W dniu 22 maja, zgodnie z harmonogramem zawodów Okręgowych, została rozegrana I tura Grand Prix o Mistrzostwo Okręgu w spinningu. Zawody wyznaczono na moście pomiędzy miejscowościami Królewo – Sobieski a łowiskiem naszym była rz. Wkra. Na zbiórce o godz. 6.00 stawiło się 31 seniorów i 9 juniorów.
Z Lidzbarka wyruszyliśmy tuż przed godziną 4 rano i czekała nas ponad 120 – to kilometrowa podróż. Każde koło czy klub mogły delegować na zawody 3 osobowe drużyny. Oprócz tego mogło startować dodatkowo 6 najlepszych zawodników z Grand Prix Okręgu z ubiegłego roku. W związku z tym na zawody wyjechaliśmy w pięcioosobowym składzie seniorów – Andrzej Liszewski, Jan Sikora, Mariusz Dembowski, Jerzy Szostkowski i Sławomir Kraszewski oraz junior – Łukasz Kowalski.
Po ostatnich burzach pogoda zapowiadała się fantastyczna. Od rana aż do powrotu z zawodów świeciło słońce a temperatura była raczej letnia niż wiosenna. Pod koniec zawodów zrobił się upał, a prawie nieodczuwalny wiaterek nie dawał wcale ulgi. Wszystkim wędkującym dodatkowo mocno dokuczały ….komary.
Dla nas ten odcinek rzeki był nieco znany. Dwu lub trzykrotnie startowaliśmy już tutaj w zawodach (choć nie wszyscy z nas). Wiedzieliśmy jakich ryb można się spodziewać, choć rzeka od ostatniego naszego tutaj pobytu (ok. 10 lat) zmieniła się bardzo. Pozostawało więc „szukanie w ciemno” ciekawych miejscówek pokonując kilometry rzeki i mając nadzieję na szczęście odnalezienia chętnych do „współpracy” rybek. Wszyscy przygotowaliśmy sobie po jednym średnim kiju do łowienia jazio – kleni i dłubania okoni. Tak jak większość zawodników tak i my niemal całą turę przełowiliśmy woblerkami, raczej niewielkich rozmiarów. Próbowaliśmy ryby sprowokować także obrotówkami i cykadami. Jak się później okazało w naszym wykonaniu z dość miernym skutkiem, choć część zawodników miała nieco więcej szczęścia lub jak często z uśmiechem to powtarzamy „ryby trzeba umieć łowić” i ich łowcy w niedzielę umieli je złowić.
O godz. 6.30 nastąpił start. Seniorzy łowili jedną pięciogodzinną turę a juniorzy godzinę krócej. Był także czas na rozejście się po łowisku (30 min). Po 5 godzinach łowienia pozostawało jeszcze 15 min czasu na dojście z kartą – rejestrem połowów do sędziego zawodów. Sędziów nie było wielu, jednak, odkryty teren i usługi jakie niesie technika (telefony komórkowe) sprawiały, że nie było problemów z pomiarem ryb i szybkim zwracaniem im wolności. Zawody rozegrano na ŻYWEJ RYBIE.
Mój entuzjazm przed zawodami był płonny. Pamiętając rzekę sprzed lat, rybną w jazie i klenie, trafiające się nie tak rzadko okonie oraz możliwe do złowienia szczupaki i bolenie teraz nieco się zawiodłem. Pogoda do połowów jazi czy kleni była wręcz idealna. Ryby i owszem były i w odpowiednich ilościach i w słusznych rozmiarach, ale nie bardzo kwapiły się do współpracy z zawodnikami. Jazie czy klenie leniwie odprowadzały wabiki lekko je podskubując, bez widocznej oznaki agresji. Zauważyłem to nie tylko ja, ale i większość startujących zawodników. Tych odprowadzeń przynęt było bez liku a brań praktycznie wcale. Ryby więc były, ale coś się stało takiego, że nie brały… Później się okazało, że kto nie złowił miarowej ryby w pierwszych minutach zawodów, jego szanse na połów malały z każdą minutą. Jedynym ratunkiem był wszędobylski okoń, który mógł uratować zawodnikowi skórę przed wyzerowaniem tury, ale i z nim było ciężko.
Po upływie regulaminowego czasu zawodnicy posilali się kiełbaskami i kaszanką z grilla, zaś sędziowie przystąpili do obliczeń wyników zawodów.
Po podsumowaniu ich okazało się, że jedynie 4 juniorów było szczęśliwymi łowcami okoni. Nieco lepiej było u seniorów. Na kartach można było zobaczyć wpisy kilku jazi, szczupaka, klenia i okoni. Kleni byłoby sklasyfikowanych nieco więcej, ale jednemu z kolegów zabrakło 6 minut, by na czas zdać sędziom kartę rejestrującą wyniki połowów.
Zwycięzcą zawodów w kategorii seniorów został debiutujący w zawodach okręgowych kol. Krzysztof Oryl z Koła PZW w Lubowidzu (złowił klenia 46 cm i trzy okonie), a w kategorii juniorów Mateusz Marciniak z Koła PZW w Żurominie.
Szczegółowe wyniki znajdują się w załącznikach poniżej.
My, choć liczni, wypadliśmy raczej bladawo. Przynajmniej seniorzy. Miejmy nadzieję na poprawę wyników w kolejnej turze. Wiary dodał nam na pewno nasz debiutant w kategorii juniorów – Łukasz, który spisał się bardzo dobrze i uplasował się na pechowym 4 miejscu. Jego podejście, pomimo młodego wieku, do spinningu jest na tyle profesjonalne, że na pewno stać go na znaczne poprawienie wyników w kolejnych zawodach.
Przy takich wynikach zwycięstwo i kolejne miejsca w klasyfikacji generalnej wciąż są sprawą otwartą, tym bardziej że przed nami jeszcze zawody na nieobliczalnej Narwi i zawsze zagadkowym zbiorniku w Nowym Mieście.
Szczególne wyrazy szacunku i podziękowania należą się sędziującym nam w tych zawodach oraz organizatorom za sprawne i bezproblemowe ich przeprowadzenie.
