W sobotę 1.10.2011 otrzymałem telefon, że w naszej leżajskiej Jagódce nie ma wody! Z Warszawy trudno sprawdzić, dzwonię więc do Prezesa (Kol. Gorzkiewicza). Okazuje się, że na zbiorniku Floryda założono deskę spiętrzającą wodę - 1.10. zgodnie z książką zbornika czas podpiętrzenia wody. Tak nie może być! Dziś rano zrobiłem kilka zdjęć, woda już płynęła ale znalazłem padłe kiełbie i inne ryby (zdjęcia poniżej). Ze względu na to, że do naszej Jagódki (grodzenia) nie można się dostać na 50% jej biegu nie wiem jak duże były straty na całym jej biegu. Postaram się zainterweniować i poprosić by brano pod uwagę okresy takich suszy jakie mamy np. teraz.
Zatrzymuje się inwestycje drogowe, budowę firm, bo ktoś znaduje żabę, lub roślinę - których występowanie trudno potem stwierdzić. Tutaj pada mnóstwo kiełbi - nie wiadomo czy nie chronionych gatunków, cierników, ślizów - i co? I nic. Kogo obchodzi Jagódka, jakaś tam rzeczka w Leżajsku? Jak pada - Ci co mieszkają w pobliżu jęczą, że ich zalewa. Jak nie ma deszczu, spiętrzają wodę i pompują na swe ogrody - taka "darmo-woda". Spróbuj przejść korytem, bo brzegiem się nie da - prawie każdy grodzi się w wodzie. To nie wystarcza. Trzeba jeszcze rzekę poprzegradzać bo jeszcze faktycznie ktoś wodą pójdzie.
Kiedy zaczniemy szanować faktycznie ważne i możliwe rzeczy? Jedna żaba blokuje autostradę, ważną dla dziesiątek tysięcy ludzi. Jagódka ma od Florydy do Sanu jakieś 5 km, na 10 metrach znalazłem 10-15 padłych ryb, wody brakło na całym odcinku, 5.000, może 10.000 rybek? Kogo to obchodzi, woda znów popłynie, zabierze truchło, pośmierdzi trochę, potem przejdzie...
