Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

Zarejestruj się

Wyniki zawodów

Relacja z Maratonu Wędkarskiego Koła PZW HTS i nie tylko…

Wyniki zawodów | 2018-07-31 | Publikujący: Koło PZW HTS

 

 

W dniach 28-29 lipca 2018r. na zbiorniku „Ósemka" w Przylasku Rusieckim rozegrany został Maraton Wędkarski koła HTS, w którym udział wzięło jedenaście dwuosobowych drużyn.

Na 27 i 28 lipca do Krakowa po raz pierwszy zajechała tak jaśniejąca niezmiennie Gwiazda, że aż księżyc przyćmiło .

Już od kilku lat tradycją się stało, że jeśli maraton jest w lipcu to musi przygrzać jak diabli, smażyć już od rana i przypiekać.

Na taką właśnie pogodę się zanosiło.

Było też inne miejsce na mapie Krakowa gdzie temperatura rosła z minuty na minutę mimo zachodzącego słońca ...........

 

Przez ostatnie trzy lata maraton wygrywała drużyna, ale pod warunkiem, że zawsze jej niepisanym liderem był kolega Włodzimierz Gębala. Dzisiaj startuje razem z Henrykiem Kozińskim, a pozostali uczestnicy zawodów zastanawiają się czy i tym razem pokaże kunszt wędkarski i dopasuje skutecznie swoją wiedzę do tak niesprzyjających warunków.

 

Gdzieś niedaleko inny Lider przygotowuje się powoli by dać popis swoich umiejętności i porwać tysiące ...........

 

Po sprawnym losowaniu drużyny rozjechały się na stanowiska by równo o godzinie 10.00 rozpocząć 24-godzinne zmagania. Niektórzy mieli na ustach „banana", inni minę nietęgą.

Były stanowiska gdzie słońce od pierwszych minut urządziło smażalnię, gdzie indziej zapowiedziało się na popołudniową wizytę z ogrzewaniem „prosto w twarz".

Obowiązki sędziego zawodów pełnił tym razem samotnie Mirosław Twardowski i na Jego znak 11 drużyn rozpoczęło rywalizację. Jedenaście....., a gdzie dwunasta? Przecież tak się przygotowali i od dawna było wiadomo, że........ Pozwolicie, nie będziecie mieli za złe, że do relacji ze zmagań wędkarskich wrzucę trochę prywaty od czasu do czasu. Wiem że muszę, wiem że mogę. Dla mnie to taka całość emocjonalnie związana i nie potrafię tego rozdzielić.

 

Dobrze wiemy jak skutecznie wędkarskie plany może pokrzyżować kobieta. Dwa wieczory Żelazna Dziewica pieściła swoich fanów w Tauron Arenie. To tak blisko, na wyciągnięcie ręki, że nie było innej opcji. Razem z Pawłem należymy tego wieczoru do Niej bez reszty. A co może być lepsze od koncertu IM ? Tylko dwa koncerty IM.

 

Wracając do relacji z zawodów zrobię to „po imieniu" ( i też nie będziecie mieli tego za złe koledzy).Tak długo się już znamy. Stanowisko 1 „za wierzbą" mieli szczęście wylosować koledzy Jan i Andrzej. Przystąpili od razu do łowienia „na bata" o gruntóweczce nie zapominając.

Na dwójce trochę przyczajeni „za krzakiem" wyżej wymienieni faworyci Włodzimierz i Henryk. Taktyka od początku podobna do sąsiadów, z tym że gruntówka trochę cięższa i rzut dalej pod wyspę. „Pod drzewem" na zakręcie przy numerku 4 rozłożyli się na bogato koledzy Janusz z Krzysztofem zaczynając wędkowanie lekko 5 metrowym batem.

Stanowisko 5 opanowali koledzy Marian i Edward. Patelnia bez krzaczka, więc szkoda męczyć się w pełnym słońcu spławikiem. Tutaj postawiono na rakietę, koszyk i paletkę (methodę). Szóstka przytulona do „wysokiego brzegu" należała na dobę do duetu Andrzej i Jerzy. Kiedyś już razem łowili w tym miejscu, więc nie tracąc czasu przystąpili do punktowania drobnicą cięższy kaliber zostawiając na noc.

Stanowisko 7 to „plaża". Tutaj niespiesznie, acz z ustalonym planem działania rozkładają wędziska koledzy Władysław i Marek. Zanęcanie, cztery gruntówki do wody i najważniejsze - wspólny posiłek. A kto by Nam kazał w spławiki patrzeć? Przysiadłem na chwilę i Ja  odpocząć, pot z czoła otrzeć. Chciałem sygnalizatorów posłuchać, ale totalna cisza.

Na ósemce „Ósemki", czyli „między wysepkami" powoli rosło obozowisko kolegów Ryszarda i Stanisława. Tutaj jest cień, tutaj jest przyjemnie, tutaj się będzie łowić gruntówką. Ważne by w nocy w wyspę nie trafiać tylko w przesmyk.

Tu wreszcie mają doradcę i kolegę zarazem. Tadeusz Wrona nie mógł usiedzieć w domu i wystąpił do wieczora w roli team runnera ( to tak z angielska).

Obok na stanowisku 9  koledzy Wojciech i Kacper, czyli młodość i rutyna w jednej drużynie. Tu trąci luzackim podejściem do wędkowania i nocnym polowaniem na leszcza. CSL i TTX. Obszedłem prawie cały staw by wreszcie dojść do kolegów „M" czyli Macieja i Marcina na kresach zbiornika, przy „wejściu na cypel". To tutaj wyznaczono stanowisko 11. Wykorzystują czas na łowienie drobnicy na spławik, bo niedługo i im słońce prosto w oczy zaświeci. Po czterech godzinach sędzia Mirosław przystąpił do pierwszego ważenia, by niepotrzebnie nie przetrzymywać ryb w siatkach na takim upale. Szału nie było. Drużyny budowały wyniki na płoteczkach i okonkach, a jedyną rybą godną uwagi rozpoczynającą walkę o „ wędkarskiego Asa" był ponad 40-to centymetrowy śliczny okoń ze stanowiska nr 3. Prowadzenie objął duet z „czwórki" mający ponad 3 tysiące punktów. Za nimi w kolejności ,3,1,2, 8,........ Do wieczora szybko czas upłynął. Nieznośny skwar powoli ustępował, a gdy na łowisku pojawił się niezawodny Adam Balicki znaczyło że zbliża się godzinna przerwa, wzmacniający posiłek i drugie ważenie. Kolega Adam nakarmił, a potem dźwigając trójnóg i wagę dołączył do sędziego w podróży wkoło stawu. W siatkach pokazały się leszcze łowione wędkami gruntowymi. Na godzinę 19.00  „big fiszem" został leszcz 1225 g ze stanowiska 1. Jan z Andrzejem objęli również prowadzenie w konkursie wynikiem ponad sześć i pół tysiąca punktów. Po piętach deptały im drużyny z miejscówek nr 2, 8, 9, 4, 6,........ Słońce niespiesznie chyliło się ku zachodowi, a drużyny gotowały się do nocnego łowienia  bo przecież noc mogła pozmieniać zupełnie kolejność. Wykorzystując krótką przerwę w braniach.....


Absencja na maratonie to nie strach przed ciemnością , a właśnie „Fear of the Dark", dwie minuty do północy to nie moment gdy w łowisko weszło stado leszcza, a „ 2 Minutes to Midnight". Wędkarskiego Asa tym razem zastąpił „ Aces High". Byłem i tam i tu tym razem w roli widza. A dlaczego dwa wydarzenia łączę w tej przydługiej relacji? Bo Adrian jest zapalonym wędkarzem? Nieeee!

 

To taki Mój ukłon i szacuj dla facetów grubo po sześćdziesiątce, którzy nie muszą już nic udowadniać. Dla tych którzy nie dla apanaży i zaszczytów, a dla wspólnej pasji i radości bycia razem. Widziałem ludzi, którzy dawali z siebie wszystko maskując doskonale zmęczenie. Tam w hali i tam nad zbiornikiem widziałem jak wspólna pasja jednoczy ludzi i dodaje sił. Miazga.

 

Niejedno „metalowe serce" na chwilę zmiękło, nogi się przygięły gdy  frontman Iron Maiden złożył hołd polskim lotnikom, którzy bronili Anglii w czasie II wojny światowej. Ukłon w stronę Tych którzy ginęli  walcząc w obronie innych i o ich wolność. O jakże dumnie być biało-czerwonym. Słownik ubogi by znaleźć odpowiednie słowa, widowisko, misterium, uczta dla ciała i duszy to wszystko nie odda klimatu i wrażeń. Mokre podkoszulki i pot na twarzy.

 

Wróćmy więc na łowisko. Podczas porannego ważenia śliczny  sandacz 2205 gramów z 11- tki był przez chwilę największą rybą, ale ostatecznie wyprzedził go karp Henryka i Włodzimierza  o wadze 2360 g. Faworyci ze stanowiska drugiego „ poszli po bandzie" doławiając jeszcze stado leszczyków o wadze przeszło 7 kilogramów. Dało Im to zdecydowane prowadzenie na cztery godziny przed końcem zawodów. Za nimi zrobiło się naprawdę gęsto. Różnica wagi między drugim a szóstym teamem to niecały kilogram. W kolejności 6, 8, 1, 11, 4....... Czy Włodzimierz pozwoli wydrzeć sobie prowadzenie na ostatniej prostej? Wydawało się to mało prawdopodobne. Po nocnym żerowaniu ryby wcale nie zainteresowały się przynętą i odpływały z zanęconych miejsc. Mówi się, że dopóki piłka w grze...... No ale zmęczenie dawało już znać o sobie. Pozostało ostatnie 4 godziny wędkowania. I już jestem z powrotem na łowisku. Karp 2290 pkt. nie dał co prawda nagrody za „big fisza" kolegom z łowiska „między wysepkami", ale pozwolił ostatecznie wskoczyć na drugie miejsce. Czego nie udało się im, tego dokonali sąsiedzi Marek i Władysław. Rzutem w taśmę, albo rzutem w nie zanęcone wyholowali skutecznie najcięższą rybę zawodów. Karp ważył  2455 gramów . Co Władysław zapina na haczyk i gdzie zarzuca tego dokładnie nie wiem, ale robi to niezmiennie skutecznie. Team „z wysokiego brzegu" czyli Andrzej i Jerzy ostatecznie spadł z wysokiego drugiego na czwarte miejsce.

Wreszcie sygnał na zakończenie maratonu, potem wolniejsze niż zwykle składanie sprzętu i pakowanie, zbiórka pod rybaczówką i gorąca  pożywna zupka. Może być i repeta byle w cieniu bo zaczyna już przygrzewać i robi się duszno. Kolego Włodzimierzu ! Jak Ty to robisz ? Zaś najwyższy stopień podium. Tym razem z Henrykiem. Gratulacje od Wszystkich. Końcowe wyniki sędzia zamieści w zestawieniu. Nagrody dla drużyn na miarę możliwości koła. Toć nie one najważniejsze, nie dla nagród się spotykamy .

Kończę tą przydługą relację, ale to był maraton więc opowiadanie musi być dłuższe.

 

Być może to ostatnie tak długie zawody, być może to ostatni taki magiczny koncert .Ja byłem i tu i tu. Dzięki. Wróciłem do domu bogaty. I jeszcze raz bo tego nigdy za wiele.

 

Mistrzami Maratonu HTS zostali: Włodzimierz Gębala i Henryk Koziński z wynikiem 16630 punktów

II miejsce Ryszard Batko i Stanisław Kucabiński  12740 punktów

III miejsce Jan Lackosz i Andrzej Oramus 11690 punktów  

 

GRATULACJE DLA WSZYSTKICH ! I jakby ktoś nie zauważył. Pół miliona wejść na stronę PZW HTS za Nami. Jest POWER, jest MOC !!!!!

 

Sklep wędkarski AS mieszczący się na osiedlu Stalowym 5 w Krakowie jak zwykle ufundował nagrodę za najcięższą rybę zawodów karpia 2455 gramów.

 

Foto w galerii


Tekst Krzysztof Bąk

Poleć znajomemu

Załączniki

Zdjęcia

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Wiadomości

Zebrania i spotkania

Kalendarz imprez

Polecamy

Forum - ostatnio dodane wątki

Członkowie PZW

Ostatnio komentowane wiadomości

Najaktywniejsi

Sonda

Czy byłeś na wędkarskiej wyprawie za granicą?
Tak
Nie
Wybieram się w tym roku
Głosuj wyniki

Na skróty