Wziąłem udział w olbrzymim projekcie ŻywiecWin 2011, wiązało się to z delegacją i wyjazdem do Jasła na 5 dni. w związku z wykonywanymi zadaniami byliśmy w Brzozowie, Krośnie, Rymanowie, Iwoniczu, Frysztaku, Strzyżowie i wielu innych mniejszych miejscowościach. Po pracy, szybkim acz dobrym posiłku brałem wędkę i ok. 20-stej wędrowałem nad Wisłokę.
Załączam zdjęcia, nie złowiłem olbrzymów ale brań miałem, że ho, ho! Praktycznie co trzeci rzut coś się łowiło! Prawdziwa rewelacja, pewnie koledzy z Jasła wolą bardziej atrakcyjne wody i lekceważą Wisłokę pod przysłowiowym "nosem". Najgorsze było to, że wyjeżdżając chwyciłem pierwszy z brzegu spinning (teleskop) i nie zwróciłem uwagi, że jest przy nim kołowrotek z plecionką. Gdy to zobaczyłem nad wodą to zamarłem, z czym do ryb zapytałem siebie w duchu. Pierwszy i kolejne rzuty rozwiały moje wątpliwości, wobler wpada do wody widowiskowe branie i jest klenik 20-parę centymetrów. Kolejny rzut, okoń, kolejny znów okoń. Po kilku następnych kleń itd, itd. Do hotelu wracałem ciemną nocą.
Drugiego dnia wieczorem słyszę na drugim brzegu, że coś się tarabani w trawie. Szybko wyjmuję aparat i zaczynam kręcić filmik. Efekt możecie zobaczyć w zakładce filmy. Późnym wieczorem bobrów w rzece jest co najmniej 6 na odcinku 200 metrów. Po drugie strony rzeki w pewnym momencie obserwuję młodego bobra, jeden z rodziców pilnował go tam, a drugi czuwał praktycznie pod moimi nogami.
Trzeciego dnia miałem branie małego pstrąga ale nie zaciąłem. Widziałem tylko jak widowiskowo podbija wobler i wyskakuje razem z nim nad powierzchnię wody.
Czwartego dnia po nocnych deszczach woda zmieniła kolor, brania były słabsze. Zabieram znalezione pierwszego dnia chomąto (pewnie woda zabrała ubiegłorocznej powodzi a może je ktoś wyrzucił?) i wracam do hotelu.
PS: wartość dodana to to, że mam wreszcie zezwolenie na wędkowanie na wodach Okręgu PZW Krosno.
