Spinningowe Mistrzostwa
Polski 9-11.10.2009r.
Na te zawody czekała setka ludzi z Polski, śmietanka
wędkarstwa- twarze znane z gazet, ręce które każdy chciałby uścisnąć. Jednym
słowem był to dzień, o którym marzy prawdziwy wędkarz.
Droga na Mistrzostwa jest dwojaka: albo zostając królem
okręgu;), albo startując z Pierwszej Ligi (tzn. będąc w pierwszej 60-tce GP
Polski).
Organizatorem tegorocznych zmagań był okręg katowicki. Nie
wynikało to bynajmniej ze „śląskiego lobbingu", ale dlatego, że jako jeden z
nielicznych okręgów ma odpowiednie zaplecze w postaci: sporych zbiorników,
wystarczającej ilości łodzi o dł. 4,5 m i przystani by je pomieścić.
Mistrzostwa Polski odbywały się na trzech jeziorach: Przeczyce, Dziećkowice i
Paprocany. Każdy z nich był inny, w związku z czym na każdym trzeba było
stosować inne metody, przynęty i sprzęt.
9.10. do 17 wędkarze musieli się zgłosić w sekretariacie i
odebrać identyfikatory. Losowanie planowane na 17.30 nieco się opóźniło i
zmieniło przebieg. Organizatorzy doszli do wniosku, że nie mają odpowiednio
zasobnej sali, by pomieścić tylu chłopa. Ostatecznie zamiast zawodników, nr
startowe, sektory i łódki rozlosowywał komputer. Po około godzinie dowiedziałem
się gdzie, kiedy i z kim będę się zmagał w poszczególnych turach.
I Tura
W pierwszej turze startowałem na jeziorze Dziećkowice,
płynąłem z Zakrzewskim Pawłem z woj. mazowieckiego. Obaj nie byliśmy na
treningu przed zawodami i bazowaliśmy na mojej wiedzy zdobytej podczas
Mistrzostw Okręgu. Niestety okazało się, że w miejscach gdzie dwa miesiące temu
połowiłem, w tym momencie było bezrybie. Wieszały się jedynie drobne pasiaki.
Postanowiliśmy więc poszukać skupisk roślinności podwodnej na środku jeziora.
Roślinność namierzyliśmy, ryb nie. Dodatkowo wkurzało nas, że co chwilę
łapaliśmy zaczepy, bo łąka była naprawdę gęsta. Następną koncepcją było
odnalezienie okoni w okolicach starej przepompowni. W drodze do tego miejsca
zastrajkował silnik. Na wiosłach wróciliśmy na start po mój. Okazało się, że
mój motor ma inne klemy i musieliśmy je przerabiać. Straciliśmy na to prawie
półtora godziny łowienia! W końcu popłynęliśmy na tą przepompownię. Na miejscu
widać było duże ilości drobnicy i byliśmy pewni dobrych efektów. Nie myliliśmy
się. Już w pierwszym rzucie miałem okonia. Kolejne rzuty, kolejne ryby, ale nic
wymiarowego. Ja łowiłem na paprocha z główką, kolega z łódki na boczny trok.
Wreszcie udało mi się dopaść 24 J.
Nie wyzeruję. W chwilę później kompan też złapał miarówkę. Do końca zawodów
została nam godzina i postanowiliśmy wędkować tam do finiszu. Na pół godziny
przed gwizdkiem, po przerzuceniu kilkudziesięciu małych pasiaków, uderzył mi
ładny garbus, lecz tuż po wyjściu do powierzchni spiął się. Oczywiście byłem
załamany. Paweł dołowił drugiego miarusa i do końca tury tak już zostało.
Okonie tego dnia lepiej brały na mój zestaw, atakowały przynętę w czasie opadu.
Świadczył o tym fakt, że ja złowiłem około 30-40 okoni, w tym tylko jednego
miarowego, a kolega wyciągnął mniej więcej 12 i miał dwa dobre. Jednym słowem
metoda dobra, ale skuteczność holu zawiodła.
Pierwszą turę skończyłem na 22 miejscu w sektorze na 33 zawodników.
Paweł był 12.. Tak więc nie było jakichś bardzo dobrych efektów tego dnia.


II Tura
Drugi dzień zawodów przywitał nas chłodem, silnym wiatrem i
deszczem. Warunki do wędkowania były koszmarne, ale jak na Zimorodka przystało
stawiłem się na starcie. Kompanem na łódce był Ryszard Łyźniak, też z
mazowieckiego. Łowiliśmy na jeziorze Przeczyce, który był najbliżej naszego
ośrodka, mieliśmy na niego widok z okna pokoju. Tuż po zajęciu miejsca w łodzi,
Rysiek zapytał gdzie płyniemy, on także nie był na treningu. Zaproponowałem mu
miejsce, w którym dzień wcześniej Bolek wyjął 5 okoni i był wysoko w sektorze.
Tak też zrobiliśmy. Niestety, nie mieliśmy w tym miejscu nawet kontaktu z rybą.
Szukaliśmy więc dalej. Znaleźliśmy na echosondzie ładną górkę i postanowiliśmy
popróbować za sandaczem. Po około 20 min. bez brania, zaciąłem rybę. Po krótkim
holu w łódce wylądował mętnooki. Podczas mierzenia okazało się, że jest na
pograniczu wymiaru, więc wezwałem sędziów. Kolejny pech- brakło mu 4 mm...Po
bezowocnym biczowaniu wody przez kolejne pół godziny przestawiliśmy się na inne
miejsce. Rysiek pokazał mi własnoręcznie zrobioną obrotówkę. Jak się chwilę
później okazało- była skuteczna. Złowił na nią wymiarowego szczupaka. W tym
miejscu więcej brań już nie mieliśmy. Popłynęliśmy dalej szukać okoni. Po
zakotwiczeniu związałem boczny trok i zacząłem mielić. Pierwszą rybę na wędce
miałem już po 5 rzutach. Myślałem,że to ładny garbus, okazał się jednak
szczupakiem. I kolejne nieszczęście- podczas podprowadzania do podbieraka
obciął żyłkę. W tym samym czasie kolega wyholował wymiarowego okonia. Nie zdążył
jeszcze wrzucić go do siatki, a mojego paprocha zaatakował kolejny zębaty zbój.
Następna obcinka i byłem pewien, że skończę z zerem. Zmarzniętymi rękami ledwo
związałem kolejną przynętę i ponowiłem rzut. Ku mojej dzikiej radości nastąpiło
branie, tym razem nie był to jednak szczupak, lecz ładny pasiak. Mierzenie i 33
cm wędkarskiego szczęścia!!! Rysiek, jak na zawodnika z czołówki przystało, od
razu posłał przynętę w to miejsce, z którego wyjąłem rybę i wyciągnął
identycznego okonia. Do końca tury nie mieliśmy już nawet kontaktu.
Podsumowanie- zająłem 17 miejsce w sektorze. Został niedosyt, ale nie było
tragedii.


III Tura
Areną walki trzeciego dnia był zbiornik Paprocany. Jest to
bardzo dziwna woda, ponieważ średnia głębokość wynosi tam 1,4 m. Na trzecią
turę wylosowałem Ryszarda Głoda z Radomia. Postawiłem wszystko na jedną kartę i
postanowiłem całe siedem godzin próbować złowić szczupaka. Nie wziąłem nawet na
łódkę sprzętu okoniowego, żeby nie kusiło. Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy,
że na początku będziemy łowić w trzcinach przy brzegu. Głębokość w tym miejscu
wynosiła całe 1,2 m. Początek był dla mnie bardzo udany, bo od razu wyciągnąłem
na obrotówkę nr 3 wymiarowego garbuska- miał 22 cm. Po kolejnych rzutach bez
efektów przemieściliśmy się pod dużą wyspę na środku jeziora. Tam Rysiek na
dobry początek też trafił pasiaka. Łowiąc w dryfie, przemieszczaliśmy się
wzdłuż brzegu, kiedy zauważyłem spław sporej ryby. W to miejsce od razu posłałem
przynętę, dwa obroty korbką i poczułem uderzenie. Po sile ryby byłem przekonany,
że to szczupak. Walka jednak nie trwała długo, po dwóch odjazdach na hamulcu
ryba się spięła.... Oczywiście wkurzyłem się na maksa, bo była duża. Rysiek
pocieszył mnie, że to dopiero początek zawodów i jeszcze będę miał okazję na
szczupca. Pokrzepiony tą wypowiedzią, wziąłem się za dalsze wędkowanie. Jak się
okazało kolega się nie mylił, bo po kilku rzutach kolejna ryba zameldowała się
na moim kijku. Tym razem wylądowała w łódce. Niestety po zmierzeniu okazało
się, że brakuje jej 4 cm.... Wróciła więc do wody. Po opłynięciu wysepki,
zmieniliśmy taktykę i zaczęliśmy szukać podwodnych górek. Po 20 minutach
poszukiwań znaleźliśmy obiecujący garb i tam zakotwiczyliśmy. Strzał w dziesiątkę!
Pierwszy rzut i opór. Ryba oplątała się wokół kotwicy, ale po kilku ewolucjach
skapitulowała. Kolejne mierzenie i..... 1,5 cm do zaczarowanego wymiaru... Załamka!
Potrzebowałem chwili, żeby uspokoić nerwy i wróciłem do tej nierównej walki. I
ponownie nerwy ukoiło branie. Minuta, może dwie i ryba pozbywa się przynęty.
Myślałem, że limit pecha mam już wyczerpany, ale taka sama sytuacja powtórzyła
się kilka minut później. Ryba po raz enty nabiła mnie w butelkę! To, jak się
okazało, była ostatnia duża sztuka tego dnia. Trafiły mi się jeszcze tylko dwa
okonie, co prawda były wymiarowe, ale nie zrekompensowały mi tych wszystkich
pechowych szczupaków. Bilans to 3 okonie i 5 zębatych, o trochę za małych lub
szczęśliwie ocalałych. Zająłem 17 miejsce w sektorze, a kolega Rysiek z dwoma
okoniami był 22.


Zakończenie
Po wędkowaniu na Paprocanach wróciliśmy do hotelu, szybko
wrzuciliśmy coś na ruszt i od razu ruszyliśmy na ogłoszenie wyników, które
miało się odbyć o 18. Byłem pewny, że ceremonia już nas ominęła, więc na
miejscu zacząłem omawiać zawody z innymi uczestnikami. Było miło, wesoło,
obgadaliśmy chamskie zachowanie zawodnika z Jeleniej Góry, niejakiego Grzegorza S., który potraktował mnie jak
złodzieja (po prostu pomyliłem akumulatory, bo wyglądały tak samo), a tu
dostaję telefon od kumpla z Częstochowy, z zapytaniem czemu nie ma nas wśród
reszty wędkarzy, oczekując na wyniki! Okazało się, że cała uroczystość
przesunęła się o jakieś 35-40 minut i wszyscy stoją na mżawce tam, gdzie
rozpoczynaliśmy Mistrzostwa. Szybko udaliśmy się pod wskazany adresJ I tu zaczynają się
niedociągnięcia. Po pierwsze było już całkiem ciemno a jedynym oświetleniem był
mały reflektor, który nie kierował się na podium, tylko świecił w oczy widzom.
Stąd nie mamy zdjęć z najważniejszej części imprezy. Po drugie sędziowie
pomylili się przy wpisywaniu wielkości ryb, w związku z czym przyznano także
nagrodę fair play. Otóż kolega przyznał się, że złowił okonia na 19 cm, a
zaliczono mu garbusa na...29 cm... Ilu się nie przyznało a było w podobnej
sytuacji- nie wiadomo.. Zwycięzcy, którzy stawali na podium, prawie za każdym
razem omal nie spadali z pudła! Było krzywo postawione, a sytuację komplikowała
wszechobecna wilgoć. Ale opłacało się tam wgramolić, satysfakcja i nagrody
dodawały skrzydeł, choć na dyplomy trzeba było troszkę poczekać- nie podpisano
ich na czas. Po serii zdjęć, szeregu uściśniętych dłoni, przyszedł czas na
wręczanie dyplomów i medali dla członków zarządu PZW. Przyznano m.in. dyplom
dla jednego pana, ponieważ zajmował się układaniem wyników i przy tym dużo
gadał, umilając czas innym. Serio, za to przyznano wyróżnienie. Było kilka takich trafionych wyróżnień, ale
wg mnie naprawdę należało się ono sędziemu głównemu Marcelemu Czerwińskiemu- po
pierwsze za trzymanie zawodników w ryzach, zwłaszcza jednego pijanego już w
trakcie otwierania Mistrzostw, a po drugie za ilość sędziowanych zawodów! Na
koniec organizatorzy podziękowali wszystkim startującym, pan Czerwiński zapewnił, że spinningiści to
dla niego elita wędkarska i wyraził nadzieję, że spotkamy się za rok. W tym
samym czasie rozdano upominki dla wszystkich wędkarzy. Tak w ogromnym skrócie wyglądały
Mistrzostwa Polski rozegrane na Śląsku w dniach 9-11 października.
Na stronie podanej poniżej możecie przeczytać wyniki
wszystkich zawodników z każdej tury oraz generalną klasyfikację. Mam nadzieję,
że za rok podobne emocje przeżyją kolejne Zimorodki, czego Wam z całego serca
życzę!!!
http://www.rybobranie.pl/wiadomosci_pzw/22600/0/spinningowe_mistrzostwa_polski_8222seniorow_i_juniorow8221_2009_
