorów. Wiedzieliśmy już kto łowi w jakim sektorze. Po treningu krótki pobyt w hotelu i udajemy się na oficjalne otwarcie M.Ś. Niedługie przywitanie wszystkich drużyn i mamy trochę czasu na spotkanie z innymi zawodnikami i trenerami. Nasi trenerzy rozmawiają ze swoimi przyjaciółmi z Europy, wymieniają poglądy o łowisku. Czeski trener zapytany o rokowania na dzień jutrzejszy stwierdza , tu cytat ;
„Taktyką na to łowisko jest brak taktyki”
Przytoczyłem te słowa po to aby uświadomić jak niezwykle trudne i nieprzewidywalne jest belgijskie łowisko. Anglicy też niezbyt jednoznacznie określają warunki na łowisku . Świadczyło to o tym, że i oni są nie do końca zorientowani odnośnie łowiska.
Piątek wieczór to czas na podejmowanie ostatecznych decyzji. Ostatnie odprawa i ostatnie uwagi. Teraz nie mamy już żadnych niepewności. Wszystko jest jasno i szczegółowo określone. Do późnych godzin wieczornych przygotowywaliśmy zanęty i gliny pod okiem pana Piotra i pana Bogdna. Pan Adam zajmuje się ochotka haczykową.
Sobota, pierwszy dzień konkursu.
Pobudka o 5:30 pobudka, 6:00 śniadanie i po śniadaniu na łowisko. Po 50 minutach jesteśmy w miejscowości Gent nad kanałem. Tam parkujemy w jednym miejscu i zbieramy się na „odprawę”. Ostatnie uwagi trenerów, wskazówki i życzenie sobie powodzenia. Plan był prosty. Każdy ma zdobyć jak najwyższe miejsce. Niestety losowania nie mieliśmy zbyt dobrego. Chłopaki losowali środki sektorów. Piotrek Stępniak junior był w A, Maciek Kardasz w B, ja byłem w C, a w D Patryk Kęsik. Każdy z nas trzymał się ustalonej taktyki. Za nami trenerzy odbierali informacje z sektorów, które przynosili Patrycja Wojtas i Dominik Jankowski (rezerwowy w pierwszym, jak i, niestety, w drugim dniu). Na każdych sektorach wszystko wyglądało podobnie, pojedyncze duże ryby. Pogoda w pierwszym dniu nie była zbyt łaskawa pod koniec tury. Zaczęło padać, ochłodziło się. W końcu zakończenie tury i ważenie ryb. W sektorze A Piotrek zajął 9. miejsce, w B sektorze Maciek był 11, ja w C byłem 2, a Patryk w D był 13. Po zważeniu i wypuszczeniu ryb wszyscy zwijali się w pośpiechu, ponieważ rozpadało się na dobre. Ok. 16/17 byliśmy z powrotem w hotelu. Wszyscy zmęczeni zrezygnowaniu, widać było, ze chłopaki robili co mogli ale niestety nie dopisało szczęście. Wieczorem kolacja, po niej przygotowywania na drugi dzień. W międzyczasie rozmowa z drużyną dzieciaków i starszych. Niestety im też się nie powiodło. Chłopaki zajmowali miejsca w końcówkach. Ok. 22. wszyscy położyliśmy się spać .
Niedziela, drugi i ostatni dzień konkursu. Schemat taki jak w pierwszym dniu. Pobudka, śniadanie i wyjazd na łowisko. Na miejscu znów krótka odprawa trenerska i rozjazd na sektory. Sytuacja podobna do dnia poprzedniego. Pojedyncze duże ryby łowione sporadycznie dawały wagę. Po trzech godzinach tury ważenie i wypuszczenie ryb. Powrót do hotelu i po obiadokolacji zakończenie i bankiet pożegnalny. Na bankiecie panowała miła i radosna atmosfera. Wymiany koszulkami, proporczykami i odznakami. Wszyscy zdawali się dobrze bawić. Oczywiście najlepsze humory mieli zwycięzcy ale inne drużyny tez im dorównywały. Po bankiecie powrót do hotelu, ponieważ następnego dnia wcześnie trzeba wstać. Tak tez się stało. Pobudka o 6, śniadanie i pakowanie samochodów. Ok. 7:30 wyjazd do Polski. Po 8-godzinnej podróży dotarliśmy do Słubic, gdzie się pożegnaliśmy i rozjechaliśmy się do swoich domów. Byliśmy w różnych nastrojach bowiem najmłodsza drużyna zajęła ostatnie miejsce, czyli 9. Najstarsza drużyna zajęła 15. miejsce a drużyna do 18lat zajęła 8 miejsce.
Ten wyjazd na Mistrzostwa Świata bardzo wiele mnie nauczył. Tak duże zawody są bardzo dobrym źródłem informacji dla młodych wędkarzy. Jest to okazja, aby brać przykład z naszych trenerów oraz uczyć się od naszych rówieśników z innych państw. Oprócz ciężkiej pracy, godzin przesiedzianych nad wodą taki wyjazd jest też przygodą, której nigdy nie zapomnę oraz wielkim zaszczytem, ponieważ nie każdy młody wędkarz ma szanse brania udziału w tak wielkich zawodach jakimi są Mistrzostwa Świata. Pozostaje tylko pewien niedosyt, ze mogło się zrobić więcej, że mogło się wypaść lepiej. Jednak drużyna U-18 starała się jak mogła i wiem oraz wierze, że chłopaki dali z siebie wszystko. Jedyne czego nam brakło to szczęścia, które jest nieodłącznym towarzyszem sukcesów wędkarskich.
Pozostaje mi tylko na koniec podziękować oraz wyrazić wdzięczność za opiekę naszym trenerom, którzy nieźle się napracowali i wiele potu wylali aby nasze wyniki były jak najlepsze. Wyrazy szacunku dla Piotra Stępniaka, Bogusława Bruda i Adama Kruka.
Proszę wybaczyć, ze nie podaję szczegółowych danych dotyczących poszczególnych wyników oraz miejsc sektorowych. Dane są w posiadaniu Zarządu Głównego i mam nadzieję, że zostaną one umieszczone w dziale sportu na stronie ZG PZW.
Pozdrawiam,
Dominik Wojtas.

