Tweety na temat @pzworgpl

Polski Związek Wędkarski


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Autor Wątek: wędkarz mięsiarz  (Przeczytany 1919 razy)

chriss2580

  • Jr. Member
  • **
  • Wiadomości: 14
wędkarz mięsiarz
« dnia: Marzec 29, 2009, 22:27:51 »
Witam.
Piszę do tych wszystkich którzy wędkarza chcącego zabierać rybę z łowiska nazywają mięsiarzem. Najchętniej postawilibyście go pod ścianą i rozstrzelali. Zajadacie się takimi "smakołykami" jak świnie, krowy, ptactwo a tym którzy jadają tylko rybie mięso chcielibyście odebrać prawo do zjedzenia czegoś co im smakuje. Ośmieszacie się proponując zmiany w regulaminach dotyczące limitów, zakazów, itp.
Chciałbym zauważyć, że dokonując opłaty w PZW uzyskuję pozwolenie na połów ryb. Poza tym ile można złowić i zjeść. Dla mnie wędkarstwo nie wiąże się wyłącznie z łowieniem. Jest to zarówno obcowanie z przyrodą jak i przyjemność z przyrządzenia potrawy ze złowionej wcześniej ryby.
Przypominam, że etyczny wędkarz to nie kłusownik odławiający ryby tonami.
Ważcie słowa i myślcie o innych.
Pozdrawiam wszystkich "nie mięsiarzy"

bartez

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 7
Mięsiarz
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 30, 2009, 00:40:43 »
Jestem karpiarzem, od lat stosuję zasadę złów i wypuść. Zgodzę się z częścią Twojej wypowiedzi. Ryby można zabierać, ale nie można przesadzać!

Wędkarz który zabiera medalową rybę albo jest nieświadomy tego co robi, albo jest kre**nem. Zrozumiałbym jeszcze, gdyby zabrał rybę, która wyciera się w naszych wodach i jej bardzo dużo. Nigdy nie zrozumiem jednak wędkarza - mięsiarza, który zabiera amura, wielkiego szczupaka, karpia, suma.

Podobne myślenie do Twojego doprowadziło do zrujnowania większości polskich wód. W ten sposób zniknęły z polskich wód np. jesiotry.

Chciałbym móc napisać, że licencja, za którą płacisz śmieszne pieniądze, nie jest za ryby które możesz zabrać, a za możliwość wędkowania. Niestety jeszcze nie mogę.



Najlepszym dowodem na poparcie moich słów jest polityka prowadzona przez kraje zachodnie. Dobry spinningista łapie tam 100 szczupaków w granicach 1m. (Holandia) Wszystkim zwraca wolność!

Pozdrawiam

chriss2580

  • Jr. Member
  • **
  • Wiadomości: 14
wędkarz mięsiarz
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 30, 2009, 19:47:12 »
Gdybym był karpiarzem też nie zabrałbym żadnej ryby. Jestem jednak spinningistą i początkującym muszkarzem. Opłata na wody górskie w moim okręgu to 210 zł z czego sezon dla mnie trwa 8 miesięcy. Wody gdzie mogę liczyć na komplet pstrągów są albo objęte całkowitym zakazem zabierania ryb łososiowatych lub są bezrybne (oczywiście z paroma wyjątkami). Nie jest to mało. W USA za taką kasę to można łowić łososie przez dwa sezony. W Anglii 8 funtów na wszystkie wody w tym morze. Jestem etycznym wędkarzem i nigdy nie zabieram więcej ryb z łowiska niż to dozwolone, nie mówiąc już o wymiarach lub rybach, których jedzenie nie sprawia przyjemności (karp, amur, leszcz, boleń, kleń...).
Nie obwiniaj wędkarzy za wyniszczenie polskich wód. Przyczyny to przede wszystkim stan czystości rzek jak i kłusownictwo wynikające z sytuacji ekonomicznej państwa. Wędkuję od lat i jestem przekonany, że wędką nie zaszkodzi w znaczący sposób rzece czy jezioru stosując zasady prawa zawarte w regulaminie połowu ryb.
Jeszcze jedno na koniec. Zauważ, że dla myśliwego liczy się także trofeum. Dla mnie jest to duży dylemat. Jak na razie to pozostaje mi dobre zdjęcie.
Każdy kto zachowuje reguły nie jest wędkarzem mięsiarzem a normalnym wędkarzem.

chriss2580

  • Jr. Member
  • **
  • Wiadomości: 14
wędkarz mięsiarz
« Odpowiedź #3 dnia: Marzec 30, 2009, 20:07:11 »
Zapomniałem dodać, że zaostrzając przepisy co do wymiarów (dolnej jak i wprowadzając górną granice) i limitów nie doprowadzi to poprawy sytuacji a wręcz przeciwnie. Moim zdaniem wędkarz stanie się kłusownikiem. Chyba bardziej chodzi o zmianę mentalności niż przepisów.

bartez

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 7
wędkarz mięsiarz
« Odpowiedź #4 dnia: Marzec 30, 2009, 21:45:07 »
Zgadzam się z Twoim ostatnim zdaniem! Świadomość wędkarzy musi się zmienić!

Pisałeś też, że wędkarz samą wędką wielkich szkód nie wyrządzi, z tym się nie zgodzę, powiedzmy, że jest jeziorko 10ha, pływa w nim 100 karpi 10kg, 50 szczupaków 10kg. Łowi na łowisku 20 wędkarzy, niech każdy z nich zabierze po 1 rybie w tygodniu, powiedzmy, że jest 6mc sezonu * 4 tygodnie * 20 wędkarzy= 480 ryb.

Liczby mnie przerażają :( Ciebie też powinny, bo widzę, że nie tylko mi zależy na poprawie sytuacji.

Pozdrawiam! Zapraszam do dyskusji innych forumowiczów, widzę, że tutaj można porozmawiać na ten temat bez kłótni i wyzwisk.

pablom

  • Jr. Member
  • **
  • Wiadomości: 26
wędkarz mięsiarz
« Odpowiedź #5 dnia: Kwiecień 11, 2009, 19:30:45 »
chriss2580Gdybym był karpiarzem też nie zabrałbym żadnej ryby. Jestem jednak spinningistą i początkującym muszkarzem. Opłata na wody górskie w moim okręgu to 210 zł z czego sezon dla mnie trwa 8 miesięcy. Wody gdzie mogę liczyć na komplet pstrągów są albo objęte całkowitym zakazem zabierania ryb łososiowatych lub są bezrybne (oczywiście z paroma wyjątkami). Nie jest to mało. W USA za taką kasę to można łowić łososie przez dwa sezony. W Anglii 8 funtów na wszystkie wody w tym morze. Jestem etycznym wędkarzem i nigdy nie zabieram więcej ryb z łowiska niż to dozwolone, nie mówiąc już o wymiarach lub rybach, których jedzenie nie sprawia przyjemności (karp, amur, leszcz, boleń, kleń...).
Nie obwiniaj wędkarzy za wyniszczenie polskich wód. Przyczyny to przede wszystkim stan czystości rzek jak i kłusownictwo wynikające z sytuacji ekonomicznej państwa. Wędkuję od lat i jestem przekonany, że wędką nie zaszkodzi w znaczący sposób rzece czy jezioru stosując zasady prawa zawarte w regulaminie połowu ryb.
Jeszcze jedno na koniec. Zauważ, że dla myśliwego liczy się także trofeum. Dla mnie jest to duży dylemat. Jak na razie to pozostaje mi dobre zdjęcie.
Każdy kto zachowuje reguły nie jest wędkarzem mięsiarzem a normalnym wędkarzem.


Nie wiem gdzie i kiedy robiłeś opłaty w Wielkiej Brytanii ale ja ostatnio płaciłem 15funtów za możliwość połowienia szczupaków. Na rzece Test poza sezonem płaci się około 20funtów za dzień, a w sezonie łososiowym sumy dochodzą do kilkuset funtów za dzień łowienia,wyłącznie metodą muchową - tu masz całość http://www.goflyfishinguk.com/fly-fishing-locations/chalk-streams/river-test.php.
 Sytuacja miejscowej ludności ma niewiele do rzeczy, kłusują w większości wypadków bo tak jest wygodnie. Wielu "wędkarzy" zna doskonale regulaminy a mimo to wali w łeb wszystko co popadnie. Są i tacy co potrafią 3-4 komplety dziennie wynieść z nad wody. Nie wierzycie?????? Popytajcie tych co bywają nad wodą, tych co kontrolują itd. Oczywiście nie tylko wędkarze  są winni bezrybności naszych rzek i jezior. Właśnie wróciłem z Pomorza. Po wpuszczeniu smolta, sieci stoją w odległości rzutu spiningiem od brzegu mimo że powinno być 0,5mili, żeby było śmiesznej pod oknami inspektoratu morskiego w Ustce, a za rogiem można kupić świeże smolty. Niestety nie dzieje się tak tylko nad morzem.  Sieci rozstawione wiosną na tarliskach chyba każdy widział. Nad wodą brak kontroli (ja wędkuje jakieś 23 lata i byłem 2 razy kontrolowany mimo że ponad 100 wypadów rocznie mam nad wodę), kary niskie, nie ściągalne, mała szkodliwość itd a PZW udaje że wszystko jest dobrze. Przynajmniej większość okręgów.
 Ja rozumiem że wiele osób chce zabrać złowioną rybę z łowiska, nie jestem w stanie zrozumieć jednak pazerności co poniektórych (jeśli chcecie się przekonać jak ta pazerność wygląda, to pojedzcie nad jakieś bajorko gdzie dopiero co koło wpuściło karpia. To co wyprawiają ludzie którzy teoretycznie powinni dawać przykład młodym, woła o pomstę, a kontroli nie uświadczysz,bo po co).
 Chcesz zabrać rybkę - spoko, ale nie 10 kg leszczy które i tak wywalisz do kosza bo nawet Twój kot już ma dość tych ościstych żyletek.

 PS. druga część postu nie jest skierowana do nikogo personalnie

tomaszokret

  • Sr. Member
  • ****
  • Wiadomości: 447
wędkarz mięsiarz
« Odpowiedź #6 dnia: Kwiecień 12, 2009, 01:47:58 »
Do CHRISS2580: Nie masz racji uważając, że to zanieczyszczenia wód i kłusownictwo przyczyniły się do zmniejszenia ilości ryb w wodach. Kłusownictwo jest na stałym poziomie od lat (mówię tu o kłusownictwie „pozawędkarskim”, a nie o wędkarzach zabierających nadkomplety czy niewymiarki, choć to też forma kłusownictwa), zaś czystość wód poprawiła się w sposób widoczny na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. Nie zgadzam się również ze stwierdzeniem, że kłusownictwo w znacznej mierze wynika z sytuacji gospodarczej czy materialnej – to element pewnej tradycji i obrzędowości, szczególnie na terenach, gdzie istnieje od pokoleń. Problemem na większości wód są wędkarze, zarówno ci łowiący zgodnie z zapisami RAPR, ale „idący na maksa”, czyli zabierający wszystko, co się na haku zawiesi, a co można wziąć, jak również ci łamiący te zasady. Nie ma sensu zabieranie 10 kg leszczy, jak napisał Pablom, ani 5 kg płoci – chyba po to jedynie, by napchać lodówkę, błysnąć przed kolegami albo rozdać sąsiadom. Od zmiany systemu gospodarczego zmienił się również sposób wędkowania – wędkarze stali się nie tylko bardziej skuteczni dzięki nowinkom technologicznym zalewającym nasze sklepy (od ultracienkich i superwytrzymałych żyłek, poprzez precyzyjne kołowrotki, niewiarygodnie ostre haczyki, skuteczniejsze wędziska na profesjonalnych zanętach i przynętach kończąc), ale również bardziej mobilni – z tego powodu są w stanie spustoszyć nawet znacznie oddalone i bez samochodu niedostępne łowiska. O ile jakieś 20 lat temu wędkarz odwiedzał zwykle kilka najbliżej swojego domu położonych łowisk + jakieś jedno wakacyjne, o tyle teraz kilkudziesięcio kilometrowe wycieczki za rybą są raczej regułą, a nierzadko wydłużają się do kilkuset kilometrów w obie strony. Należy również zwrócić uwagę na fakt, że inną wartość dla środowiska ma ryba drapieżna, a inną zwykły białoryb. Jesteś muszkarzem/spinningistą, wyławiasz więc te gatunki, które znajdują się na szczycie piramidy pokarmowej – są więc rzadsze, cenniejsze, spełniają w ekosystemie ważniejszą rolę, a ich ubytek jest trudniejszy do uzupełnienia niż dajmy na to japońca. Spinning (i mucha), dzięki wspomnianemu postępowi technologicznemu, przestały być dziedzinami tajemnymi, których sekrety znała prawdziwa elita wędkarstwa, po prostu trafiły pod strzechy. Z wody ubywa więc więcej drapieżników, i to coraz szerszej gamy gatunków, gdyż dostępne obecnie przynęty pozwalają łowić ryby takie jak kleń, jaź, boleń czy wzdręga, których przed przełomem gospodarczym praktycznie nie łowiono tymi metodami.
Wędkarz etyczny to nie tyle wędkarz trzymający się zapisów RAPR, ile rozumiejący swoją rolę w środowisku. Wędkarz etyczny nie zabierze drugiego pstrąga z siurka, który nierzadko można przeskoczyć, choć Regulamin mu na to pozwala – bo to będzie w tym strumyczku prawdziwe spustoszenie... Nie weźmie trzeciego szczupaka z wsiowego bajorka, bo nie wiadomo wcale, czy to nie jest ostatni w tym bajorku szczupak. Etyka wędkarska nie ma moim zdaniem nic wspólnego z RAPRem, jest bowiem dążeniem do wędkowania mającego na celu poczynienie możliwie najmniejszych szkód w środowisku, a przez to zachowanie jego cennej równowagi dla następnych pokoleń; wynika z szacunku dla przyrody a nie strachu przed konsekwencjami złamania przepisów. Wędkarz etyczny nie łowi szczupaków w marcu nie dla tego, że zabrania jakiś Regulamin, a z tego powodu, by te szczupaki zdążyły się wytrzeć i dały wodzie nowe pokolenie... Etyka – w żadnych dziedzinach życia – nie da zamknąć się w zapisach kodeksowych, dlatego właśnie została wyodrębniona jako coś osobnego, coś bardziej często cennego niż suche zasady prawne.
I masz rację – wpisanie jakichś dodatkowych obostrzeń w RAPR da niewiele, potrzebne są zmiany w mentalności. Co jest jednak znacznie trudniejsze, niż dopisanie kilku paragrafów.

luk1704

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 9
wędkarz mięsiarz
« Odpowiedź #7 dnia: Maj 13, 2009, 17:36:33 »
,,,,Etyka wędkarska nie ma moim zdaniem nic wspólnego z RAPRem, jest bowiem dążeniem do wędkowania mającego na celu poczynienie możliwie najmniejszych szkód w środowisku, a przez to zachowanie jego cennej równowagi dla następnych pokoleń; wynika z szacunku dla przyrody a nie strachu przed konsekwencjami złamania przepisów. Wędkarz etyczny nie łowi szczupaków w marcu nie dla tego, że zabrania jakiś Regulamin, a z tego powodu, by te szczupaki zdążyły się wytrzeć i dały wodzie nowe pokolenie... ,,,,

Popieram wszystkich kolegów którzy myślą tym sposobem...bo wędkarstwo to sport....a jak chcesz rybę to idz do sklepu i sobie kup!!!

wirowmaker

  • Newbie
  • *
  • Wiadomości: 1
Odp: wędkarz mięsiarz
« Odpowiedź #8 dnia: Czerwiec 16, 2018, 15:50:57 »
Witam jestem młodym człowiekiem obecnie ... i przykro się robi odniosę się do przykładu którego doświadczyło jezioro prywatne tzw komercyjne na którym łowiłem kilka razy ...  zalew na podkarpaciu ... właściciel wpuscił około 3 ton karpia o wadze od 1-3kg czyli jak by to były rybki po 3kg to było by ich około 1000 ... po wpuszczeniu jakieś 3-4 dni nie można było znaleść miejsca by się rozstawić, atak rybojadów trwał niemal miesiąc byłem w szoku... po tym czasie nagle dół ... zapaść jak by ryby wessała czarna dziura... właściciel wypłynął na łowisko po narzekaniu mięchojadów i traktował echosondą miejscówki bytowania ryb naliczono około 600 ryb różnej maści wiadomo tych wielkich też ...szczęście że ich mięcho smakuje źle ... w ciągu 1 miesiąca 3 tony karpi zostały wyłowione na zalewie o powierzchni kilku ha wolno łowić na 1 stronie na 2 wędki i wziąć 1 rybę na dobę ...  co samo w sobie stanowi ograniczenie a i tak nie powstrzymało to przed przetrzebieniem populacji zbiornika ... taka sytuacja pokazuje jak wielu wśród wędkarzy jest bezmyślnych bambusów ze słomą w butach... nie mówię że każdy mięsiarz taki jest ale targanie bezmyślne ryb to bandyctwo i brak myślenia np. o swoich dzieciach ekosystemie i pokoleniach ludzi którzy tak samo jak my chcą wędkować.

Po tej akcji mając zaledwie 11 lat ... postanowiłem nie zabrać ani jednej ryby choć by nie wiem co... często śmieją się ze mnie "dał 15zł za łowienie i nie bierze to po co łowić" ...ludzie to często bezmózgie małpy z wędkami i prymitywy które nic nie rozumieją nie kumają złożoności środowiska wodnego ... a ryby traktują i widzą jako przedmioty pływające w wodzie ... czasy się zmieniają na wodach PZW coraz trudniej o medalowe ryby właśnie z powodu wieśniactwa i słomobuciarstwa które za PRLu było normalne bo wody były jeszcze często dzikie niedostępne i nie uregulowane mój dziadek był mięsiarzem potrafili z wujkami na targać bale całą miętusów, na siatki szczupaki takie po 90-100cm i inną rybę ale te czasy zniknęły jednak mentalność mięsiarstwa została jak się to nie zmieni to skutecznie pomożemy wytrzebić Polskie wody z wielkich okazów i tylko łowiska prywatne będą mieć medalowe rybki ... co do łowiectwa nie ma co porównywać bo ... mimo polowań dzików i saren jest do diabła to 1 drugie rosną o wiele szybciej niż rybki po roku taka sarna jest dorosła, rybka ... raczej nie ... 3 rybę mimo ochrony i regulaminów łatwo ukraść reklamówka i w krzaki sarenki i dzika tak nie wyniesiesz łatwo ... a strzały do zwierzyny słychać na kilometry ... no i ryby łatwo łapać na siatki sarenek nie co najwyżej 4 czy 5 w sidła co w ogóle nie robi krzywdy populacji a przechodząc jezioro z siatami można na targać 100-200 ile tylko dasz radę...

Następna sprawa to właśnie ogólna kondycja naszych polskich wód ... która no powiedzmy ciekawa nie jest i na pewno jest gorsza od wód Wielkiej Brytanii, Niemiec czy innych wysoko rozwiniętych państw...

Dla dobra nas wszystkich nie zabierajmy ryb... chcesz mięcha? Pozwól się odrodzić populacji albo idź na prywatny staw... chcesz medalowego lina czy karpia ? Wypuść te co złowiłeś pozwól im rosnąć! Chcesz by Twój syn czy córka pokochało wędkarstwo? - Wypuść to co złowiłeś...

 

Copyright © 2013 Simple Machines All Rights Reserved.