| po co karta wędkarska??? | ||||
danadd
Od: 2009-03-31 Posty: 4 |
12 maja 2009 15:22 | |||
| Śledząc posty na tym forum, czy rozmawiając z innymi wędkarzami, dochodzę do wniosku, że większość wędkarzy (z całym szacunkiem oczywiście) oprócz wymiarów ochronnych ryb nie ma pojęcia nt. przepisów regulujących amatorski połów ryb.
Skoro karta wędkarska jest zaświadczeniem o znajomości przepisów, a w praktyce jest to - powiem kolokwialnie - "wielka ściema", to po co ta cała biurokracja? Jak zadzwoniłam do koła po informacje dotyczące egzaminu na kartę wędkarską, to usłyszałam, że z tym nie ma żadnego problemu, bo przecież przepisy to mogę sobie zawsze doczytać. Nie wystarczyłoby prz dokonywaniu opłat wręczenie broszury infromacyjnej z podstawowymi przepisami? |
||||
|
gustav665 Od: 2009-04-14 Posty: 107 |
12 maja 2009 17:42 | |||
|
i po co taki retoryczny temat? jest jak jest i my tego nie zmienimy. |
||||
danadd
Od: 2009-03-31 Posty: 4 |
12 maja 2009 17:53 | |||
| Ja uważam inaczej. Trzeba głośno mówić (a wręcz wałkować temat) o tym zdzierstwie, które uskuteczniają za nasze pieniądze "Polskie Związki... " i nie mówię tutaj tylko o PZW.
Jeszcze nie wyrobiłam karty wędkarskiej, przepisy mam w jednym paluszku i zastanawiam się, czy nie lepiej opłaca się wędkować bez dokumentów i tych śmiesznych opłat na rzecz PZW. Po prostu stawki są tak zaporowe, że ręce opadają. I chyba lepiej płacić mandaty, przynajmniej wiem za co. |
||||
|
tomaszokret Od: 2009-02-03 Posty: 447 |
12 maja 2009 20:13 | |||
| Do DANNAD: Pierwsza sprawa to karta wędkarska. Obowiązek jej posiadania nakłada Ustawa o rybactwie śródlądowym, a nie przepisy PZW. Ta sama Ustawa ceduje jedynie na PZW (domyślnie) obowiązek prowadzenia egzaminów i prawo do pobierania za nie opłaty. W sprawie zmiany Ustawy proponuję zwrócić się do właściwego posła, PZW ma ograniczone możliwości działania w Sejmie.
Z drugiej jednak strony - należy chyba uznać, że jakąś elementarną wiedzę na temat ochrony ryb i zasad wędkowania powinien mieć każdy wędkujący, bez względu na przynależność organizacyjną. Żeby nie było tłumaczenia "Panie władzo, nie wiedziałem!". Potraktuj zatem posiadanie Karty nie jako świadectwo znajomości przepisów (które przecież i tak co rok się zmieniają), ale jako deklarację właściciela Karty, że przepisów tych zobowiązuje się przestrzegać. Po drugie - przyznaję Pani rację: stawki za wędkowanie są "śmieszne". A dokładnie - śmiesznie niskie. Gdzie tu jaka zaporowość? Średnia miesięczna składka za wędkowanie przez 30/31 dni w miesiącu wynosi jakieś 15 zł. Czyli na dzień 50 groszy. Uiszczasz składkę w zamian za prawo do wędkowania, ile dusza zapragnie. Już składki dzienne są bardziej realistyczne... Po trzecie - w przypadku, gdy zdecydujesz się na wędkowanie na wodach PZW bez wniesienia stosownych oplat - życzę możliwie najczęstszych kontroli... |
||||
ostryrocky
Od: 2009-05-10 Posty: 1 |
12 maja 2009 23:36 | |||
| Nikt nikomu nie karze być wędkarzem ale.....
Dla mnie karta wędkarska to nie kartka papieru. Dla mnie to deklaracja że nie jestem kłusownikiem że jestem przygotowany by swoją pasją nie niszczyć. ))) kocham siedzieć nad wodą i "moczyć" kij. Chcę to robić w spokoju i legalnie. |
||||
jaro422
Od: 2009-03-23 Posty: 401 |
13 maja 2009 12:04 | |||
jaro422
Od: 2009-03-23 Posty: 401 |
13 maja 2009 12:09 | |||
| Jeszcze się toto nie zapisało a już mu się wszystko nie podoba, nie chce płacić, nie chce egzaminu, odpuśc sobie i nie zapisuj się skoro nie akceptujesz. | ||||
Malina
Od: 2009-04-07 Posty: 2 |
13 maja 2009 14:01 | |||
|
Popieram te słowa. |
||||
|
Grzegorz Śliwiński Od: 2009-05-27 Posty: 4 |
27 maja 2009 12:55 | |||
| Uważam, że powinny się odbywać kilkugodzinne kursy, na których adept wędkarstwa poznałby chociażby w teorii jak wygladaja poszczególne gatunki ryb i przepisy i trochę etyki mozna by było przy okzaji włożyć do głowy. Dopiero potem egzamin ma sens - i opłata za niego. Spotykam często wędkarzy nie mających pojęcia jak odróżnić jazia od płoci. Jestem strażnikiem SSR i niejdenokrotnie takie przypadki spotykałem nad wodą. | ||||
junior
Od: 2009-03-29 Posty: 27 |
04 czerwca 2009 14:55 | |||
|
Mała uwaga: może nie zauważyłeś, ale pisała to kobieta (dziewczyna), więc nie "mu" tylko Jej :P |
||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
06 czerwca 2009 21:57 | |||
| Jeśli wybierasz się nad "moje" jezioro - Rożnowskie to przestaw się na leżenie do góry brzuchem lub spacerowanie po laskach. W tym roku już z 15 razy byłem o różnych porach dnia po min. 5 godzin i w sumie wyciągnąłem 5 okoni 25 cm i 1 płotkę 20 cm. Tu nie ma ryb! Brak zarybień! Oczywiście jak się siedzi codziennie po 10 godzin za dnia a i w nocy się probuje przez miesiące całe to w końcu się wyciągnie nawet wyrośniętego sandacza czy 2 kg węgorza- mi się tego nie udało zrobić! Zrobiłem kilkakrotnie wywiad (specjalne wypady i to rowerkiem dla łatwiejszego dostępu nad to jezioro) i żaden łowca (ok. 150 osób w ciągu kilku takich moich pytających wypadów) nic nie złowił i tylko kręcą głową. No nic... fascynacja pozostała i dalej się od czasu do czasu jeżdzi.... W Dunajcy też kiepsko, jedynie tam gdzie większy prąd jest większa szansa na klenia, bolenia, czasem okonia- patelniaka.
Jezioro Rożnowskie-ten zbiornik odstrasza. Ładny teren wokół ale brak ryb, pełno szkła, plastyku, zaczepu, najczęściej płytko, mulisto i krzaczasto, dość często motorówki. Za co się płaci?! Jakiś gościu napisał wyżej na forum, że opłaty są śmiesznie niskie ale ja tam wole zapłacić 64 euro we Francji (czyli ok. 280 zł - wcale nie dużo drożej niż w naszym pięknym uczciwym kraju) i co drugi może trzeci wypad na kilka godzin to albo ładny szczupak, medalowy okoń, pomniejszy sum (ok. 100cm), rzadziej karp i karaś i moje ulubione waleczne basy. Są też piękne małe basy słoneczne :) Boleni całkowicie brak (w Jeziorze Rożnowskim rzeczywiście są bo ukleji jest od groma, są jednak jak to bolenie ostrożne i nie chcą byle przynęty chycić- trudno więc przyjeżdzać z daleka z nastawieniem tylko na bolenie). O węgorza we Francji nie trudno - zależy gdzie i o jakiej porze roku. Czyż nie brzmi to lepiej niż za tą samą cenę w Polsce? A mówią Francuzi ze to wymarła rzeka!. A przecież Francja nie należy do super łowisk w Europie. Kurcze, niech wreszcie rząd nie patrzy wyłącznie na własną kieszeń a postawi na rozwój całej Polski! A PZW a w tym poszczególne koła niech dbają o wpłynięcie na odpowiedzialne osoby. Czym naprawde zajmują się koła. Czy jest to działanie w pełni wykorzystujące fundusze i swoją moc? Surowe są reguły ochroniarskie ryb, surowsze niż na zachodzie. Dlaczego? Bo liczy się na samodzielną odbudowę populacji poszczególnych gatunków ryb. Liczy się na to zamiast przestawić się na hodowlę i zarybienia. Co za gospodarowanie?! Z tego co piszą w internecie wędkarze na różnych forach wynika, że taki stan jest jak nie na wszystkich to na większości łowisk w Polsce! W naszych wodach bez faktycznych zarybień pozostaną tylko ukleje bo nimi nie trzeba zarybiać - już są dorodne! |
||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
06 czerwca 2009 22:19 | |||
| Egzamin na karte wędkarska - już brzmi śmiesznie. Może być, a właściwie w Polsce/Europie musi być regulamin, którego należy przestrzegać ale egzamin? Co za durnota! Chcesz łoiwić, zaczynasz?- to staje się twoja pasja to i poszerzasz wiadomości by być coraz lepszym wędkarzem. Skoro jest regulamin to i kontrole ( w tym kontrola własnej moralnoiści). Skoro jest regulamin to musisz się i tak dokształcić by nie łowić młodych boleni zamiast ukleji itp.
Na wszystkim chce się zarobić i o to wszystko chodzi. A gdzie idą pieniążki - taaaak, na rozwój i zagospodarowywanie wód - aż brzmi śmiesznie. Gdzie na zachodzie jest egzamin na kartę wędkarska?! Płacisz, dostajesz informator co, jak, kiedy i gdzie i tyle. |
||||
|
tomaszokret Od: 2009-02-03 Posty: 447 |
07 czerwca 2009 11:36 | |||
| Do DZIKUSS: Najpierw o różnicy pomiędzy Francją a Polską. Jakiekolwiek porównywanie przez pryzmat pieniędzy i dostępności do łowisk i ich rybności jest co najmniej nie na miejscu. Czy Francuzi traktują wędkarstwo jak sposób na zapchanie zamrażarki? Bo jeśli nie zorientowałeś się jeszcze po powrocie - to u nas tak w większości wypadków jest... Generalizując - wędkarz polski ma tendencję do pożarcia wszystkiego, co się na haku uwiesi. A jeśli nie pożarcia, to nakarmienia kota i sąsiadów, rodziny bliższej i dalszej, kolegów z pracy i Pani Basi z urzędu (znam takie przypadki!). Inna kultura, po prostu! Na szczęście zaczyna się to zmieniać...
Jeśli więc (nadal generalizując) chcesz porównać cenę, to wędkarz we Francji płaci za przyjemność wędkowania, a w Polsce - za niereglamentowany dostęp do rybiego białka połączony z przyjemnością wędkowania. Jeśli nadal uważasz, że jest za drogo, to rozwinę wątek - przez pół wieku składki i opłaty w Polsce były symboliczne - mniej więcej pół dniówki robotnika za przyjemność wędkowania cały rok. Dlaczego nie ma ryb? A za co miał być narybek kupowany?! Wielu ludzi nie dopuszcza do siebie myśli, że powinniśmy nadrabiać w przyśpieszonym tempie zaległości z półwiecza... A żeby móc je nadrabiać potrzebne są pieniądze właśnie... Regulamin być może jest surowszy, ale w rzeczywistości nie stawia on przede wszystkim na samodzielną odbudowę populacji (do tej pory jakoś się nie odbudowała...), ale na rozpaczliwą ochronę tego, co z wody jeszcze nie zostało wyżarte... Dlaczego węgorza we Francji jest więcej? Popatrz na mapę, zerknij na net żeby zapoznać się z biologią tej ryby i wszystko powinno być jasne... A teraz o Regulaminie - naprawdę tak cię boli to, że każdy wędkarz powinien znać przepisy regulujące zasady wędkowania? Czy to jakiś wysiłek umysłowy ponad możliwości przeciętnego Kowalskiego? Jak większość Polaków masz tendencję do nieprzemyślanego kopiowania wzorców z zagranicy - oczywiście tylko tych, które są tobie na rękę... Opłata za egzamin (symboliczna!) nie jest przeznaczana na działalność statutową Koła, a nie na zagospodarowanie i ochronę wód. Śmiesznie to brzmi to, gdy ktoś w świętym oburzeniu mija się z prawdą... A egzamin jest po to właśnie, by ktoś nie łowił małych boleni sądząc, że to uklejki. Bo ile tych boleni zamorduje, zanim ktoś życzliwy mu powie, że nieładnie robi? |
||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
11 czerwca 2009 23:33 | |||
| a równocześnie nie zaprzeczam sobie. We Francji nie traktuje się wędkarstwo jak zapchanie zamrażalki. Nie, ale niestety robi się frytki z ryb i to obojętnie jakiego gatunku byle małych. Z taką (mam nadzieje ze sporadyczną ) grupą się spotkałem. Co do finansów to Polska miałaby tyle samo pieniędzy na ryby gdyby naszą ojczyznę nie rozkradywano. Skoro wszędzię widzę taką egoistyczną tendencję lub błędy w wydatkach to mogę mieć przypuszczenie, że równierz dzieje się tak w sprawach przyrodniczych.
Co do robienia rybnych zapasów to brzydzę się takimi wypowiedziami jakie np. ostatnio słyszałem słowa od zapalonych do "walki" osób: że tam a tam bolenie brały jak wsciekłe i zabierali po 40 sztuk dziennie. Tak samo słyszałem o wzdręgach i wiadrach przepełnionych nimi. To dla mnie jest niezrozumiałe i trudne do opanowania umysłem, podobnie zresztą jak męczarnie leśnych zwierząt w sidłach. Mówisz, że pół wieku temu opłaty były tak tanie ale dlaczego tyle ryb było do lat 1980 - 85? Myślę, że wtedy zarybiano. Teraz z tym zapewne róznie jest, a pisze się co innego. Czy Polska jest obecnie biedniejsza i nie stać na zarybianie? Łatwo przecież jest i taniuo uzyskać miliony zapłodnionych jajeczek. Nawet narybek węgorza nie jest aż tak drogi by nie stać na coroczny zakup i hodowlę chociaż kilku kg na cały kraj a każdy kg narybku to przecież duża ilość ryb. Myślę, że nad metodyką rozpowszechniania ryb ktoś nie pomyślał. Odnośnie egzaminu na kartę wędkarska. Moje zdanie jest takie: egzamin byłby bardzo przydatny gdyby zmuszał rzeczywiście do nauki tych najpotrzebniejszych rzeczy. Drugim wyjsciem i za nim bardziej obstaję to zaostrzenie kontrol i kar, a bez egzaminu lecz z regulaminem. Sorrki ale troche śmieszne wydawało mi się jak poważny 70 letni pan losował zestaw pytań i to banalnych pytań przed komisją młodych nieinteligentnie wyglądających osób wśród ogólnego bałaganu, dziwnego zapachu, chichotu i przerywając granie w karty. |
||||
|
tomaszokret Od: 2009-02-03 Posty: 447 |
12 czerwca 2009 22:32 | |||
| Do DZIKUSS: Podejrzewam, że jesteś młodym wędkarzem i dlatego powołujesz się na lata 80-85, jako jakieś wędkarskie eldorado... :-P Szkoda, że nie pamiętasz lat 75-80, a jeszcze bardziej, że lat 70-75, a jeszcze bardziej 65-70, a jeszcze bardziej...itd, itd, itd... :-P
Ryb ubywało właśnie dlatego, że gospodarka wędkarska PZW oparta była na teorii samodzielnego odnawiania się pogłowia ryb, a zarybienia były do bani - głównie gatunki łatwe w hodowli i atrakcyjne wędkarsko (karpie, szczupaki, japońce itp). Od kilku lat obowiązują operaty rybackie, w których PZW zobowiązane jest do prowadzenia zarybień według wskazań ichtiologów, a więc różnorodnie i z głową! Tyle tylko, że na efekty tych zarybień trzeba będzie poczekać... :-( Widzę jednak po Swojej Rzece, że ma się ku lepszemu a rybki, które wpuszczaliśmy jako narybek wielkości 3-4 cm zaczyna skubać robaki... :-P Narybek węgorza jest chyba najdroższy na świecie! :-P Widziałeś węgorza montee? Hmmm... tak ci to opiszę, że to jakbyś do worka z galaretką wpuścił rozwielitek... :-P Węgorzyki te mają kilka milimetrów wielkości, kilogram tego narybku kosztuje ponad 3 tys złotych! Ile z tych przecinków przeżyje przy największym nawet pietyzmie zarybienia i osiągnie wymiar? Dziesięć? Piętnaście? Do nas węgorze nie docierają praktycznie na drodze naturalnej, pochodzą wyłącznie ze sztucznych zarybień. We Francji - prawie wyłącznie naturalnie... Sporo kasy oszczędzają, nie? :-P Zaś co do egzaminu na kartę - wypada tylko ubolewać, że sytuacja, jaką opisałeś, mogła mieć gdziekolwiek miejsce! Ale czy jeśli można kupić prawo jazdy za flaszkę lub 1000 zł to znaczy, że w ogóle należałoby zrezygnować z egzaminu na PJ? |
||||
jaro422
Od: 2009-03-23 Posty: 401 |
13 czerwca 2009 10:28 | |||
| Pewnie po to właśnie jest to forum, żeby na przykład dzikuss nie mający absolutnego pojęcia ani elementarnej wiedzy na temat mógł sie wypowiedzieć, tylko czemu ma to służyć ? | ||||
|
tomaszokret Od: 2009-02-03 Posty: 447 |
13 czerwca 2009 11:04 | |||
| Do JARO422: Ogólnie większość wędkarzy nie ma absolutnego pojęcia ani elementarnej wiedzy , niestety... Swoje poglądy opiera więc często na jakichś powszechnie rozprowadzanych plotkach lub własnych przekonaniach, mających niewiele wspólnego z rzeczywistością - co prowadzi do sporych nieporozumień. Skąd zresztą mają tą wiedzę czerpać?
No cóż... To forum służyć to ma temu, żeby dzikuss i inni nie mający wiedzy tej wiedzy nabrali :-P Dzikuss jest myślący człowiek, co widać z jego postów, więc mam nadzieję, że przyswoi trochę wiedzy w uzupełnieniu swoich dobrych intencji :-P |
||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
13 czerwca 2009 11:58 | |||
| Rzeczywiście nie mam wiedzy na temat lat 70 i tamtejszej polityki. Natomiast na moją wiedzę przyrodniczą nie można narzekać i to, że napiszesz SOBIE o węgorzach, ze we Francji naturalnie a u nas tylko sztucznie to nie znaczy ze ja tego nie wiem. Próbujesz wmówić to innym czytelnikom np. złapał się na to Jaro 422. Nie bądz egocentrykiem. Jesteś inteligentnym facetem wiec przemyśl. | ||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
13 czerwca 2009 12:17 | |||
| Mam wątpliwości jednak co do Twojej wiedzy ichtiologicznej. Za 3000 zł sie kupi narybek węgorza i uda się wyhodować tylko 10 czy 15 sztuk? Co za bzdury wypisujesz i obrażasz mnie!
W okresie zimowym narybek jest tańszy i przeżywa go więcej - ok 10% narybku. z 1 kg narybku po hodowli 4 miesięcznej uzyskuje się 7 -8 kg podchowanego węgorza o masie od 2 - 8 g/sztukę. Porównaj to do "danych" podanych przez Ciebie. Oblicz sobie mondralo ile tego jest i oblicz ile za to można zyskać kasy, a chętnych nie brakuje! Piszesz prywatnie czy pracujesz dla tej strony i ją w ten sposób (głupi) bronisz? Może ja bym się tak załapał na doraźną taką pracę? Sorrki ale wkurzyłeś mnie. Pierwsze odpisałem Ci w poście "moralność a wędkowanie" i już mi się nie podobałeś a teraz czytam te Twoje brednie. |
||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
13 czerwca 2009 12:20 | |||
| Przepraszam czytelników za błąd w pisowni (przypadkowy): nie "mondralo" tylko "mądralo" | ||||
jaro422
Od: 2009-03-23 Posty: 401 |
13 czerwca 2009 12:30 | |||
| dzikuss, człowieku, masz "swój" Zarząd Koła, przy nim na pewno Komisje Zarybieniową, zgłoś swój akces dobrej woli i weż czynny udział w pracach zarybieniowych a sam na własne oczy zobaczysz możliwości pozyskania narybku i jego hodowli a juz na pewno tak jak piszesz w okresie zimowym(rewelacja), o wynikach poinformuj i wtedy wymienimy spostrzeżenia bo jak na razie to co piszesz, to są bzdury wyssane z palca. | ||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
13 czerwca 2009 12:36 | |||
| Nie rozumiesz, zbyt szybko odpisałeś - pochopnie. | ||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
13 czerwca 2009 12:41 | |||
| Oj nie sa to bzdury lecz moje wykształcenie i zawód. | ||||
dzikuss
Od: 2009-06-06 Posty: 18 |
13 czerwca 2009 12:44 | |||
| Straciłem chęć do tego forum przez was. Odpoczywajcie w pokoju. | ||||
|
tomaszokret Od: 2009-02-03 Posty: 447 |
13 czerwca 2009 14:36 | |||
| Do DZIKUSS: Cenę narybku węgorza nie wziąłem z sufitu, tylko z tabeli publikowanej przez RZGW. Z 2006 roku. Jeśli poszukasz na necie okaże się, że cena ta sięga nawet 5 tys zł.
1 kg montee to około 3 tys sztuk. Według rybaków przeżywalność do wielkości obsadowej wynosi 1 procent. Ale niech tam będzie po twojemu, że 10! 10% daje 300 sztuk węgorków o masie 8-10 gram. Wielkości palca, grubości sznurówki mniej więcej... Kilogram narybku obsadowego kosztował (według tej samej tabeli) ok. 450 zł. Ile z tych węgorków wpuszczonych do rzek i jezior dożyje wymiaru ochronnego, a ile padnie ofiarą chorób, drapieżników i kłusowników? Tak brzmiało moje pytanie - które jakże cię obraziło... Dodam, że zdaniem rybaków węgorz w naszych warunkach do wielkości "handlowej" (czyli zapewne coś koło kilograma) rośnie przez 10 lat... Więc może z tego kilograma montee rzeczywiście będzie 10 czy 15 kilogramowych węgorzy, co? Zamiast się oburzać i obrażać na cały świat - postaraj się ZROZUMIEĆ i odpowiedz sam sobie na zadane przeze mnie pytanie... |
||||
|
tomaszokret Od: 2009-02-03 Posty: 447 |
13 czerwca 2009 14:42 | |||
| Do DZIKUSS: Zauważyłem, że ile razy ktoś pisze coś niewygodnego dla przedmówcy, to natychmiast staje się "człowiekiem betonu" (bez względu na to, co pisze), przydupasem, sprzedawczykiem, obrońcą ZG, itd, itp, etc. I na pewno bierze za to pieniądze!
Ale pierwszy raz spotkałem się z "obrońcą strony"! :-P Na czym miałoby to polegać? :-P |
||||
Uczestnik forum oświadcza, że zapoznał się i akceptuje Regulamin forum
