Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

Zarejestruj się

Aktualności

Czarny kłopot ryb … i wędkarzy.

    Trudno spotkać wędkarza, który łowiąc ryby nie natknął się na płoć, leszcza, krąpia lub inny obiekt połowu (zwykle z karpiowatych) przyozdobiony nieciekawie prezentującymi się ciemnymi, owalnymi plamami niewielkich rozmiarów (2-5 mm) na powierzchni ciała. Znaczna część tych skórnych zmian obejmujących różne fragmenty ciała sięga też w głębsze partie obejmując tkankę mięśniową czyniąc je widocznymi nawet po obraniu zdobyczy z łusek. Z obawy o własne zdrowie lub z czysto „estetycznych” powodów wielu z nas przywraca takim rybom wolność.

   Wędkarzom na licznych łowiskach w kraju (zapewne poza granicami naszego kraju również) zjawisko to jest dobrze znane od dawna, albowiem problem ten towarzyszy zapewne rybom dłużej niż ludzie nauczyli się je łowić. A problem z tym ryby mają i to niekiedy poważny.

   Opisane powyżej czarne plamy widoczne na ciele ryb to oczywiście czerniaczka – pospolita choroba pasożytnicza związana ze środowiskiem wodnym i z całym łańcuchem żywicieli różnych gatunków przywr. Pasożyty tej grupy mają zwykle dwóch żywicieli pośrednich – pierwszym z nich są zazwyczaj ślimaki lub małże, drugim ryby – a ostatecznym zwierzęta rybożerne, zazwyczaj ptaki, u których pasożyt osadza się w przewodzie pokarmowym. W zależności od gatunku pasożyta, inwazyjne formy larwalne  (cerkarie) atakujące ryby osadzają się w różnych narządach (w naczyniach krwionośnych, gałce ocznej, mózgu, rdzeniu kręgowym, nerkach, sercu, i innych w tym również w tkankach mięśni i skóry) powodując różne objawy chorobowe z masowym śnięciem włącznie (w przypadku wylęgu lub innych stadiów narybkowych). Jednym z objawów chorobowych są wspomniane wcześniej ciemne (czarne) przebarwienia na skórze jakie tworzą się w miejscach osadzenia cyst z metacerkariami w wyniku  odkładania ciemnego barwnika – melaniny. Łowione przez nas ryby są już zazwyczaj „ozdrowieńcami” które na jakimś etapie młodocianym przeszły przez inwazję pasożyta. Pomimo obumarcia metacerkarii w tkankach, co następuje zwykle w okresie krótszym niż pół roku od osadzenia w tkankach – melaninowe przebarwienia pozostają na bardzo długo (czasem dożywotnio) wskazując na „chorobowe przejścia” tak udekorowanych osobników w młodości.

  Czy ryby z takimi objawami można spożywać i czy to nie zagraża zdrowiu ludzi? Raczej tak, z uwagi na fakt, że w naszej kulturze kulinarnej surowa ryba na stoły nie trafia, a obróbka termiczna zabija te – potencjalnie niebezpieczne i dla ludzi pasożyty – w 100%. Niebezpiecznym pozostaje (niemal zawsze) jedzenie ryb w stanie surowym lub karmienie nimi naszych zwierząt domowych. Duże ryby mają też zazwyczaj na sobie wyłącznie „wspomnienie” niebezpiecznej choroby, a te małe, narażone najbardziej na inwazję i przenoszące aktywne inwazyjnie larwy raczej nie stanowią obiektu naszych połowów.

  Sam fakt pojawienia się choroby na obszarze, gdzie wcześniej nie była stwierdzana, lub występowała marginalnie niestety nie cieszy. Zwiększa to w istotny sposób śmiertelność wielu gatunków ryb. Przyczyn sprzyjających epizoocji jest wiele, ale najistotniejszą pozostaje wzrost liczebności żywicieli ostatecznych pasożyta – zwykle ptaków rybożernych (czapli, kormoranów, perkozów, mew, rybitw, u niektórych gatunków przywr ptaków siewkowatych – czajek, brodźców) i pospolitość występowania w środowisku wodnym żywicieli pośrednich – ślimaków lub małży. Mobilność żywicieli ostatecznych – ptaków, sprawia, że choroba rozprzestrzenia się na nowe obszary. Ograniczenie zasięgu występowania choroby jest tym samym w praktyce niemożliwe na otwartych wodach. Warunkiem niezbędnym, byłoby przerwanie łańcucha żywicielskiego pasożytów przez eliminację ptaków, mięczaków lub ryb. Problem w tym, że gatunki te są od siebie zależne – obecność ryb (szczególnie tych chorych, osłabionych i często upośledzonych ruchowo) zwabia ptaki, te zaś będąc powszechnie nosicielami przywr wydalają do wody z odchodami jaja pasożytów, larwy ich atakują liczne w wodach mięczaki (ślimaki i małże), których bez osuszenia zbiornika lub drastycznego, chemicznego zatrucia wody usunąć nie sposób. Podobny zabieg byłby też konieczny do całkowitego odrybienia akwenu.

   Przyczynkiem do powyższego artykułu są co raz to liczniejsze przypadki połowu płoci w Zbiorniku Sulejowskim udekorowanej czarnymi plamami i pytania wędkarzy z tymi przypadkami związane. Prawdopodobnym gatunkiem powodującym te nieciekawe ślady inwazji jest przywra Bucephalus polymorphus roznoszona przez ptaki - w tym również przez bardzo liczne na zbiorniku kormorany i czaple. Pierwszym żywicielem pośrednim dla tego gatunku przywry jest racicznica zmienna Dreissena polymorpha – najliczniej od lat występujący małż w zbiorniku, a żywicielem drugiego stopnia – równie liczna w zbiorniku płoć. Na wygaśnięcie epizoocji czerniaczki na Zbiorniku Sulejowskim raczej zatem trudno liczyć, choć przyzwyczaić się do niej – też nam będzie niełatwo.

Aleksander Góralczyk – ichtiolog   (fot. autora)

Poleć znajomemu

Zdjęcia

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Nasze Menu

Nasze wiadomości

Komentowane wiadomości

Nasi członkowie

Na skróty

Ilość odwiedzin