Nie było do trzech razy sztuka, choć część z nas pojechała na Otałęż a ja z Andrzej na zwiad nad Wisłę. Wisła wyglądała na OK (a straszono nas, że wylała na międzywala), szybki telefon i chłopaki decydują, że przyjeżdzają do nas... Wisła też się zawiedliśmy... Złowiony 13 ryb, z czego większość w rozlewiskach przy rzece. Ale Wisła i tak jest fajna!
Część zawodników przeprawiła się promem na drugą stronę (to też była atrakcja). Ja postanowiłem przejść prawym brzegiem w dół rzeki, gdzie są rozlewiska na międzywalu. Był to duży błąd. Ne wziąłem woderów tylko gumowce, po 5 minutach miałem mokre dżinsy i pełno wody w butach. Pokonanie każdej, nawet niedużej przeszkody to był problem. Spodnie przykleiły się do nóg i utrudniały ich podnoszenie w górę. Makabra. Pokrzywy, pnącza, chwasty wyższe odemnie! Nie wiadomo w którym kierunku pójść by dotrzeć do Wisły. Jeszcze jakiś rów zalany wodą... W końcu po jakiejś godzinie "przeprawiam" się przez ten rów na brzeg Wisły. Uff.. To jednak nie koniec, okupione kolejnym przedzieraniem się przez krzaki miejscówki okazują się zalanymi płyciznami z zerową szansą na ryby (czy wspominałem, że w nocy wody ubyło jakieś 40 cm?), to było widać i czuć na brzegu - błoto i w wodzie, bo ryby odeszły na głębszą wodę.
Po jakichś 3 godzinach dotarłem do cywilizacji, zobaczyłem innych wędkarzy i w końcu mogłem iść po czyichś śladach - pokrzywy były udeptane, ale fajnie! W łowieniu to mi nic nie pomogło, mimo kilku bardzo obiecujących zakoli Wisły, mój wynik nadal był zerowy. Gdy w końcu na godiznę przed końcem zawodów dotarłem w pobliże promu "zapuściłem" korzenie w jednym miejscu i je dokładnie obławiałem. Efektem było złowienie bolenia, który był niewiele większy od mojej przynęty.
Koniec zawodów! Jeszcze tylko chwila przedzierania się przez zarośla i jestem między ludźmi! Hurra. Sędzia zawodów, Kol. Roman Górski, uwinął się szybko z papierami. Czwarty raz w tym roku zgłaszam zero - tyle samo zawodów zaliczyłem. Jeszcze tylko zdjęcie zwycięzców i do domu. Po drodze przysypiam dwa razy. Koledzy się śmieją gdy walę głową w słupek drzwi pasażera. Bolało.
Z zawodów jestem jednak zadowolony. Poprzedni raz na rybach byłem na początku sierpnia. Potrzebowałem tego wyjazdu jak powietrza.
*
SPONSOREM ZAWODÓW BYŁA GRUPA ŻYWIEC S.A. BROWAR W LEŻAJSKU. DZIĘKUJEMY!
Następne zawody w Dąbrówkach 26.10.2008. To ostatnie w tym roku. Może w końcu złowię choćby okonia? Aha, wcześniej w Rzuchowie zlot Podkarpackiego Serwisu Wędkarskiego: http://www.fishing.org.pl/
Jest jeszcze czas wejść do tego towarzystwa, warto. Nasze forum porusza sporo ciekawych tematów i jest bardzo funkcjonalne.
http://www.fishing.org.pl/forum/viewtopic.php?p=951&sid=ba5d3726f6e720b6f036466ab1a89a5c#951
