Wędkarze łowiący na zbiorniku Próba mają wyjątkową okazję do sparafrazowania starego powiedzenia ,,na bezrybiu i rak ryba’’. Tyle, że tym razem nie idzie o raka, lecz żółwia. Przekonał się o tym 16-letni Piotr Skowron mieszkaniec Tumidaju. Podczas połowu płoci poczuł nagle na żyłce inny, większy i inaczej niż walcząca ryba zachowujący się ciężar. Znajomy pomógł zdobycz podebrać i wtedy okazało się, że jest nią żółw o skorupie 19x30 cm, który złakomił się na dwa ziarnka pszenicy założone na haczyk.
Wszystko wskazuje na to (wielkość, zachowanie, fotografia), że był to żółw błotny, jedyny gatunek żyjący w Polsce w warunkach naturalnych i na tyle rzadki, że objęty ścisłą ochroną od 1925 r. i wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt z kategorią EN, czyli wysokiego ryzyka, jako gatunek zagrożony wyginięciem.
Jego środowiskiem jest woda, którą na krótko opuszczają tylko samice w celu złożenia jaj. Oddycha jednak powietrzem atmosferycznym, którego musi zaczerpnąć przynajmniej raz na godzinę, bo tyle jednorazowo wytrzymuje pod wodą. Doskonale pływa, nurkuje, widzi, a że jest płochliwy, spotkanie z nim oko w oko jest trudno. Najłatwiej zaskoczyć go, gdy wygrzewa się na słońcu na wystających z wody pniach drzew czy kamieniach.
Żółw błotny jest drapieżnikiem. Poluje na owady, ich larwy, ślimaki, małże, żaby, kijanki, małe ryby. Chętnie skubnie padlinę.
Podobno to nie pierwszy przypadek złowienia żółwia na wędkę na Próbie. Tyle, że poprzednim razem złowiono go na rosówkę i zabrakło zdjęciowej dokumentacji tego wydarzenia.
