Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

Zarejestruj się

Aktualności

No kill - wywiad z WW

Po zamieszczeniu we wrześniowym numerze Wiadomości Wędkarskich artykułu red. Andrzeja Zielińskiego pt. "Jak chronimy drapieżniki" wśród wędkarzy, zwłaszcza stosujących zasadę "no kill", rozgorzała dyskusja. Poprosiliśmy redaktora Zielińskiego o rozwinięcie tematu. Poniżej zamieszczamy wywiad jakiego udzielił kol. Antoniemu Kustuszowi.

Antoni Kustusz: Po Twoim artykule w WW nt. istoty ochrony ryb, na internetowych forach rozpętała się burza. Zarzucają Ci obronę mięsiarstwa, zdradę idei No Kill no i tym podobne grzechy. Co Ty na to?

Andrzej Zieliński: Mięsiarstwa nigdy nie popierałem i popierać nie zamierzam, nawet tego mieszczącego się w granicach limitów dobowych. Bo jak inaczej nazwać codzienne okoniowe żniwa wyśrubowane pod 5-kilogramowy limit. Łowić i zabierać ryby z łowiska tylko dlatego, że akurat dobrze biorą!? To nonsens, który nieuchronnie prowadzi do wyrybienia wielu atrakcyjnych jeszcze rzek i jezior. Ale nie popieram też do końca idei „no kill”, choć sam większość ryb wypuszczam z powrotem do wody i namawiam do takiego postępowania innych wędkarzy.
Uważam, że rygorystyczne przestrzeganie zasady „no kill” wypacza ideę wędkarstwa, która polega m.in. na tym, by wędkarz oprócz wypoczynku i korzystania z dobrodziejstw środowiska przyrodniczego mógł zabrać z łowiska jedną czy kilka ryb do konsumpcji. To odwieczne prawo łowcy, zapewniającego przez całe tysiąclecia byt swoim rodzinom, ale jednocześnie hołdującego zasadzie „zabieram tyle ryb, ile potrzebuję”. Takie właśnie wędkarstwo popieram.


AK: Czy w istocie w całym tym zagadnieniu nie chodzi o różnicę pomiędzy prawdziwym wędkarstwem, które jako amatorski połów ryb, poza pozyskiwaniem ryb za pomocą wędki, oczywiście pozyskiwaniem zgodnie z przepisami np. RAPR, ma nam dostarczyć dodatkowych przyjemności, takich jak kontakt z przyrodą, relaks, kondycja fizyczna, czy też wędkarstwem wyidealizowanym, które ma nam dostarczać wyłącznie przyjemności, w którym sam problem pozyskiwania ryb, nawet jeśli w trakcie wędkowania spowodujemy ich stres czy rany, schodzi na plan dalszy i liczy się tylko ilość zastrzyków adrenaliny związanych z kolejnym uderzeniem i holem ryby? Co Ty o tym sądzisz?

AZ: Jedni skaczą na bungee, inni polują na taaaką rybę, aby poczuć w żyłach adrenalinę. I nie ma w tym nic zdrożnego. Mam jednak pewne wątpliwości, czy nadmierne propagowanie zasady „no kill” nie zaszkodzi samym wędkarzom. Tylko patrzeć, jak jedno ze stowarzyszeń ekologicznych zarzuci nam lansowanie wędkowania polegającego na kaleczeniu ryb dla zabawy. W opinii tych środowisk, nie będą to bezkrwawe łowy, tak jak dzieje się to w przypadku fotografowania zwierząt na safari. Rozsądnych argumentów na pewno im nie zabraknie. Tym bardziej że za chwilę mogą pojawić się miłośnicy zasady „nie kalecz” – wędkarze wyposażeni w akwalung i aparat do zdjęć podwodnych, którzy bezkrwawo zapolują na okazy.
 

AK: W jakim kierunku Twoim zdaniem zmierza wędkarstwo w PZW, a więc związku, który z jednej strony musi w polskich warunkach prawnych i ekonomicznych prowadzić gospodarkę rybacką zgodną z wymogami prawa i zasadami racjonalności tej gospodarki, a z drugiej strony organizować wędkarstwo, zapewniać wędkarzom warunki do wędkowania. Jako gospodarz rybacki musi więc wprowadzać ograniczenia, a jako organizator wędkowania i reprezentant wędkarzy musi dbać o ich prawa i przyjemności.

AZ: Myślę, że nadmierne ograniczenia w wędkowaniu mogą prowadzić do coraz większej frustracji wśród wędkarzy. Czasem nie warto wychodzić przed szereg, jeśli państwowe przepisy na coś pozwalają. Oczywiście dla władz PZW nie jest to zadanie proste, podobnie jak dogodzenie wszystkim zarządom kół czy zrzeszonym w PZW wędkarzom… Ale próbować warto.
Trzeba zastanowić się, co można zmienić w „Regulaminie amatorskiego połowu ryb”, aby wędkarze mieli więcej swobody w realizowaniu swojego hobby. Ale tam, gdzie wymaga tego sytuacja, stanowczo bronić racji ichtiologów i naukowców.


AK: Jakie wnioski wyciągasz z dyskusji wokół Twojego artykułu na łamach WW?

AZ: Dyskusja na temat przepisów dotyczących wędkowania na pewno jest potrzebna. I oto głównie chodziło. Moim zamiarem nie było obrażanie środowiska wędkarzy wyznających zasadę „no kill”. Tylko wykazanie, że również w tej grupie trafiają się czarne owce – osoby interpretujący tę ideę inaczej: „łowię, kiedy chcę i gdzie chcę, bo wszystko wypuszczam”. A na to nie może być zgody. Intencją ustawodawcy, który wprowadził takie a nie inne okresy ochronne dla poszczególnych gatunków ryb, było to, aby chronione ryby nie były celem wędkarskich i rybackich połowów. To przykre, że niektórzy wędkarze interpretują te przepisy inaczej.

Antoni Kustusz

Poleć znajomemu

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.