"Oczko" czyli Zimorodkowa arena zmagań spławikowych....
Według wszelkich znaków na niebie i ziemi, pierwsze zawody o tytuł spławikowego mistrza naszego koła odbędą się na akwenie należącym do klubu LKS Przełom Kaniów. Klub ten posiada kilka zbiorników słynących z dużej głębokości, wielkiej różnorodności gatunkowej no i potężnych przedstawicieli wielu gatunków ryb.


OCZKO czyli zbiornik na którym rozegrane zostaną zawody to jednak woda całkiem inna niż pozostałe. Jest to staw o stosunkowo dużej powierzchni(10 hektarów), ale bardzo małej głębokości średniej. 1-1,5 m to najczęstsza głębokość na jakiej się łowi. Stali bywalcy twierdzą, że na środku znajduje się kilka dziur, ale nie żeruje w nich ryba- są to zapadliska kopalniane, wydobywa się z nich prawdopodobnie sporo gazu.

Staw
rozdzielony jest pasem trzcin, oprócz spławów naprawdę dużych ryb można
obserwować w nich kilka gatunków ptaków, w tym BĄK, ptak niezwykle rzadki -
ciekawostka ornitologiczna przyciągająca obserwatorów z całej okolicy. Poza
szlachetnymi gatunkami ptactwa, Oczko zamieszkują ogromne stada ptactwa wodnego
różnych gatunków.
Ale
przejdźmy do ryb....
Chciałbym
dokonać analizy zbiornika pod kątem zawodów spławikowych, a zarazem z góry
zaznaczyć ze nie jestem żadnym fachowcem w tej dziedzinie. Opieram się na
kilkuletnim doświadczeniu swoim, swojego taty i zaprzyjaźnionych wędkarzy z
Kaniowa.

Grobla
na której rozegrane będą zawody, na co dzień zamknięta jest dla wędkarzy, jest
to brzeg graniczący ze stawami hodowlanymi należącymi do sekcji, władze sekcji
słusznie uważają że miejsca do łowienia na oczku jest dość, rybom należy się
spokój;)
Maksymalna
głębokość osiągalna zestawem spławikowym z grobli to 2 m. Przy czym łowiąc 7
metrowym „batem" mamy do dyspozycji jakies 1,2 m wody. Wybór metody należy więc
dobrze przemyśleć.

Za plecami raczej nie ma większych przeszkód więc możliwe jest nawet użycie skróconego zestawu, tzw. tyczki. Dno łowiska pozbawione jest raczej zaczepów, a jeśli się trafiają to mają raczej charakter roślinności zielonej lub niewielkich patyków przyniesionych przez wodę.
Teraz
rybostan, rzecz najważniejsza. Więc zacznę z grubej rury!
NIE
ZNAM BARDZIEJ RYBNEGO ZBIORNIKA!!
W
zbiorniku występują praktycznie wszystkie gatunki ryb spotykane w naszych
okolicach (rzecz jasna bez pstrągów
,lipieni ,głowatek itp.). Podstawową
rybą zawodniczą w zbiorniku są zdecydowanie Karaś, płotka i.........sumik
karłowaty....Tak, bandyta ten występuje na Oczku w takich ilościach, że nie
jeden wędkarz z jego powodu zrezygnował z wędkowania tam...
Ale
dla zawodników jest to o tyle cenna ryba, że żeruje ZAWSZE, WSZĘDZIE i je
WSZYSTKO!! Nie ma zanęty w którą nie wchodzi;)
Karaś- każdy kto próbował je łowić, wie że są takie dni
kiedy można wodzić im zestawem pod nosem i za żadne skarby nie daje się skusić
do brania, żeby za godzinę lub dwie łapać przynętę jeszcze w locie w dowolnie
wybranym punkcie na wodzie. Jedno jest pewne - Oczko to łowisko pełne karasia. W
gorące letnie dni, kiedy woda przypomina zupę ogórkową bez śmietany (takie moje
kucharskie skrzywienie) karasie często wychodzą pod powierzchnie całymi
stadami. Gwarantuje że widok ten zapiera dech w piersiach, rzadko zobaczyć i
złapać można karasia poniżej 15 cm, a osobniki powyżej 35 cm nikogo nie dziwią.

Płoć
to kolejna ważna na oczku ryba, średnia jej wielkość jednak nie poraża, 15 cm to
taki „dobry rocznik" jej wielkość rekompensuje zdecydowanie jej ilość. Po
wrzuceniu do wody kilku kulek, zazwyczaj po 5 minutach, meldują się pierwsze
osobniki, ich wielkość to jakieś 5 cm, ale z czasem jest tylko lepiej. I znowu,
użyta zanęta zazwyczaj nie robi różnicy, szczególnie późną wiosną, gdy woda
jest już nagrzana, jednak gardonix i trochę pinki nie raz doprowadzały wodę do przysłowiowego
„wrzenia".
Leszcz,
wzdręga, okoń, karp, lin, jaź, amur to
jak dla mnie na oczu przyłów. Nie wpadłem jeszcze na pomysł jak łowić je
metodycznie, (w przypadku Karpia i Amura mam na myśli mniejsze sztuki, większe
to sport dla wyspecjalizowanych „grunciarzy").
Stada leszczy wchodzą czasem w zanętę, 35 cm to ich
średnia wielkość, ale nie udało mi się złowić nigdy więcej niż dwie sztuki.
Drapieżniki to osobny temat, ale średnio przydatny pod kątem zawodów
spławikowych. Jedynie okoń, zazwyczaj gruby, ale w niewielkich ilościach może
dorzucić kilka punktów na wadze.

Moją
ulubioną techniką na Oczku jest odległościówka ze stałym spławikiem (wiem że
trochę się wyklucza ale co tam;) pewnie lepiej było użyć bolonki 5-6 metrowej,
ale takiej nie posiadam.Gramatura
spławika w zależności od siły wiatru oscyluje między 1 a 4 gramy.
Wiatr
i charakterystyka brań warunkuje też sposób obciążenia zestawu. Jeśli brania
są zdecydowane stosuje obciążenie punktowe (oliwkę) tuż nad przyponem, jeśli
ryby są bardziej wymagające kumuluje obciążenie pod spławikiem (50%) - resztę
rozkładam na żyłce aż do przyponu w postaci niewielkich śrucin, tak żeby opadało ono wachlarzowo, a na dnie wspierał się sam przypon lub mała śrucina sygnalizacyjna.
Jeśli chodzi o grubości żyłki, to przesada w żadną stronę jak zwykle nie
jest wskazana. Cienka żyłka główna da nam długie rzuty i będzie ładnie tonąć,
ale sprawi nam wiele problemów przy wietrze lub braniu dużej
ryby, co zdarza się naprawdę często.
Zbyt
gruba żyłka pozbawi nas praktycznie możliwości montażu cienkiego przyponu i
szybkościowego połowu małej ryby, ale zdecydowanie zwiększy nasze szanse w
starciu z okazałym karpiem, amurem czy karasiem powyżej 40 cm.....
Jeśli
chodzi o przypony to moim pewniakiem na oczko jest hak nr 14 na żyłce nr 12,
rzadko używam cieńszych przyponów, chyba że ryby ewidentnie nie biorą.
Długość przyponu to zazwyczaj ok. 25 cm. Próbowałem na
dłuższe, może brań jest więcej, ale przypony się skręcają i plączą -nie
przepadam za tym;)
Myślę że żaden spławikowiec z naszego koła nie
obrazi się jeśli spiningiści użyją przyponów stalowych :-))

Co
tu kryć, odległościówka w warunkach zawodów (szumu na brzegu, nienaturalnego
zamieszania) daje nam większe szanse na kontakt z większą rybą. W przypadku
taktyki opartej na drobnej rybie polecam bata, jednak 5 m to jak dla mnie dolna
granica długości....
Jeśli
chodzi o zanętę, to jak już pisałem, nie potrafię wyczuć jaka jest optymalna. Jedno jest pewne, należy mieć jej dużo. „Mięsko" czyli pinka i ochotka działa
zawsze na plus, no i dobrze jest mieć „coś grubszego" w razie gdyby weszły
większe ryby. Mam na myśli kukurydze lub ziarno. Są to też bardzo popularne tam
przynęty. Staram
się nie przesadzać z aromatem w zanęcie. Słabiej „ukierunkowana" zanęta daje
szansę na większą różnorodność gatunkową ryb żerujących w łowisku. Przesada z
konpią może i zwiększy ilość dużych płoci w łowisku, ale karaś raczej zatrzyma
się u sąsiada....
Jeśli
chodzi o strategie nęcenia, dobrze jest zacząć od niewielkiej ilości punktowo
umieszczonej zanęty dennej. Pamiętać należy, że zbyt mocno zbita zanęta wpadnie
w muł, zbyt lekko rozniesie się na dużej (zbyt dużej) powierzchni!
Jeśli
ryba wyraźnie będzie żerować, nie sądzę żeby była możliwość przedawkowania
zanęty. Nie raz po zawodach lądowało jej w wodzie 2 wiadra, co od pewnego
momentu nie poprawiało ilości brań, ale też nie wypływało negatywnie na ich
ilość.
Na
koniec chciałem jeszcze raz zaznaczyć, że jest to tylko i wyłącznie zbiór moich
obserwacji, którymi chciałem przybliżyć Wam zbiornik na którym ciężko
większości z nas o trening. Więc w razie niepowodzenia na zawodach wina jest po
stronie złośliwych kaniowskich ryb;)
Polecam
też stronę sekcji wędkarskiej Kaniów

Kajetan Mazur
