| ZO Kielce | ||||
dariuszkrystosiak
Od: 2008-11-24 Posty: 566 |
07 marca 2009 18:16 | |||
| http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo,na-co-ida-nasze-pieniadze,6742 Jakoś nie trafiłem na taką informacje na stronie ZO Kielce a i strona ZG nic nie wspomina. | ||||
|
tomaszokret Od: 2009-02-03 Posty: 447 |
07 marca 2009 18:50 | |||
| Do DARIUSZ_KRYSTOSIAK: O, dzięki, nie mogłem znaleźć tego wywiadu z Grychowskim! Widziałem tylko przez chwilę w gazecie... Dzięki! Swoją drogą - wywiad jest "połowicznie prawdziwy", a pan Grychowski za to "wędkarze się domagali" to się będzie smażył w piekle... | ||||
mady1
Od: 2008-11-27 Posty: 6 |
09 marca 2009 16:51 | |||
| witam. ten pan, który "nie wiedział" - dyscyplinarka. komisja rewizyjna prześwietlić dokumenty zarybieniowe (jak znam życie - trąci to wałkiem). prokuratura z urzędu powinna zaś zająć się sprawą w wyniku publikacji. tak być powinno... a mamy - pzw. pozdrawiam | ||||
|
tomaszokret Od: 2009-02-03 Posty: 447 |
09 marca 2009 20:20 | |||
| Do MADY1: Chyba trochę masz za mało informacji, by posuwać się do tak dalekich i drastycznych posądzeń („dyscyplinarka”, „wałki”). Po pierwsze – Grechowski nie był jeszcze dyrektorem w czasach, gdy zarybiono zbiornik karpiem (nie można więc pociągnąć go do odpowiedzialności). Po drugie – w obu zbiornikach i karpie, i japońce występowały dość licznie od dawna. Po trzecie – początkowe ustalenia pomiędzy RZGW a ZO były rzeczywiście takie, że Operat przewiduje pewną minimalną ilość ryb, jakie mają być wpuszczone do zbiorników. Zarybienia powyżej dozwolonych przez Operat są dozwolone i leżą w gestii PZW. Po czwarte – na zbiorniku Brody zakwity sinic występowały już od dawna, jednak zbiornik Wióry oddany został do użytku po pełnym napełnieniu dopiero w 2007 roku. W roku ubiegłym nastąpił potężny zakwit połączony z silną przyduchą – zginęło wiele ryb, głównie okoni, szczupaków, płoci i linów. RZGW zaczęło poszukiwać winnego tego stanu rzeczy i znalazło – wędkarzy. Po piąte – zakwity na obu zbiornikach są rzeczą „naturalną”. Oba zbudowane są na niewielkich w sumie ciekach, które nie zapewniają odpowiedniego przepływu wody (latem upływ wody ze zbiornika Wióry można liczyć dosłownie w szklankach na godzinę!). Rzeki te płyną w dodatku przez okolicę gęsto zaludnioną oraz tereny rolnicze – skutkiem tego zbierają sporo zanieczyszczeń organicznych, które przyczyniają się do powstawania zakwitów. Co gorsza – zbiornik Wióry nie ma jeszcze uregulowanych stosunków biocenotycznych, co sprzyjało rozrostowi sinic. Po szóste – decyzja RZGW o odebraniu wędkarzom wody nie została poparta żadnymi badaniami w kierunku wpływu karpia i nęcenia na stan wody. Trudno powiedzieć, jakie miała tak naprawdę podstawy. Zwróć uwagę, że badania nad tym, czy tego karpia jest rzeczywiście za dużo DOPIERO BĘDĄ! Po siódme – ZO rzeczywiście popełnił błąd zarybiając wodę karpiem. Grechowski łże mówiąc, że „wędkarze domagali się” – owszem, były naciski na zarybienie Wiór szczupakiem, ale nie słyszałem, że ktoś tam karpia chciał, szczególnie wobec wszelakiego dostatku innej białej ryby. Owszem, na Brodach tak, tam w zasadzie jedną godną uwagi rybą jest karp… Po ósme – nie było żadnych „wałków” przy zarybieniu. Te karpie wynikły z czegoś innego – od kilku lat zmieniła się orientacja wędkarzy, coraz częściej domagają się zdroworozsądkowych zarybień gatunkami bardziej przyszłościowymi. Tymczasem ZO nie przestawiło jeszcze produkcji swoich ośrodków zarybieniowych z łatwego w hodowli i taniego karpia. To taki świętokrzyski relikt zeszło epokowego myślenia… Coś trzeba z nadwyżką karpia zrobić, więc się wpuściło do wspomnianych zalewów… Po dziewiąte – w sytuacji, gdy RZGW wystąpiło ze stanowczym „stop!” dla wędkarzy, decyzję ZO odnośnie pójścia na kompromis należy uznać za logiczną i rozsądną. Albo pozbawienie wody, albo wydanie na nią dodatkowych pieniędzy… Dodam tylko, że te zbiorniki są dwoma spośród trzech liczących się powierzchniowo w Okręgu. Po dziesiąte – zniesienie wymiarów i limitów nie wpłynie na populację karpia w obu zbiornikach w sposób znaczący. Oba są na tyle duże, że karpie mają się w nich dobrze i z reguły skutecznie unikają wędkarskich pułapek… I w końcu po jedenaste – nigdy nie sądziłem, że będę kiedykolwiek Grechowskiego bronił, ponieważ – użyję tu dość łagodnego określenia – wykazuje się on dość słabą elastycznością rozumowania… | ||||
mady1
Od: 2008-11-27 Posty: 6 |
10 marca 2009 09:28 | |||
| witam. kolego tomaszokret. niestety nie ma możliwości na tym forum wysyłać pw, dlatego muszę odpowiedzieć ci na forum (robiąc niepotrzebnie wiatr). po pierwsze może mam zbyt mało informacji, ale: jeżeli dyrektor biura zo tłumaczy się nieznajomością treści umów zawartych pomiędzy zo i rzgw, treści ustaw w zakresie których się porusza wykonując swoje obowiązki zawodowe, to znaczy, że prawdopodobnie jest niekompetentny i nie powinien zajmować tego stanowiska (znasz kierowcę autobusu bez prawa jazdy i znajomości prawa o ruchu drogowym?) po drugie: jeśli karpie i japońce występowały od dawna, to nic nie znaczy. zgodnie z obowiązującym w naszym kraju prawem nie powinno się 1- zarybiać tymi gatunkami, 2- po złowieniu wpuszczać ryb tych gatunków z powrotem do wody. po trzecie: początkowe ustalenie pomiędzy rzgw a zo, to umowa dzierżawna, zawierająca dokładny operat wodno-prawny (a nie jak napisałeś jakiś minimalny). oczywiście jest możliwość (z różnych powodów) wprowadzania aneksów do umowy, ale za każdym razem wymaga to wizyty u notariusza i zgody wszystkich stron (łącznie z władzami administracyjnymi). po czware i piąte: nie pisałem o żadnych sinicach i nie będę się do tego odnosił. po szóste: zgodnie z umową dzierżawną nie dotrzymanie jej warunków (ilości zarybień w tym przypadku), stanowi podstawę do odstąpienia od niej. nie są potrzebne badania wpływu ryb na wodę. po siódme: w tym punkcie się z tobą kolego zgadzam i popieram. po ósme: wałkiem dla wędkarzy tego okręgu jest choćby to, że zarybienie było finansowane ze składek, które opłacili, odłów finansowany będzie z tego samego źródła, a ryb jak nie było tak nie będzie (sory, ale dla mnie brygady rybackie, to nie armia zbawienia!) po dziewiąte: do takiej sytuacji nie powinno było nigdy dojść (patrz: po pierwsze). po dziesiąte: jeśli zbiorniki te są obwodami rybackimi (w moim skrócie myślowym - zaporówki na ciekach), to zgodnie z ustawą o rybactwie śródlądowym, gatunki o których piszemy nie podlegają limitom, wymiarom i okresom ochronnym innym od wprowadzonych przez rybackiego użytkownika wód (w tym przypadku zo). na to zaś koledzy wędkarze mają bezpośredni wpływ :) po jedenaste: to twoja osobista sprawa i nic mi do tego ;) nie lubię tak długich postów, ale zostałem wywołany do tablicy i oto jestem :) pozdrawiam ps. jak potrafią "pracować" dyrektorzu biur wiemy wszyscy. dobry przykład koledzy można znaleźć np. tutaj: http://www.pzw.org.pl/opole/cms/2882/komisja_budzetu_i_finansow__aktualnosci | ||||
|
tomaszokret Od: 2009-02-03 Posty: 447 |
11 marca 2009 12:22 | |||
| Do MADY1: Napisałem długiego posta, żeby naświetlić skomplikowanie sytuacji - z jednej strony poczynania ZO mające dość luźny związek z dobrem wody i wędkarza, a z drugiej - pochopne i nie mające uzasadnienia działania RZGW, niewspółmierne do szkód powstałych z winy wędkarzy w ekosystemie. I tak się starałem streścić... :-P Gwoli uściślenia - w przypadku zbiornika Brody karp i karaś srebrzysty znajdują się w operacie (taka woda...). W przypadku zmiany umowy nie zawsze jest konieczność wizyty u notariusza - wystarczy wola dwóch stron; początkowo RZGW wyraził zgodę na zwiększone zarybienia, a następnie się rozmyślił, kiedy mu to na rękę było. I na koniec - gdzieś ty znalazł zapis prawny, że karpia ani japońca nie wolno wpuszczać do wody ani wypuszczać po złowieniu? :-P A w uzupełnieniu mój priv, gdybyś chciał skorzystać - tomasz.okret@wp.pl Pozdrawiam | ||||
mady1
Od: 2008-11-27 Posty: 6 |
11 marca 2009 18:39 | |||
| witam. żeby wszystko było jasne: każde słowo i każda litera napisana w moich postach, jest w jak najlepiej pojętym interesie wędkarzy i środowiska z którego korzystamy :) oczywiście sprawa jest skomplikowana, tak jak skomplikowany jest charakter naszego hobby. niestety najczęściej jest tak, że rzgw traktuje wędkarzy jak zło konieczne. dla dyrektorów odgw i rzgw liczy się tylko cel do jakich oni wykorzystują wodę (kto nie słyszał o spuszczaniu zaporówek w okresie tarła lub krótko po nim). cokolwiek by się nie działo nad wodą, to winni są wędkarze. jeśli chodzi o zarybienia ustalone operatami, to zgodnie z ustawą o ochronie środowiska, każdorazowe zarybienie karpiem, japońcem czy innym gatunkiem nie uznanym jako rodzimy, potrzebna jest zgoda ministra ochrony środowiska (i bodajże kogoś jeszcze, ale nie pamiętam w tej chwili, ostatnio sporo na ten temat pisano w wędkarskim świecie). jeśli chodzi o zmiany wielkości zarybienia, potrzebny jest wniosek do jednostki opracowującej operat z uzasadnieniem (z różnych przyczyn można zmienić wielkość zarybienia na danym obwodzie np.: niski stan wody zbiornika zaporowego w okresie jesiennych zarybień, zatrucie akwenu itp.), po wyrażeniu ewentualnym zgody, występuje się do rzgw z wnioskiem o wprowadzenie zmiany. w skrócie tak to mniej więcej wygląda. jeśli zaś chodzi o nie wpuszczanie do wody gatunków obcych, to mamy tutaj do czynienia z pewną niekonsekwencją ustawodawcy, który w ustawie o rybactwie śródlądowym zapisał, że po złowieniu nie wolno wypuścić z powrotem do łowiska ani, żadnej innej wody: czebaczka amurskiego, trawianki i sumika karłowatego, nie wspominając słowem o innych. dlatego tu i ówdzie słyszy się o złowieniu pirani, tilapii czy innego... karpia ;)) cieszę się niemniej, że nawet na tak wybuchowym forum, można spokojnie i rzeczowo wymienić poglądy i argumenty, poszerzając swoją wiedzę. pozdrawiam | ||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
13 czerwca 2009 13:22 | |||
| Przed decyzją o dyskusji należy przeczytać inne wypowiedzi danej osoby na forach.
Niektórzy są jednym z "nich" i będą bronić "ich stanowisko". |
||||
Uczestnik forum oświadcza, że zapoznał się i akceptuje Regulamin forum
