Logowanie

Zarejestruj się

Moralność a wędkowanie

Dodaj odpowiedź

  Moralność a wędkowanie  
  dzikuss

Od: 2009-06-06

Posty: 18

06 czerwca 2009 22:35  
1) Trzeba szanować życie każdej istoty.

2) Jeśli trudno wyciągnąć hak to nie wyrywajcie z kawałkiem pyska rybki, daj po głowie (i to tak by ryba nie widziała) i wtedy wyciągnij. Jeśli ta (zabita już) ryba jest niewymiarowa to dajcie czaplom albo mewom.

3) Następna sprawa to łapanie na żywą rybkę. Nawlekanie czy przebijanie kotwicą lub hakiem to naprawdę cierpienia. Robak czy owad też cierpi lecz trudno, nie można popadać w skrajności.

4) Złapaną wymiarową rybkę zabrać do domu czy wypuścić do łowiska? Moim zdaniem- masz ochotę to zabierz, Twój duch mówi o wątpliwościach? - zastanów się zanim zabijesz. Może jak wypuścisz to pożyje sobie długo, może też trafi na kolejnego wypuszczającego wędkarza.
Morskie ryby też kiedyś żyły, a idziesz je kupić. Przynajmniej te złowione przez nas szybko dostaną po głowie a nie zdychają ugniatane kolejną skrzynią ryb.
Zatem plusem jest gdy ktoś wypuści rybę ale nie może być minusem gdy ją weźmie. W każdej dziedzinie życia powinno się postępować na zasadzie "środka".
 
 
  porchmonkey4life

Od: 2009-06-06

Posty: 2

06 czerwca 2009 23:11  
coś w tym jest, ja tam jestem zwolennikiem zabierania ryb (oczywiście tylko wymiarowych) w celu zjedzenia ich. jak nie mam zamiaru jeść to wypuszczam. w każdym razie zgadzam się że czy zabierając czy nie, trzeba zrobić to tak, żeby ryba nie cierpiała. z drugiej strony to jakbyśmy mieli się patrzyć na to że inne stworzenia się męczą to człowiek nie miał by w sumie co jeść.  
 
  junior

Od: 2009-03-29

Posty: 27

09 czerwca 2009 12:59  
Osobiście traktuje wędkarstwo jako swoją prywatną formę relaksu i obcowania z przyrodą. Nie wyobrażam sobie swojego życia bez wędkowania, lub chociażby bez samego spaceru brzegiem rzeki. To mój sposób na życie, tak mi pasuje i tak mi jest dobrze.
Nawiązując do przedmówców - ryby traktuję jak współtowarzyszy takiego spędzania czasu. Jeśli mam szczęście i coś złowię, to robię pamiątkowe zdjęcie (aparat mam zawsze w kieszeni kamizelki) i z najwyższą ostrożnością wypuszczam.
Moje wędkarstwo ma otoczkę mistycyzmu, scalania się z przyrodą, obserwowania Jej, słuchania, wąchania... odbierania wszystkimi zmysłami. Zabijanie po prostu nie pasowałoby do tego wszystkiego, zburzyło by harmonię, estetyzm... i odebrałoby cała satysfakcję.
Mój przyjaciel powiedział kiedyś o swoich ulubionych pstrągach, że to Jego przyjaciele, a On nie zjada przyjaciół. Powtórzę więc za nim, że ryby są moimi przyjaciółmi, a ja przyjaciół traktuje tak samo, jak chciałbym by traktowali mnie.
Oczywiście nie ma róży bez ognia - jestem zagorzałym spiningistą i żeby złowić rybę muszę zadać jej ból jaki z pewnością zadaje wbita w pysk kotwica czy jigowy hak, ale i nad tym pracuję. To można chyba nazwać moim "środkiem" o którym wspominali przedmówcy. Nie popadam w skrajność i nie łowię nieuzbrojonymi woblerkami (wiem, że są tacy wędkarze), ale też minimalizuję cierpienie ryb starając się uwalniać je szybko i możliwie bezboleśnie, nie mówiąc już o tym, że ich nie zabijam.
Nie mam nic przeciwko wędkarzom zabierającym złowione ryby, ale osobiście uważam, że w dzisiejszych czasach większość z nas stać na to by kupić rybę w sklepie jeśli mamy na nią ochotę i takie "konsumpcyjne" wędkowanie jest dla mnie czymś zupełnie innym, niż moje - pod względem korzyści materialnych zupełnie bezinteresowne.
 
 
  dzikuss

Od: 2009-06-06

Posty: 18

11 czerwca 2009 22:31  
Cieszy mnie to, że są tacy ludzie. Mam nadzieję, że równierz urokliwym i przyjaznym wzrokiem patrzysz na wszystkie zwierzaki (choćby psy, koty i te dzikie istoty też). Spiningujesz, rzeczywiście jakiś ból odczuwalny jest przez rybę ale tak już musi być. Być możę wcale nie jest aż tak duży. Często stolarze jak sobie odetną piła palce patrzą się na rękę z niedowierzaniem i strachem ale ich nie boli (przynajmniej początkowo). Spining ma tą zaletę, że ryba nie połyka głeboko i stosunkowo łatwo usunąć hak. Mimo wszystko wtedy dopiero wydaje mi się, że ból jest najbardziej odczuwalny. Najgorzej jak trzeba użyć kleszczyków bo tak mocno się wbije. Przy innych metodach połowu jest o wiele gorzej. Czasem nie ma rady. Trzeba zabić by nie zadawać cierpień. Mimo wszystko trudno odrzucić te metody. Trudno też odrzucić wędkarstwo (a w tym i zabieranie ryb gdy mam ochotę) nawet przez miłośnika przyrody jakim jestem tak z wykształcenia jak i duchowo. Choć tak do końca nie można powiedzieć co będzie w przyszłości (człowiek się stale rozwija - przynajmniej powinien) aczkolwiek nie potrafię pomyśleć o wegetarianizmie. Człowiek musi, a właściwie powinien przyjmować białko zwierzęce. Mówisz, że każdy może kupić sobie handlowe ryby. Tylko czym się różni cierpienie świni od dzika, karpia ze stawu od karpia z jeziora albo złapana w sieć ryba morska (być może przeżyła większe męczarnie niż ta złowiona przez wędkarza)? Czyżby człowiek ustanowił sobie własne prawo moralności dla dziko żyjących zwierząt i osobne dla hodowlanych? Chyba tak. Żal przecież (zależy dla kogo) strzelić do pięknych jeleni pasących się na leśnej polance gdy widzi się w ich oczach, każdym ruchu pełnię życia, energię, bystrość. Być możę, że troszeczkę inne spojrzenie (na zabijanie) jest dla coraz częściej spotykanych ferm jeleni. Dla mnie jednak całkiem podobne - żal.
Inaczej jest ze zwykłymi świniami. Od dawien dawna hodowano po to by je zabijać. Czy jednak jest inaczej?

Są to problemy filozoficzne i nie do końca można je rozwiązać. Jedno jest pewne i to niezależnie czy zabijasz czy wypuszczasz: wszystkie drogi naszych rozważań powinny mieć zakończenie mówiące o wyobraźni własnego ducha czyli zwrócenie jego uwagi na cierpienia zwierząt, a w tym ryb.
 
 
  dzikuss

Od: 2009-06-06

Posty: 18

11 czerwca 2009 22:46  
No i o to chodzi, by zwracać uwagę na cierpienie innych istot żywych w tym ryb.
Złapałem kilka uklejek dla kota. Jednak mój pies sie podkradł i zjadł (ukleje, jeśli je czasem łapię zabijam od razu). Wcale się nie wściekłem na psa (przecież nie trudno o następną) tylko uśmiałem z jego przebiegłości. Ale wkurzył mnie jak jedną "wymamlał" i zostawił, a szedł po następną! Powiedziałem sobie pod nosem, że szkoda było życia tej rybki by została tak wyrzucona.
 
 
  tomaszokret

Od: 2009-02-03

Posty: 447

12 czerwca 2009 22:07  
Do JUNIOR, DZIKUSS: Z moich obserwacji wynika, że ból zadawany rybie przez wędkarza, przy odpowiednim ryby traktowaniu, jest znacznie mniejszy niż nam się wydaje.
Dwukrotnie zdarzyło mi się w jednym dniu złowić dwa razy tę samą rybę. Raz był to lin, raz brzana. Nie przeszkadzał im ani stres związany z holem, ani wyjęcie z wody, ani tkwiący w pysku haczyk (obie ryby zostały przeze mnie wypuszczone "za pierwszym razem" z hakiem tkwiącym w mięsistym pysku - doszedłem do wniosku, że mniej szkodliwe dla ryby będzie odcięcie haczyka niż siłowe wyrywanie haka z pyska). Po tym haku zresztą poznałem, że już je dziś widziałem... :-P
W tym roku założyłem akwarium, w którym trzymam wyłącznie "nasze" rybki. Okazało się, że po złowieniu, transporcie i wpuszczeniu ryb do akwarium (a więc stres do n-tej potęgi!) ryby podejmowały żerowanie jeszcze tego samego dnia!
Nie przesadzałbym więc z tym bólem... Ból jest rzeczą w przyrodzie normalną i naturalną, tylko my, ludzie, zaopatrzeni w środki przeciwbólowe wszelkiego rodzaju, zapomnieliśmy o tym...
 
 
  dzikuss

Od: 2009-06-06

Posty: 18

13 czerwca 2009 11:45  
Jutro ide utopic kota bo mam ich za duzo. Przecież go to nie boli. Jak mnie ugyzie następnym razem pies sasiada to mu zlamie kręgosłup, ale bedzie kwiczał, ha ha. Od dziś bede obierać ryby z łusek "na żywca", pewnie dla ryb to mały ból, a i tak są przyzwyczajone.
Jeśli podchodzisz do tego w ten sposób, że ból w przyrodzie jest rzeczą normalną to sorrki ale jest to wypaczone spojrzenie. Przynajmnie zmień styl pisania. Wiele chyba razy napisałem, że trzeba się trzymać starej chyba arystotelowskiej etycznej zasady "środka". Przecież wszystko zależy. Zależy w tym przypadku jaki hak, gdzie jest wbity itd. Uważasz np., że etyczne jest przebijanie żywej ukleji wzdłuż grzbietu kawałkiem grubego (jak dla ukleji) drutu ( zgoden z regulaminem!) i uważasz, że ją to nie boli i dalej uważasz, że ból w przyrodzie jest normalką wiec co tam taka ukleja i jej ból? Powtarzam, że do wszystkiego należy podchodzić zarówno racjonalnie jak i irracjonalnie ale zawsze kierując się jakimiś cnotami. Myślę, że Ty podchodzisz zdrowo ( tak jak powinno się podchodzić) ale piszesz tak jakbyś albo walczyl z sobą albo trochę nieprzemyślanie (z brakiem wyobraźni odczuć innych czytelników).
Myślę, że to drugie jest bliższe prawdzie. Świadczy o tym fakt, że sam zważając na ból lina wolałeś go nie odhaczać tylko wypuścić z hakiem. Postąpiłeś etycznie raz ze pomyślałeś o bólu ryby(to najważniejsze!), dwa, że dokonales (najprawdopodobniej) slusznego wyboru. Mam nadzieje, że mając zasadę, że wypuszczasz ryby (chodzi o to , że nie wiem czy wszystkie) zdajesz sobie sprawe z ich przyszlosci. Po prostu nie każdą rybę należy wypuścić w ten lub inny sposób trafioną hakiem. Niektore tego nie przeżyją czy to z pozostawionym hakiem czy też z usuniętym.
Złapałem dwukrotnie tą samą brzanę. Za pierwszym razem przypadkowo zaczepiłem ją hakiem o skórę przy płetwie brzusznej. Po miesiącu poznałem ją ze 100% pewnością (tym razem prawidłowo złapana). Niby niewinne ukłucie niewielkim hakiem a ryba miała wielocentymetrową zgniliznę w tym miejscu, nie do zagojenia.
Życia nie można dokładnie streścić w punktach regulaminów. Każdy przypadek wymaga ogólnego (regulamin, niepisane prawo moralne) jak i indywidualnego traktowania. Gdyby tak było nie istniałby zawód lekarz tylko klucze do oznaczania i leczenia chorób zawartych w punktach.
Mam nadzieje, że swoich wypowiedzi nie traktujesz jak kontratak ale to tak wygląda. Ja mam inny cel w tym, że piszę. Być może Twoje wypowiedzi mają ten sam cel. W każdym razie pomagasz mi.

Przeprowadzone dyskusje pomagają w dochodzeniu do prawdy, którą nigdy nie poznamy.
 
 
  tomaszokret

Od: 2009-02-03

Posty: 447

13 czerwca 2009 15:25  
Do DZIKUSS: Nie atakuję ani kontratakuję, ani nic - bo po co?

Zwracam uwagę jednak na dwie rzeczy.

Pierwszą jest nadmierne "rozczulanie" się nad bólem ryb - czasem wręcz histeryczne... Spotykam się z nie-wędkarzami, którzy pytają: "Jak ty możesz tak te rybki dręczyć?!". Otóż przykłady, które podałem świadczą, że ta udręka taka wielka nie musi być, jeśli się rybę odpowiednio potraktuje. Pewna delikatność w obchodzeniu się z połowem powinna być nam, wędkarzom, wrodzona - bez przesady jednak...
Drugą rzeczą jest to, że na owe cierpienia ryb patrzymy z ludzkiej perspektywy. Gdyby człowiekowi wbić gwóźdź w wargę prawdopodobnie straciłby apetyt, prawda? :-P Rybom to jednak nie przeszkadza, jak widać... Co oznacza, że są znacznie mniej wrażliwe na podobne bodźce.

W świecie zwierząt ból, stres, walka o przetrwanie są elementami codziennego życia. My, ludzie, jesteśmy pod tym względem dużo bardziej wrażliwi. Zapomnieliśmy bowiem o tym, co niesie ze sobą natura... A natura, oprócz kolorowych kwiatków na łące, to tak naprawdę jedno wielkie polowanie! Jeśli nas coś zaczyna boleć - biegniemy do lekarza, łykamy pigułkę i ból mija... Ryby muszą z tym żyć - albo paść ofiarą śmierci. Więc naturalnym jest, że uodporniły się na pewne sytuacje...

Ukleja z pewnością cierpi nabita na haczyk. Ale to cierpienie ma inny wymiar, niż gdyby tobie czy mnie przebić plecy stalowym prętem. Prawdopodobnie wyzionęlibyśmy ducha dość szybko. Że u ryb jest to inaczej podam dwa przykłady:
1. Mój znajomy potrafi łowić na tego samego żywca kilka dni. Jeśli nic na niego nie wzięło zdejmował go z haka, wkładał do wiaderka i następnego dnia przewlekał haczyk przez ten sam otwór. Zdarzyło się tak, że jesienią zachorował i po skończeniu sezonu szczupakowego został mu się jeden taki "używany" żywiec. Żywiec ten dotrwał w niezłym stanie do wiosny w beczce na podwórzu, po czym 1go maja został wypuszczony do jeziora. Trochę makabryczne, ale prawdziwe!
2. Byłem niegdyś świadkiem złowienia ok. 25-cio centymetrowej płoci, która najwyraźniej kilka lat temu wpłynęła w kłąb dość grubej żyłki i nie była się w stanie z niej uwolnić. Żyłka obrosła ciałem ryby... nie wiem trochę, jak to wytłumaczyć obrazowo... płoć wyglądała trochę tak, jakby ktoś ją poprzeszywał tą żyłką w kilku miejscach... Była przy tym w doskonałej formie! Próby uwolnienia ryby z tego kłębowiska zakończyły się jednak fatalnie - po wyciągnięciu żyłki z ciała płoć wyzionęła ducha w kilka chwil...

Staram się obchodzić ze złowionymi rybami delikatnie na tyle, na ile mogę. Nie antropomrfizuje ich jednak, tylko wychodzę z założenia, że im mniej ją uszkodzę, tym będzie miała większe szanse na przeżycie, podrośnięcie do większego rozmiaru i przyniesienie mi (lub komuś innemu) większej satysfakcji. I uważam, że właśnie to przenoszenie ludzkich uczuć i odczuć na zwierzęta jest swojego rodzaju wypaczaniem rzeczywistości...

Ale to oczywiście tylko filozofia, prawdy i tak nigdy nie poznamy... :-P
 
 
  junior

Od: 2009-03-29

Posty: 27

02 lipca 2009 14:29  
dzikussMówisz, że każdy może kupić sobie handlowe ryby. Tylko czym się różni cierpienie świni od dzika, karpia ze stawu od karpia z jeziora albo złapana w sieć ryba morska (być może przeżyła większe męczarnie niż ta złowiona przez wędkarza)? Czyżby człowiek ustanowił sobie własne prawo moralności dla dziko żyjących zwierząt i osobne dla hodowlanych? Chyba tak. Żal przecież (zależy dla kogo) strzelić do pięknych jeleni pasących się na leśnej polance gdy widzi się w ich oczach, każdym ruchu pełnię życia, energię, bystrość. Być możę, że troszeczkę inne spojrzenie (na zabijanie) jest dla coraz częściej spotykanych ferm jeleni. Dla mnie jednak całkiem podobne - żal.
Inaczej jest ze zwykłymi świniami. Od dawien dawna hodowano po to by je zabijać. Czy jednak jest inaczej?


Różnica nie polega na skali cierpienia, ale na tym kto je zadaje. Rzeźne zwierzęta czy poławiane sieciami ryby giną z rąk ludzi, dla których jest to praca - sposób na zdobycie środków do życia.
Wędkarz nie musi (a moim zdaniem nie powinien) zabijać złowionych ryb. Wędkarstwo amatorskie nie jest zajęciem zarobkowym, tylko formą relaksu, a trudno chyba podciągnąć zabijanie pod formę relaksu - przynajmniej dla ludzi zrównoważonych psychicznie.
To moim zdaniem zasadnicza różnica.
 
 
  Dariusz Dylewski

Od: 2007-11-14

Posty: 87

10 sierpnia 2009 17:46  
dzikuss

2) Jeśli trudno wyciągnąć hak to nie wyrywajcie z kawałkiem pyska rybki, daj po głowie (i to tak by ryba nie widziała) i wtedy wyciągnij. Jeśli ta (zabita już) ryba jest niewymiarowa to dajcie czaplom albo mewom.



Kłania się Regulamin Amatorskiego Połowu Ryb.

4. ZASADY WĘDKOWANIA

3.6. Złowione ryby niewymiarowe lub będące pod ochroną muszą być bezwzględnie
z ostrożnością wypuszczone do wody, nawet gdy ich stan wskazuje na niewielkie
szanse przeżycia.
 
 

Dodaj odpowiedź

Uczestnik forum oświadcza, że zapoznał się i akceptuje Regulamin forum

Ostatnio dodane wątki

Najnowsze posty

Najaktywniejsi