W marcowym wydaniu Wędkarza Polskiego Prof. dr hab. Wojciech Radecki porusza arcyciekawy temat zarybień - WP 03'2008 strona 68-70.
Odpowiada na pytanie: "Czy okręg PZW, który przekazał wodę w użytkowanie określonemu kołu PZW, może prowadzić zarybienia bez porozumienia z tym kołem?" Przytaczając obowiązujące przepisy wyjaśnia dogłębnie ten temat. Wynika z nich jasno, że to okręg wygrywając konkurs i zawierając umowę użytkowania obwodu rybackiego, staje się uprawnionym do rybactwa, ze wszystkimi związanymi z tym konsekwencjami prawnymi. W tym, z konsekwencjami zarybień niezgodnych z operatem, a jest to: "wykroczenie z art. 27b ust. 1 pkt. ustawy rybackiej, za które uprawnionemu do rybactwa grozi kara grzywny do 5000 zł. Ponadto z godnie z art. 13 ust. 7 Prawa wodnego w przypadku niezrealizowania założeń zawartych w operacie rybackim, umowa użytkowania rybackiego może być rozwiązana w każdym czasie i bez odszkodowania - przez dyrektora regionalnego zarządu gospodarki wodnej."
Drugą konkluzją artykułu prof. Radeckiego jest kwestia relacji między kołem a okręgiem, gdzie do tej pory dobrym obyczajem było wzajemne zaufanie, szanowanie woli kół w kwestii zarybień. Dziś w świetle rygorów wymienionych wyżej okręg nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek zmiany zarybień w obwodach. W końcu to tylko Okręg może ponieść tego konsekwencje, łącznie z utratą obwodu, podstawą swej działalności!
Uczymy się komunikacji na tej linii, w masie obowiązków, dysponując tak małą liczbą etatowych pracowników, okręg nie jest w stanie sam dotrzeć do wszystkich tą tematyką, nawet zarządów kół jak się okazuje. Właśnie prasa i internet mogą przybliżać te tematy, musimy jednak wykazywać minimum dobrej woli i się edukować, przygotowywać do merytorycznej dyskusji. Bo z tym jest naprawdę ciężko. Uczestniczę w zebraniach kół - poziom dyskusji i wiedza są nieraz porażająco niskie! Rzadko się zdarza dyskusja na poziomie, umożliwiającym sensowną dysputę. Dlatego cieszę, że taki artykuł się pojawił. Można rzecz w samą porę! Smaczku zapewne doda myśl, że prawdopodobnie odpowiedź nie satysfakcjonuje pytających. Na jednym zebrań, prezes (były) koła w dramatyczny sposób przedstawił wyżej opisywaną sytuację, słowami, "że niedługo nie będa potrzebne koła i tylko wędkarze z tych kół. Bo nic nie mobą zrobić w kwestii zarybień." Owszem koła mogą dużo zrobić, pilnować "swoich" wód, zbierać składki na ich zagospodarowanie ale zgodne z postanowieniami operatów, a środki które zbiorą dodatkowo (udział w składce członkowskiej) zagospodarować w inny sposób: na sport, wycieczki wędkarskie, działalność z młodzieżą, ochronę wód, budowanie infrastruktury nad wodami im powierzonymi (w porozumienu z samorządami).
Przy okazji Prof. Radecki uściśla temat zarybień np. amurem "... ,że zarybianie gatunkami, które w Polsce nie występują, wymaga - wedle art. 3 ustawy rybackiej - zezwolenia ministra właściwego do spraw rybołówstwa, wydanego w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw środowiska, po zasięgnięciu opinii Państowej Rady Ochrony Przyrody".
*
Oczywiście zarybienia amurem na wodach, które nie są w obwodzie jest możliwe, gorzej gdy specyfika wód użytkowanych przez dane koło jest "jednostronnna" - tak jak w przypadku Leżajska, gdzie są to wody wchodzące w skład obwodu rybackiego rzeki San. Wędkarze z mojego koła muszą się pogodzić z takim stanem rzeczy, być może gdy zaczną się budować wielkie i nowoczesne drogi i ruszy eksploatacja kruszywa w okolicy, jakimś cudem dorobimy się zamkniętej wody poza obwodem i tam będziemy sobie mogli wpuszczać ryby bez ograniczeń. Ale to przyszłość, możliwa gdy zbierzemy rezerwy finansowe na wykup wód (a kupować możemy tylko zbiorniku zamknięte, poza obwodami, czyli własnie takie poeksploatacyjne) - wpłacajmy więc 1% na Okręg PZW Rzeszów!
No i czytajmy, zacznijmy od wymienionego artykułu.
Komentarze (1)
Stanisław Mączka Data dodania: 10 miesięcy temu Oceń: + / -
Zapraszam do dyskusji na leżajskim forum: www.fishing.lezajsk.pl/forum/
