Logowanie

Zarejestruj się

Zarybienie szczupakiem - na ile skuteczne?

Dodaj odpowiedź

  Zarybienie szczupakiem - na ile skuteczne?  
  Jerzy Kowalski

Od: 2008-11-20

Posty: 444

26 kwietnia 2009 10:59  
Na stronie głónej przeczytałem informację o masowym zarybieniu narybkiem letnim szczupaka zbiorników na Nysie Kłodzkiej - otmuchowskiego i nyskiego. http://www.pzw.org.pl/home/wiadomosci/18098/60/zarybianie_szczupakiem W grę wchodzi wpuszczenie do tych dwóch zbiorników ok. 500 tys. sztuk narybku, a to wszystko w ciągu jednego dnia, w sobotę, od godzin południowych. mam pewne wątpoliwości, które dotyczą skuteczności takiego przedsięwzięcia, które, jeżeli dobrze przeprowadzone, jest operacją gigantyczną. Chciałbym, żeby było przeprowadzone dobrze, a jednocześnie widzę ogromne ryzyko mizernego efektu takiej formy zarybienia. Małe szczupaki są rybami pozostającymi w miejscu wpuszczenia, narażonymi na ogromny kanibalizm, a od dobrego rozprowadzenia narybku zależy najwięcej. W zasadzie powinno być to po kilka sztuk na każde 100 m.kw., przy czym nie można liczyć na to, że wpuszczone w jedno miejsce "rozejdą się", bo to nie nastąpi. Trzeba każde 100 m.kw., najlepiej wzdłuż brzegu, wyposażyć w te kilka sztuk narybku. Obawiam się, że brakłoby linii brzegowej w obu zbiornikach dla wsiedlenia tak gigantycznych populacji narybku, a także czasu na objechanie jezior i na dokładne rozprowadzenie narybku. O tym jak jest to ważne wiedzą hodowcy szczupaków, są też na to dowody wynikające z badań monitorowanych. W informacji o hodowli ryb http://www.lodr.pl/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=558 można przeczytać:
Produkcję szczupaka komplikuje niestety fakt jego kanibalizmu, co ogranicza wielkość obsady.
Jest kilka systemów produkcji szczupaka w stawach karpiowych:
Wylęgiem uzyskanym ze sztucznego tarła obsadzamy małe stawki w czystej obsadzie w ilości 20 tysięcy sztuk/ha. Po 3 tygodniach (nie czekamy dłużej ze względu na kanibalizm) odławiamy narybek letni i przenosimy do stawów karpiowych (kroczkowych) w ilości 200-300 sztuk /ha.
Musimy pamiętać, że:
- Zarybienia stawów dokonujemy równomiernie wzdłuż linii brzegowej, w innym przypadku wystąpią duże straty spowodowane głównie kanibalizmem.
Nie sądzę, żeby zarybienie 300 000 sztuk narybku mogło odbyć się w porcjach po kilka sztuk na każde 100 m.kw. wzdłuż linii brzegowej, a wsiedlenie ich w większym zagęszczeniu miejscowym naraża na znaczący stopień kabnibalizmu i na straty w liczbie wsiedlonego narybku.
Poniżej napiszę o ceiakwym badaniu dotyczącym tych zagadnień.
Pozdrawiam serdecznie
Jerzy Kowalski
 
 
  Jerzy Kowalski

Od: 2008-11-20

Posty: 444

26 kwietnia 2009 11:15  
Wyniki badania przeprowadzonego we Francji i opublikowanego w 1980 roku (R. Bilard, La pisciculture en Etang, I.N.R.A. Publ. Paris, 1980, 317 - 323) http://phy043.tours.inra.fr:8080/archive/00000352/01/ID464.pdf:

Wpływ początkowej gęstości populacji na przeżycie i wzrost szczupaka (Esox lucius) wsiedlanego jako 3-miesięczne palczaki
W tym studium zostały zbadane następstwa nadmiernej gęstości zarybienia palczakami szczupaka na uzyskaną w efekcie liczbę i masę ryb.
Trzy stawy o powierzchni 240 m.kw. każdy zostały zarybione w czerwcu niesortowanymi palczakami szczupaka o średniej masie 7g, stosownie do następujących gęstości zarybienia: 7 ryb/100 m.kw. (grupa podstawowej gęstości – BD), 14/100 m.kw. (grupa pośredniej gęstości –MD), oraz 33/100 m.kw. (grupa wysokiej gęstości – HD). Podczas eksperymentu zasoby pokarmowe były podobne w każdym ze stawów, taktowanych całościowo. Dziewięć miesięcy po zarybieniu woda została wypuszczona ze stawów i odnotowano następujące rezultaty:
1. Końcowa liczba szczupaków była prawie taka sama we wszystkich trzech stawach: 7-8 szczupaków/100 m.kw. Współczynniki przeżywalności były 100% dla grupy BD, 59% dla grupy MD, oraz 24% dla grupy HD.
2. Średnia masa uzyskanego szczupaka (po 9 miesiącach życia w stawie) była odwrotną funkcją do początkowej gęstości populacji: 160 g (BD), 102g(MD) i 79g(HD).
3. We wszystkich grupach względna zmienność indywidualnej masy ryb wykazywała znaczące zmniejszenie w trakcie eksperymentu, od jego rozpoczęcia do zakończenia.
4. Masa szczupaków netto uzyskana po 9 miesiącach była odwrotną funkcją do początkowej gęstości populacji: grupa BD wytworzyła 2,7 razy więcej niż grupa HD (1020 g/100 m.kw. wobec 377 g/100 m.kw.)

Wyniki sugerują że gęstość zarybienia powinna być starannie dobrana w celu uniknięcia słabych efektów wynikających z nadmiernego zarybienia.


Z badania wynika, że po wpuszczeniu większej liczby szczupaków niż podstawowa, ich liczebność zmniejszała się znacznie w wyniku kanibalizmu. Jednocześnie w tych zbyt zagęszczonych populacjach przyrost ryb był wielokrotnie wolniejszy. Rozmiary ryb w poszczególnych populacjach wyrównywały się, co oznacza tyle, że większe wyżerały mniejsze w zagęszczonych populacjach, a w mniej zagęszczonych, w których przeżywalnośc sięgałą 100%, te mniejsze wyrównywały szybkośc wzrostu, dorównując swoim większym pobratymcom. Tylko dobre rozprowadzenie ryb w trakcie zarybiania przynosi dobre jego efekty, oraz rzeczywiste "wykorzystanie możliwości produkcyjnych wód". Ciekaw jestem ile spośród tych 500 000 sztuk narybku dorośnie do rozmiarów "łownych", a ile mogłoby. Jak też z ilu dobrze wsiedlonych sztuk narybku można uzyskać porównywalne efekty do osiąganych masowym, akcyjnym zarybianiem? Mam nadzieję, że te informacje pomogą w planowaniu zarybień, a może też skłonią wędkarzy do udziału w zarybieniach, bo ewidentnym jest, że do takiej, dobrze przerprowadzonej procedury, trzeba wielu rąk. Jednocześnie daje to satysfakcję bezpośrednego wpływania na efekty wspólnego zagospodarowania w ramach okręgu. Ci, którzy wpuszczają ryby do łowisk mają do nich zupełnie inne podejście niż ci, którzy tego nie robią. :-)) Pozdrawiam serdecznie. Jerzy Kowalski
 
 
  tomaszokret

Od: 2009-02-03

Posty: 447

26 kwietnia 2009 18:52  
Do JERZY KOWALSKI: Szkoda, Jerzy, że jakoś chyba niewielu ludzi czytuje takie artykuły, a jeszcze mniej przywiązuje do nich wagę. Szkoda też, że ZG - posiadający fundusze na działalność naukową - nie zajmuje się wspieraniem badań, które mogą pozwolić na lepsze zagospodarowanie wód. Szkoda też, że ZO, które są bezpośrednio odpowiedzialne za przeprowadzenie zarybień, nie raz nie są zainteresowane takim przeprowadzeniem akcji zarybieniowej, by była ona skuteczniejsza, choć trudniejsza w wykonaniu i bardziej kosztowna. Na papierze wygląda ona jednak imponująco.
Przytoczone przez ciebie wnioski z artykułu odnoszą się również do kilku innych gatunków - pstrągów, miętusów, a nawet w jakimś stopniu świnek i brzan (te ostatnie nie wyżrą się wprawdzie nawzajem, ale wyżrą sobie wszystko, co się do wyżarcia nadaje). A czy nie większość zarybień nadal prowadzona jest "z rury"?
 
 
  michal__mieczynski_michalm

Od: 2009-04-27

Posty: 4

27 kwietnia 2009 11:27  
tomaszokret<br />Przytoczone przez ciebie wnioski z artykułu odnoszą się również do kilku innych gatunków - pstrągów, miętusów, a nawet w jakimś stopniu świnek i brzan (te ostatnie nie wyżrą się wprawdzie nawzajem, ale wyżrą sobie wszystko, co się do wyżarcia nadaje). A czy nie większość zarybień nadal prowadzona jest "z rury"?


Przytoczone dotyczy wszystkich ryb. Absolutnie wszystkich!!
Wsypiesz rybę "z wora" lub z "rękawa" to go drapieżniki wyjedzą. Ryby i mewy.
A jak duże ryby znajdą się w wodzie w jednym miejscu to zaraz staną kolejki do miejscówek.
 
 
  tomaszokret

Od: 2009-02-03

Posty: 447

28 kwietnia 2009 07:23  
Do MICHAL_MIECZYŃSKI: Tak, masz oczywiście rację. No, może z wyjątkiem karpia, któremu chyba wszystko jedno... :-P  
 
  Jerzy Kowalski

Od: 2008-11-20

Posty: 444

28 kwietnia 2009 16:51  
tomaszokretDo JERZY KOWALSKI: Szkoda, Jerzy, że jakoś chyba niewielu ludzi czytuje takie artykuły, a jeszcze mniej przywiązuje do nich wagę. Szkoda też, że ZG - posiadający fundusze na działalność naukową - nie zajmuje się wspieraniem badań, które mogą pozwolić na lepsze zagospodarowanie wód. Szkoda też, że ZO, które są bezpośrednio odpowiedzialne za przeprowadzenie zarybień, nie raz nie są zainteresowane takim przeprowadzeniem akcji zarybieniowej, by była ona skuteczniejsza, choć trudniejsza w wykonaniu i bardziej kosztowna. Na papierze wygląda ona jednak imponująco.
<br />Przytoczone przez ciebie wnioski z artykułu odnoszą się również do kilku innych gatunków - pstrągów, miętusów, a nawet w jakimś stopniu świnek i brzan (te ostatnie nie wyżrą się wprawdzie nawzajem, ale wyżrą sobie wszystko, co się do wyżarcia nadaje). A czy nie większość zarybień nadal prowadzona jest "z rury"?


Tomaszu, Sądzę, że jednak ludzie zaangażowani w prowadzenie zarybień czytają. Choć rzeczywiście, zastanawia brak reakcji na tekst opisujący te zjawiska. I to nie tylko tutaj. Normalnie byłoby, gdyby w reakcji na te informacje zostały przytoczone analizy rejestrów połowów wskazujące na dynamiczne zmiany wielkości połowów w następstwie tak prowadzonych zarybień, co wskazywałoby na słuszność ich dokonywania "z rury" w jedno popołudnie, albo wprost przeciwnie - podziękowania za zwrócenie uwagi na istotne kwestie, gdyby z ewidencji połowów wynikało, że wsypywanie setek tysięcy sztuk narybku nie zmienia wiele w wynikach połowów. Lub też inne uzasadnienie dla postepowania takiego, jak opisane.
Ważne byłyby też rozważania dotyczące udziału wędkarzy w zarybieniach, w celu dobrego rozprowadzenia narybku, podzielenia całej procedury na kilka etapów, informacje o celowości dobrania terminu zarybień do zasobności wody w pokarm dla małych rybek, żeby nie musiały zżerać się wzajemnie, albo informacje o konieczności poniesienia dużych kosztów na zatrudnienie pracowników do przeprowadzenia zarybień, a co za tym idzie - o konieczności zwiększenia składek na zagospodarowanie, itp. itd.

Podobne dane dotyczą rzeczywiście różnych gatunków ryb, wsiedlanych w postaci narybku, bo taki rodzaj zarybienia nie może być naśladowaniem natury, powielaniem zjawisk zachodzących w naturze, ale jako z natury sztuczne działanie musi być stosowany pod kontrola jego efektywności. Bo natura jest bardzo "rozrzutna" w rozrodzie ryb. Tak na prawdę z tych tysięcy ziaren ikry składanych przez ryby, a potem z narybku, dorasta kolejna para ryb, albo dwie pary. Reszta stanowi pokarm drapieżców, oraz zasila mechanizm doboru naturalnego (spaczony jednak przez sztuczne tarło).
Wsiedlanie hodowlanych ryb takich jak karpie, jeżeli już są wpuszczane, w formie narybku/kroczków czy jak je tam zwał jest też sporym nieporozumieniem, bo zanim zdążą urosnąć, to zginą w większości. Jedyny sensowny sposób to wpuszczanie ich w małych porcjach i często, a nie raz czy dwa razy do roku w dużych ilościach. I oczywiście jako ryby duże, gotowe do złowienia. Zagospodarowanie łowisk to inny rodzaj gospodarowania niż w stawach hodowlanych.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
 
  tomaszokret

Od: 2009-02-03

Posty: 447

28 kwietnia 2009 20:12  
Do JERZY KOWALSKI: Nie sądzę, żeby przytoczenie takich danych było możliwe (dotyczących wzrostu połowów dzięki zarybianiom „z rury”). Takiego wzrostu nie ma. Jeśli czemuś można przypisać zwiększenie połowów niektórych gatunków w niektórych wodach, to raczej działaniom czynników zewnętrznych lub działaniom grupek zapaleńców, niż świadomej polityce PZW. Nie sądzę też, by podanie kosztów zatrudnienia pracowników do zarybień dało jakieś skutki, ponieważ większość wędkarzy nie ma świadomości ekologicznej pozwalającej na ocenę skutków takiego czy innego sposobu zarybienia, natomiast bardzo chętnie poddaje się „propagandzie sukcesu” – wpuściliśmy tyle to a tyle ton ryb! Acha, nie ma tych ryb w wodzie? No to pewnie kłusownicy, wydry, kormorany…
Brałem udział w wielu zarybieniach i muszę przyznać, że nieliczne z nich były przeprowadzone poprawnie (nie mówię tu o zgodności dokumentów zarybieniowych ze stanem faktycznym – tu zaledwie dwa razy stwierdziłem niezgodność). Ale nie da się przeprowadzać dobrze zarybienia w sytuacji, gdy ryby przyjeżdżają w kontenerach przygotowanych pod zarybienia „z rury”, gdy o planowanej dostawie ryby dowiadujemy się dwa dni wcześniej (dwa dni na tygodniu to trochę mało czasu, by zorganizować sobie ekipę do zarybienia), gdy na zarybienie przychodzi 4 wędkarzy z wiaderkami i gdy samochód z rybą musi jechać dalej nie wyłączywszy nawet silnika, bo „pstrągi mi się zaraz na pace ugotują!”.
Problem w tym, Jerzy, że takie zarybienia z rury zbyt wielu ludziom pasują… I zbyt wiele osób ma nadal interes w tym, by nie zmieniać obecnego systemu – bez względu na ponoszone koszty…
 
 
  Jerzy Kowalski

Od: 2008-11-20

Posty: 444

28 kwietnia 2009 23:38  
Tomaszu,

Ja nie jestem takim "fatalistą" i nie zamierzam poddawać się nawykom, stereotypom i przesądom rozpowszechnionym wśród wędkarzy, rybaków, administratorów itp. Dlatego też pisze o sprawach, które są oczywiste tak bardzo, że aż wydają się "odkrywcze". ;-))) Podpowiadanie rozwiązań i prowokowanie do myślenia jest zawsze konieczne, jeżeli chce się cokolwiek zmieniać.

tomaszokretDo JERZY KOWALSKI: Nie sądzę, żeby przytoczenie takich danych było możliwe (dotyczących wzrostu połowów dzięki zarybianiom „z rury”). Takiego wzrostu nie ma.


To oczekiwanie było raczej retoryczne, ale jednocześnie sugerujące najprostsze rozwiązanie, jakim jest powiązanie wyników ewidencji połowów z nakładami na zagospodarowanie. Bez wykorzystania rejestrów do analizowania skutecznosci i efektywności zarybiania i innych zabiegów gospodarczych są one malo warte. Dlatego też, o czym waściwie nikt nie pisze, rejestrowanie efektów łowienia jest podstawą zdroworozsądkowego podejścia do gospodarowania. Nikt nie inwestuje bez oszacowania spodziewanego efektu, oraz bez zmierzenia rzeczywistego efketu takiej inwestycji. No, przepraszam. Wędkarze tak robia, i z uporew wartym lepszej sprawy bronią zażarcie swojego prawa do takiego postępowania. :-))))))))) Na to nie pomoą żadne ustawy. Ustawowo nie da się zadekretować zdrowego rozsądku ani racjonalności ekonomicznej. Jak ktoś chce nie panowac nad swoim gospodarowaniem to na własne życzenie będzie postepował w sposób stwarzający ryzyko bankructwa!!!

[quote] Jeśli czemuś można przypisać zwiększenie połowów niektórych gatunków w niektórych wodach, to raczej działaniom czynników zewnętrznych lub działaniom grupek zapaleńców, niż świadomej polityce PZW. Nie sądzę też, by podanie kosztów zatrudnienia pracowników do zarybień dało jakieś skutki, ponieważ większość wędkarzy nie ma świadomości ekologicznej pozwalającej na ocenę skutków takiego czy innego sposobu zarybienia, natomiast bardzo chętnie poddaje się „propagandzie sukcesu” – wpuściliśmy tyle to a tyle ton ryb! Acha, nie ma tych ryb w wodzie? No to pewnie kłusownicy, wydry, kormorany… [/quote]

Jest w tym wiele prypadkowości i zdawania sie na "los szczęścia". Jeżlei się uśmiechnie, to jest przez chwile coś do łowienia, jeżeli nie, to nie ma. Brak poczucia panowania nad tym, w czym się uczestniczy rodzi frustrację, a ta z kolei poczucie pokrzywdzenia, co skłania do szukania winnych, zewnętrznych przyczyn, a nie do szukania rozwiązań i do konsekwentnego podejmowania decyzji. Racją jest, że mała jest świadomość powiązania wyskokości składek z nakładami na zagospodarowanie i na działania. Najczęsciej odnosi się wysokośc składek do dochodów, a nie do potrzeb, a jeżlei już, to do poziomu zapewnienia przymusowych nakładów, zresztą wykonywanych nierzadko w sposób bylejaki.

[quote] Brałem udział w wielu zarybieniach i muszę przyznać, że nieliczne z nich były przeprowadzone poprawnie (nie mówię tu o zgodności dokumentów zarybieniowych ze stanem faktycznym – tu zaledwie dwa razy stwierdziłem niezgodność). Ale nie da się przeprowadzać dobrze zarybienia w sytuacji, gdy ryby przyjeżdżają w kontenerach przygotowanych pod zarybienia „z rury”, gdy o planowanej dostawie ryby dowiadujemy się dwa dni wcześniej (dwa dni na tygodniu to trochę mało czasu, by zorganizować sobie ekipę do zarybienia), gdy na zarybienie przychodzi 4 wędkarzy z wiaderkami i gdy samochód z rybą musi jechać dalej nie wyłączywszy nawet silnika, bo „pstrągi mi się zaraz na pace ugotują!”.[/quote]


Niestety, tak często jest. W zarybieniu wspomnianym na początku dyskusji , informacja o nim oraz zaproszenie dla członków okręgu do uczestniczenia w nim, co mogłoby zmienić jakość przeprowadzenia całej procedury, pojawiło się w sieci na dzień przed terminem. Jedyna dobra rzecz to to, że zarybienie zaplanowano na sobotę, co umożliwiłoby wędkarzom udział, gdyby wiedzeli wcześniej, gdyby akcja dorocznego zarybienia była przygotowana logistycznie kilka tygodni wcześniej itp. Przynajmniej w czasie nastawienia ikry w wylęgarni można przewidzieć termin zarybienia przypadający 3-4 tygodnie później. 300 000 sztk narybku to ogromna liczba ryb do rozprowadzenia w jednym zbiorniku, 200 000 w drugim, w tym samym czasie.

[quote]Problem w tym, Jerzy, że takie zarybienia z rury zbyt wielu ludziom pasują… I zbyt wiele osób ma nadal interes w tym, by nie zmieniać obecnego systemu – bez względu na ponoszone koszty…[/quote]

Jest w tym stwierdzeniu sporo racji, bo bez wystarczającej wiedzy o efektywności działań wystarcza formalne zadośćuczynienie wymogom, wystarcza przedstawienie nakładów, nawet nie rokujących uzyskania efektów. Ale do dobrej oceny rzetelności działania potrzeba wiedzy, której mam nadzieję przybywa wśród wędkarzy za sprawą takich dyskusji jak ta.

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
 
  tomaszokret

Od: 2009-02-03

Posty: 447

01 maja 2009 11:34  
Do JERZY KOWALSKI: Bardzo słuszne jest to, co piszesz. Niestety – w większości słuszna teoria rozmija się z praktyką, która jak na razie jest taka, jaka jest. A ponieważ wielu ludzi nadal hołduje zarybieniom „z rury”, więc nie zanosi się na rychłą poprawę tego stanu.
Zupełnie przy okazji zapytam, czy znasz jakieś badania, które mówią o tym, w jakiej gęstości materiał zarybieniowy powinien być rozprowadzany (w zależności od gatunku – na hektar wody, kilometr brzegu?), aby osiągnąć optymalny efekt przy rozsądnym nakładzie sił i środków? Zdaję sobie sprawę, że każda woda jest inna i ciężko opracować sztywne wartości, ale przynajmniej w celu orientacji… Żeby wiedzieć, na co się powoływać… :-P
 
 
  Jerzy Kowalski

Od: 2008-11-20

Posty: 444

01 maja 2009 18:01  
tomaszokretDo JERZY KOWALSKI: Bardzo słuszne jest to, co piszesz. Niestety – w większości słuszna teoria rozmija się z praktyką, która jak na razie jest taka, jaka jest. A ponieważ wielu ludzi nadal hołduje zarybieniom „z rury”, więc nie zanosi się na rychłą poprawę tego stanu.
<br />Zupełnie przy okazji zapytam, czy znasz jakieś badania, które mówią o tym, w jakiej gęstości materiał zarybieniowy powinien być rozprowadzany (w zależności od gatunku – na hektar wody, kilometr brzegu?), aby osiągnąć optymalny efekt przy rozsądnym nakładzie sił i środków? Zdaję sobie sprawę, że każda woda jest inna i ciężko opracować sztywne wartości, ale przynajmniej w celu orientacji… Żeby wiedzieć, na co się powoływać… :-P


Bardzo nie lubię takiego zrzędzenia ani takich pesymistycznych uogólnień, które obrazują typowo „po polskie” nastawienie, że „nie da się”, albo „nie opłaca się”, bądź „nie warto”…. Irytuje mnie też przeciwstawianie partactwa zasadom właściwego postępowania i nazywanie tego pierwszego „praktyką”, a tego drugiego „teorią”…. Wiedza o tym jak należy właściwie postępować jest właśnie elementem praktyki, a nie żadną „teorią”. Powtarzane postępowanie wbrew „zasadom sztuki”, powielanie partactwa w imię jakiejś „praktyki” jest ciężką głupotą i niegospodarnością. Uogólniając robi się też krzywdę tym, którzy wprowadzają praktykę dobrego postępowania, a także daje usprawiedliwienie tym, którzy robią „tak jak wszyscy”, usprawiedliwia się brak osiągania efektów, któremu można łatwo przeciwdziałać, przeszkadza też wprowadzaniu rozsądnych zmian, a także przeszkadza naśladowaniu dobrych przykładów przez innych. Jeżeli już mowa o dobrych przykładach, to takie uogólnienia robią krzywdę tym, którzy starają się i postępują całkiem rozsądnie. Wystarczy zajrzeć na stronę główną tego portalu, gdzie jest wiele informacji o zarybieniach i o sposobie ich przeprowadzenia, żeby, dla przykładu, znaleźć informację o przeprowadzeniu zarybienia szczupakiem w okręgu ciechanowskim: http://www.pzw.org.pl/18/wiadomosci/18256/60/zarybienie_narybkiem_letnim_szczupaka "Zarybienie wykonywali członkowie Kół z Płońska, Sochocina, Żuromina, Działdowa i Lidzbarka, Społeczna Straż rybacka z Ciechanowa oraz pracownicy okręgu. Ryby wpuszczane były ze środków pływających tak aby rozprowadzić je na jak największej powierzchni wzdłuż brzegów.
Nieprzypadkowo z tego samego okręgu pochodzą informacje u skutecznym ukaraniu kłusownika Bogusława M., czy o ugodzie na 50 000 zł z firmą, która spowodowała zatrucie wody w rzece … Są też obrazki inne, ilustrowane fotografiami, na których widać zupełnie odmienne zachowania, inne „priorytety” w rodzaju wpuszczenia ryb „szybko i sprawnie”, ale przecież nie ma sensu ich „promować”. Wprowadzanie zmian polega na pokazywaniu dobrych przykładów do naśladowania, a nie na pokazywaniu złych …

Nie ma jednolitych zaleceń dotyczących zagęszczenia materiału zarybieniowego, albo raczej są różne dla różnych warunków środowiskowych, gatunków, asortymentów. Publikacji jest wiele, w każdym okręgu są ichtiolodzy, którzy powinni wiedzieć i doradzać w sposób zmierzający do jak największej efektywności prowadzonych procedur, a rzeczą wędkarzy prowadzących zarybienia jest słuchanie tych rad, a rolą przedstawicieli wędkarzy jest takie koordynowanie i organizowanie działań, żeby zarybienia miał kto wykonać w sposób zgodny z „zasadami sztuki”, żeby przynosiły pożytek, a nie były tylko formalistycznym wypełnieniem zobowiązań w sposób, którego brak efektu „przykryje woda”….

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
 
  tomaszokret

Od: 2009-02-03

Posty: 447

01 maja 2009 19:13  
Do JERZY KOWALSKI: Przytoczone przez ciebie przypadki prawidłowego zarybienia są niestety tylko PRZYPADKAMI. I mnie dla odmiany irytuje fakt, że ktoś nie może zrozumieć, że można mieć wiele chęci, wiele zapału, zorganizować wokół siebie grupę ludzi gotowych do pomocy, a i tak na końcu wyjdzie figa, bo ktoś tego szczupaka zapakuje w kontener i rura! I piętnastu wędkarzy, z których połowa na to zarybienie wzięła urlop i przyszła z wiaderkami idzie z powrotem do domu – ilu z nich przyjdzie następnym razem? I niezmiernie irytuje mnie fakt, że ktoś nie potrafi zrozumieć, że argumenty a szkodliwości „masowego” zarybienia są znane ogólnie, ale i tak na propozycję, że „weźmiemy i pomożemy” usłyszy „nie da się!”. I co? I rura! I można sobie pisać pisma, petycje, skargi, podawać przykłady, że gdzie indziej się da, że można, że warto, bo wiesz, co się usłyszy na koniec? RURA!
Można sobie założyć Stowarzyszenie Miłośników Rzeki, które ma z założenia działać przy Okręgu i pomagać w działaniach dla dobrego tej Rzeki zagospodarowania. A następnie udać się do Okręgu z propozycją wspólnych działań i usłyszeć „Dziękujemy, nie potrzeba”.
Jestem po Walnym, na którym padła propozycja pewnego działania. Takie działanie jest wykonywane w innych Okręgach skutecznie i z pożytkiem. U nas nie – „bo się nie da!”. I to „nie da się” jednym głosem mówi Prezes Zarządu Okręgu, Dyrektor i cały pion księgowości. Gdzie indziej się da, a u nas nie! No po prostu niemożliwe!
Możesz to jakoś wytłumaczyć? Nie zarzucając „zrzędzenia i pesymistycznych uogólnień”, a także „ciężkiej głupoty”?
I proszę nie mów, że sobie trzeba Zarząd zmienić, bo już ci pisałem – w tempie 20% z sali potrwa to 15 lat, zanim uzyska się w Zarządzie większość.
 
 
  Jerzy Kowalski

Od: 2008-11-20

Posty: 444

07 maja 2009 17:33  
tomaszokretDo JERZY KOWALSKI: Przytoczone przez ciebie przypadki prawidłowego zarybienia są niestety tylko PRZYPADKAMI. I mnie dla odmiany irytuje fakt, że ktoś nie może zrozumieć, że można mieć wiele chęci, wiele zapału, zorganizować wokół siebie grupę ludzi gotowych do pomocy, a i tak na końcu wyjdzie figa, bo ktoś tego szczupaka zapakuje w kontener i rura! I piętnastu wędkarzy, z których połowa na to zarybienie wzięła urlop i przyszła z wiaderkami idzie z powrotem do domu – ilu z nich przyjdzie następnym razem? I niezmiernie irytuje mnie fakt, że ktoś nie potrafi zrozumieć, że argumenty a szkodliwości „masowego” zarybienia są znane ogólnie, ale i tak na propozycję, że „weźmiemy i pomożemy” usłyszy „nie da się!”. I co? I rura! I można sobie pisać pisma, petycje, skargi, podawać przykłady, że gdzie indziej się da, że można, że warto, bo wiesz, co się usłyszy na koniec? RURA!
<br />Można sobie założyć Stowarzyszenie Miłośników Rzeki, które ma z założenia działać przy Okręgu i pomagać w działaniach dla dobrego tej Rzeki zagospodarowania. A następnie udać się do Okręgu z propozycją wspólnych działań i usłyszeć „Dziękujemy, nie potrzeba”.


Tomaszu,

Ta wymiana zdań pokazuje, że PZW jest stowarzyszeniem „wielu prędkości”. Są w nim na jednym końcu okręgi prowadzone przez dynamiczne środowiska wędkarzy, osiągające bardzo dobre efekty, pomnażające zebrane składki, sięgające po fundusze z zewnątrz, prowadzące działalność nastawioną na współpracę z różnymi podmiotami, uzyskujące prestiż w środowisku, w którym działają, chronią skutecznie wyniki tej działalności, a także gospodarują racjonalnie w oparciu o wiedzę i doświadczenie, innowacyjnie, wykorzystując zasoby środowiska. Na drugim końcu są okręgi głęboko zanurzone w tradycję PZW jako „organizacji społecznej” z czasów PRL-u, nie mającej nic wspólnego z samorządnym stowarzyszeniem, zajmujące się tylko redystrybucją zgromadzonych składek, zawężające zakres działalności do czynności wymuszanych przez przepisy, wegetujące raczej niż rozwijające się, odsuwające nawet chętnych od udziału w tym wspólnym przedsięwzięciu jakim jest stowarzyszenie. Jest też cała gama sytuacji pośrednich, skłaniających się bardziej ku jednemu lub ku drugiemu krańcowi działalności PZW. To wszystko może być rzeczywiście miejscami irytujące czy frustrujące, szczególnie kiedy wpływa na całość działania PZW oraz na podejmowane decyzje „centralne”, o których napiszę kilka słów później. Co nie zmienia faktu, że jedyną droga jest konsekwentne wprowadzanie zmian, w tym zmian składu zarządów, z wykorzystaniem istniejących możliwości, o czym też kilka słów później.

Wracając do zarybienia narybkiem szczupaka, o którym tu mowa. Otóż, nierzadko, jak napisałeś, nawet informacje chwalące udział wędkarzy w zarybieniach czy wspominające o zaleceniach ichtiologicznych i rybackich, w jakiejś części w reakcji na te dyskusje, nie wytrzymują konfrontacji z obrazem uwidocznionym na fotografiach. To, że zarybienia dokonuje się z łodzi wcale nie oznacza dobrego ich przeprowadzenia, kiedy widać wyraźnie, że cały worek z narybkiem jest opróżniany szerokim strumieniem do wody. Może w przeliczeniu na metry kwadratowe wychodzi kilka sztuk narybku, ale to wciąż 100 razy więcej niż wynika z wiedzy rybackiej, analizowanej w cytowanych na początku dyskusji opracowaniach. Dziwne, że rybacy wiedzą doskonale jak niewiele szczupaków może żyć w wodzie, w swoich stawach wpuszczają pojedyncze sztuki, a wędkarzom radzą wsypywanie setek tysięcy sztuk narybku w dużym zagęszczeniu. Czyżby po to, żeby było uzasadnienie dla wytwarzania i sprzedawania tak wielu łatwych w hodowli rybek? A w końcu i tak w jeziorach jest w stanie się utrzymać przeciętnie 10 dorosłych szczupaków na hektar wody. Tyle zostanie po zsumowaniu efektów tarła naturalnego (zbyt często pomijanego) oraz efektów zarybień, nierzadko iluzorycznych. Na zdjęciach widać też wyraźnie zagęszczenie świeżo wpuszczonych szczupaczków, które siłą rzeczy będą musiały pozjadać się wzajemnie. Ale nie może być innego efektu w sytuacji kiedy jeden wlewa worek z rybami w jedno miejsce, a trzech czy czterech zadowolonych przypatruje się, czy równo leje … ;-)))

Wiele wody w polskich rzekach musi chyba upłynąć, żeby racjonalność gospodarowania, sensowność zarybiania, stały się faktem. Ale „kropla drąży skałę”…

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
 
  Jerzy Kowalski

Od: 2008-11-20

Posty: 444

11 maja 2009 18:57  
tomaszokretDo JERZY KOWALSKI: (...) Jestem po Walnym, na którym padła propozycja pewnego działania. Takie działanie jest wykonywane w innych Okręgach skutecznie i z pożytkiem. U nas nie – „bo się nie da!”. I to „nie da się” jednym głosem mówi Prezes Zarządu Okręgu, Dyrektor i cały pion księgowości. Gdzie indziej się da, a u nas nie! No po prostu niemożliwe!
Możesz to jakoś wytłumaczyć? Nie zarzucając „zrzędzenia i pesymistycznych uogólnień”, a także „ciężkiej głupoty”?
I proszę nie mów, że sobie trzeba Zarząd zmienić, bo już ci pisałem – w tempie 20% z sali potrwa to 15 lat, zanim uzyska się w Zarządzie większość.


Tomaszu,

Jak wspomniałem poprzednio, o "zmienieniu sobie zarządu" warto dyskutować. Rzeczywiście, odrzucania aktywności członków stowarzyszenia przez jego zarząd czy przez pracowników zatrudnionych do prowadzenia spraw stowarzyszenia nie można określić inaczej niz "ciężką głupotą". Podobnie jest z odrzucaniem bodaj powielenia rozwiązań skutecznie wprowadzanych w innych okręgach, że nie wspomnę o ich twórczym rozwijaniu, które jest warunkiem jakiegokolwiek postępu. W tym własnie problem "wielu prędkości", a w zbyt wielu miejscach wciąz można znaleźć funkcjonowanie jakby sprzed pół wieku ....

Zaś odnośnie tego "tempa uzyskiwania większości" - wiele zależy od umiejętnego dostosowania się do warunków. Nie mozna powtarzać "nie da się", tylko trzeba określić warunki i dostosować się do nich. O niedemokratycznym charakterze regulacji Ordynacji wyborczej pisałem w komentarzach do tej uchwały, w dziale Przepisy PZW: http://www.pzw.org.pl/pzw/wiadomosci/15150/67/uchwala_w_sprawie_ordynacji_wyborczej_do_wladz_i_organow_polskie. Obecny kształt ordynacji skutkuje ograniczeniem praw wyborczych dla części członków i delegatów. Uniemozliwia też funkcjonowanie wykorzystanie demokratycznego mechanizmu wyłaniania najlepszych kandydatów, preferując wybór "swoich" kandydatów. Jest efektem sposobu myślenia, który w każdym rodzaju demokratycznej wolności widzi wyolbrzymione ryzyko anarchii.

Ale stosując demokratyczne mechanizmy i z tym problemem można sobie poradzić. Skoro nie można stopniowo zmieniać udziału w zarządach, to można wymienić cały zarząd od razu. Wymaga to jednak dobrego zorganizowania się ludzi, którzy chca tego dokonać, oraz dobrego przygotowania się do zebrania. Ale tego trzeba wymagać od tych, którzy chcą objąć zarządzanie okręgiem.

Wystarczy tylko przygotować swoją listę kandydatów, a do tego, żeby ona była główną lista, trzeba wybrać swojego przewodniczącego zebrania oraz swoją Komisję Wyborczą. W tym systemie, który oferuje Ordynacja wyborcza w PZW, wyboru dokonuje się już na tym etapie. Komisja Wyborcza jest ciałem, które proponuje, a właściwie dobiera, kandydatów, a jeżeli Komisja będzie inna niż przygotowana przez ustępujący zarząd, to może zaproponować całkiem innych kandydatów, i to wszystkich kandydatów. Wtedy członkowie ustępującego zarządu będą mogli łaskawie znaleźć się w tych 20% "z sali".

Jest taka biblijna zasada, która mówi, że "kto mieczem wojuje od miecza ginie". Niektórzy, mniej zorientowani, przekształcali ją w "swojską" maksymę, że "kto z Mieciem wojuje, od Miecia ginie", a "Miecia" mozna zastąpić każdym innym imieniem. Jednak, mam nadzieję, takie interpretacje odchodzą nieodwołalnie w przeszłość.

Natomiast ten "miecz" w postaci ordynacji może być obosieczny i sprawnie wykorzystany przez innych może się obrócić przeciw jego twórcom i posiadaczom. I zarząd można zmienić, będąc do tego dobrze przygotowanym, bez czekania 15 lat. ;-)))

Pozdrawiam serdecznie

Jerzy Kowalski
 
 
  dvbs3

Od: 2011-11-26

Posty: 223

23 grudnia 2011 20:01  
Uczestnik forum oświadcza, że zapoznał się i akceptuje Regulamin forum - nie ma zapisu zobowiązującego uczestnika forum do akceptowania głupoty administratora. Gdyby głupota
miała skrzydła to admin by fruwał jak gołębica.

Grzegorz Kidawski musi odejść !!!
Precz z cenzurą !!!
Precz z reklamami i wyskakującym face !!!

Administrator odblokuj wszystkich uczestników forum !!! albo będzie powtórka z rozrywki

dvbs2 napisał ;
22 listopada 2011 11:03 Administrator - szukasz wrażeń ? - masz to załatwione - to teraz sobie posprzataj
 
 

Dodaj odpowiedź

Uczestnik forum oświadcza, że zapoznał się i akceptuje Regulamin forum

Ostatnio dodane wątki

Najnowsze posty

Najaktywniejsi