Nad wodą pustki. Po całkiem ciepłych jesiennych dniach pogoda zrobiła gwałtowną woltę. Zimny wiatr, pierwszy śnieg, z nad wody znikli wędkarze. Tylko przy moście w Starym Mieście spotkaliśmy wędkarzy nastawionych na miętusy. Akurat na te ryby ta pogoda jest idealna.
Nad Sanem pozorny spokój. Sporo zwierzyny w zaroślach, płoszącej się na nasz widok. Przy moście w Rzuchowie małe stado kormoranów - widocznie już na stałe będą zimą się tu kręcić (ujście Wisłoka).
Poniżej jazu w Ożannie bobry budują swoją zaporę, poziom wody podniósł się znacznie. Wycięły też sporo drzew. Miejscowi muszą czymś w zimie palić... Rosnącego drzewa by się nie odważyli wyciąć. Ale takie położone przez bobry... czemu nie zabrać? To taka swoista rywalizacja, kto przed kim zdąży. Bobry ściąć i podzielić takie drzewo, zatopić na zimę, czy ludzie pociąć zwalone przez bobry w nocy drzewo i zawieźć na swoje podwórko?
Na zakończenie kontroli mała porażka. Podchodzimy do wędkarzy łowiących pod mostem, tam pełny luzik, ognisko kiełbaska. Czekają na brania miętusów. Wszystko wporządku. Za chwilę kilkadziesiąt metrów iod nich znajdujemy porzuconą wędkę. Kłusownik korzystając z danego mu czasu, po cichutku się wycofał. Nie ryzykawał zabrania wędki. A w razie czego - to nie jego wędka... Wędkarze łowiący przy moście mówią, że widzieli kogoś zanim zapadł zmrok. Nie zwracali jednak uwagi na niego.
