Sobie i wszystkim Kolegom życzyłbym złowienia taaakiej ryby. Jak się okazuje, gdyby się udało - nawet tej samej. Ponieważ Kol. Marek Pracoń, po krótkiej sesji fotograficznej zwrocił jej wolność. Tołpyga mierzyła 125 cm. Zapewne to najdłuższa (największa) ryba złowiona w tym roku przez wędkarza z naszego koła. Jeśli się mylę, proszę o sprostowanie i zdjęcia.
Być może kiedyś los pozwoli mu na kolejne z nią spotkanie?
Każde łowisko ma swój poziom atrakcyjności, "taakie ryby" - na pewno go podnoszą. W ramach postanowień na nowy rok ustalmy sobie granicę wielkości ryb, które dałyby Nam satysfakcję podczas holu. A potem zróbmy sobie postanowienie, że każdą złowioną dużą rybę, powyżej tego progu, WYPUSZCZAMY! Dla swoje satysfakcji zabierajmy na każdą wyprawę wędkarską aparat fotograficzny - zdjęcie to też pamiątka.
Markowi gratuluję i zazdroszczę - sam bym chciał poczuć tę siłę i zobaczyć jak "pali się" hamulec w moim kołowrotku...
Komentarze (4)
Marek Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
gratulacje :) niezła sztuczka
serir Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
W istocie - "twarz" to ona ma niezbyt wyjściową. Ale wygląd nadrabia smakiem. Kiedyś były w sklepach konserwy z tołpygą. Rosyjskie (bo to i nie autochtoniczne stworzonko, tylko przeflancowane do nas od "przyjaciół"). Później nasze przetwórnie nauczyły się robić tołpygę koncertowo. Wyrób pod nazwą "Tołpyga po staropolsku, w warzywach" do tej pory pamiętam. Smakowała tak, że miało się ochotę nawet na blachę puszki.
A złowionej na wędkę, jeść nie miałem okazji.
Butkiewicz Paweł Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -
