Logowanie

Zarejestruj się

Aktualności

My tylko na okoniki...

Zimę w tym roku mamy dość łagodną, wielu wędkarzy lubiących metodę podlodową musi swoje mormyszki i inne delikatne, podlodowe precjoza schować głębiej do szafy, gdyż nasze akweny lodu w zasadzie nie widziały, a ich dostępność o tej porze roku kusi nie tylko tych, co rekreacyjnie traktują wędkarstwo, ale także i miłośników łatwej zdobyczy. Niestety, wszystkich odruchów Polaków nie sposób przypisać ciężkim latom socjalizmu, gdzie cenna była zapobiegliwość i zbieractwo wszystkiego, co można było dołączyć do ubogiej oferty w handlu. Nie tak dawno mogliśmy przeczytać o kłusownikach i kombinatorach z nad Nysy, którzy niby deklarują chęć łowienia okoni, a tak naprawdę polują na większe ryby. Okazuje się ze podobny proceder kwitnie w rejonie Kędzierzyna, niestety, również za sprawą wędkarzy, którzy opłacili już składki widząc, że pogoda sprzyja możliwości łatwego łupu. Kanał gliwicki z jego basenami i odnogami kusi o tej porze. Lodu nie ma, niby można łowić na spinning klenie, jazie, ale, po co komuś na końcu kija przynęta, którą każdy, nawet niedzielny wędkarz kojarzy jako szczupakową, czy sandaczową?

Zagadnięci nad wodą, bez zająknięcia tłumaczą, że łowią okonie. Na mocnych kijach gumy rozmiaru sandaczowego klasyka, nierzadko przywiązane do plecionki lub żyłki rodem z naciągu rakiety badmintonowej. Biorąc proporcje, to zimowa podlodowa mormyszka zapewne powinna być rozmiaru i wagi dorszowego pikera. Taka guma to kuszący kąsek dla szczupaka i sandacza, będącego obecnie pod ochroną. Okoń, nawet duży raczej się na to nie skusi, ci, co spinningują wczesną wiosną wiedzą jak trudno go wydłubać nawet malutkim paprochem. Mimo ze okoń nie podlega obecnie ochronie, to ryba ta jest w pełni okresu rozrodczego. Samice są już nabrzmiałe ikrą, i zapewne cieplejsza woda powoduje przyspieszenie rytmu biologicznego u tej ryby. Zabicie jednego okonia o tej porze, to tak jak zabicie kilkuset ryb. Poza tym, nawet, jeżeli kieruje nami chęć zdobycia kawałka ryby do zjedzenia, to, jaką ona ma wartość kulinarną? przecież całość swoich zasobów tłuszczowych i energetycznych ryby w okresie rozrodu kierują na rozwój ikry i mlecza. Narzekamy na coraz to mniejszą liczbę ryb w naszych wodach, a nie zauważamy swojej winy tego stanu rzeczy. Zabijając ryby z ikrą raczej nie pomożemy naturze. Inne tłumaczenie wędkarza, to, że łowi sobie klenie. Na końcu żyłki spora guma, jig na oko 15 gram. A przecież „kleniarze”, dobrze wiedzą, jaka przynętę trzeba założyć by, choć zachęcić klenia do polowania w czasie, gdy zimy nie ma a woda ma kilka stopni ciepła. Ryby nie żerują tak jak latem, są w stanie zimowego odrętwienia, niektóre gatunki wręcz stoją nieruchomo na swoich zimowiskach, stając się łatwym celem dla dużego haka czy kotwicy. „Złowienie” ryby w ten sposób nie jest ani wyczynem sportowym, ani pokazem kunsztu wędkarza, to raczej zabicie ryby z wyrachowaniem, niegodnym dla naszego hobby. Od biedy można zrozumieć, że kryzys, ze bieda, że niskie „śmieciowe” zarobki i nędzne emerytury. Ale chyba aż takiej biedy u nas nie ma, by w sposób mało etyczny wyciągać z kanału wszystko co da się zahaczyć na wędkę, udając że właśnie przyszliśmy na okoniki.

Poleć znajomemu

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Komentarze

Komentarze (2)

  • Hellspawn_PGAC Data dodania: 4 miesiące temu Oceń: -14 + / -

    Rozwiń
  • klobutmoppl Data dodania: 4 miesiące temu Oceń: -17 + / -

    Rozwiń