Wkurzyłem się!
Wkurzyłem się oglądając telewizję. Telewizję, która pokazuje kilka zalanych domów i od czci i wiary odsądza Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej, Zarządy Melioracji i Urządzeń Wodnych, samorządy, Państwo...
Wkurzyłem się i czekam kiedy w końcu ktoś posprawdza pozwolenia na budowy - legalność zabudowy terenów zalewowych. Wszystkie te domy, które widać w telewizji zbudowane są opodal rzek, na poziomie jej brzegów. Wczoraj pokazywali miejscowość koło Gawłuszowic, wszystkie domy "nowiuśkie", jak spod igły - i zalane. Stoi przed kamerą TV sołtys i mówi: "kiedy to województwo nam pomoże!!!", "w tamtym roku zalało nas 6 razy"; "nikt nam nie pomaga!" - za chwilę TVP zorganizuje akcje "odbudujmy Gawłuszowice, Krzeszowice czy jak tam zwał - a w rezultacie powstaną nowe domy w tym rejonie. Bo fajnie być w TV, bo fajnie jak ktoś nam pomoże, odbuduje, przemebluje, wymieni wszystko co nam się znudziło w domu. Ludzie! Kiedy skończy się to szaleństwo?
Wśród prawdziwych ofiar powodzi i podtopień są kombinatorzy, sępy. Bo paradoksalnie na takie sytuacje czeka tysiąc instytucji: Caritas, PCK, pomoc społeczna (wiejska, gminna, powiatowa etc.), wszelkiej maści towarzystwa i fundacje, ochotnicza i Państwowa Straż Pożarna. Jedni bo z tego żyją inni bo się mogą w końcu sprawdzić. Strażacy potrenują i może zdobędą jakieś ordery (bo nikt im nie zapłaci), instytucje pomocowe się wykażą i pokażą, że trzeba im budżety pozwiększać. Przy okazji zbiórek na powodzian można zarobić - bo przecież są koszty.
Powodzianie zaś dostaną kasę, nowe TV (w których będą puszczać sobie nagrane kawałki z reportaży z terenów zalewowych, z sobą w rolach głównych), dostaną górę mebli, sprzętu AGD, ubrań do wyboru i koloru.
Wszyscy będą szczęśliwi. A najszczęśliwsi będą wszelkiej maści przedsiębiorcy współpracujący z meliorantami. Z zapałem i za niemałą kasę, wyrównają kolejną rzekę, zbudują kolejne wały przeciwpowodziowe (które potem ktoś musi utrzymywać).
Najgorsze jest to, że naprawdę pokrzywdzeni w takich sytuacjach nie potrafią się znaleźć. Nie mają wypracowanych mechanizmów "naciągania w imię krzywdy, którą sami sprowokowali". Świat się dla nich kończy. Zanim się zorientują pomocy dla nich nie starcza, bo za późno, bo nie wiedzą do kogo się udać, bo po prostu im wstyd prosić o pomoc....
Jak to zmienić?
Trzeba wykorzystać wyniki pracy geodetów i współpracujących z nimi programów komputerowych, zdjęć lotniczych, "scenariuszy wód 100, 1000-lecia" - oczyścić tereny zalewowe z zabudowy (jednorazowe, sukcesywne przesiedlenia kosztowałoby mniej niż coroczne, lub kilkukrotne w roku pokrywanie kosztów zalań i podtopień). Pozwolić rzece płynąć naturalnym korytem - nie ma kosztów regulacji - nie ma dożywotnich kosztów utrzymania tych budowli (wałów, śluz itp.). Zabronić sprzedaży terenów zalewowych osobom fizycznym, jedyną możliwą formą powinno być zbycie na rzecz Skarbu Państwa.
Czy to możliwe?
Powódź, zalanie.... To też jest biznes. Biznes w którym siedzi kupę ludzi. Im takie rozwiązania raz na zawsze eliminujące problem nie są na rękę. Będą "powodzian" pielęgnować, pilnować i strzec jak skarbu - z tego żyją. A my? Wyślemy sms-a, wpłacimy na konto, dorzucimy jakiś sprzęt AGD (będzie okazja kupić nowy), i będziemy się cieszyć, że to nas nie dotyczy. Tylko, że podatki nam wzrosną niepostrzeżenie, ubezpieczenia też bo ubezpieczyciel się na kimś musi odkuć, wzrośnie zatrudnienie w organizacjach pomocowych, zamrożą się potężne fundusze bo powódź "zawsze gdzieś będzie i trzeba mieć na to rezerwy".
Piszę o tym wszystkim bo widzę jak powstają nowe domy nad Sanem w Starym Mieście, jak powstaje zabudowa nieopodal Trzebośnicy w Wólce Niedźwiedzkiej. Trzebośnicy, którą sukcesywnie zakuwa się w beton i świadomie prowadzi do niebezpieczeństwa powodzi. Bo gdzie się podzieje woda, która będzie pędzić 2 km uregulowaną wybetonowaną niecką o szerokości 20 m i głębokości 4 i nagle trafi do nieuregulowanej części rzeki, gdzie jej szerokość ma 3 m a głębokość 2 m? W konsekwencji Łoiny, Hucisko - domy nad Trzebośnicą w wodzie. Więc meliorujmy dalej, aż do Nowej Sarzyny aż do ujścia do Sanu, a nad Sanem zróbmy śluzę! I tak z każdą rzeczką, rzeką... później weźmiemy się za San.
