"FESTYN WĘDKARSKI DZIAŁACZY SPOŁECZNYCH KOSZALIŃSKIEGO OKRĘGU PZW Z OKAZJI 130 LECIA ZORGANIZOWANEGO WĘDKARSTWA W POLSCE" /Inne zdjęcia zobaczyć możesz w naszej galerii/
Ponad 80 społecznych
działaczy wędkarskich stawiło się w niedzielę w Rosnowie .
Celem spotkania były nie tylko
zawody w wielu konkurencjach wędkarskich, lecz także uczczenie 130 rocznicy
powstania zorganizowanego wędkarstwa w Polsce .
Finałem jubileuszu był festyn wędkarski dla
wszystkich działaczy, którzy ciągle coś
tam organizują ,czasu na nic nie mają i często zatracili w tym społecznikostwie
umiejętność władania wędką.
Kwietniowe wybory do władz PZW
zaowocowały nowymi działaczami, którzy w Rosnowie mieli okazję poznać się,
nawiązać osobiste i między kołowe kontakty, umówić na wspólne spotkania, zawody i akcje przeciw kłusownicze.
Gratulowano sobie wyboru do władz oraz tegorocznych wędkarskich sukcesów. Rozmowom nie było
końca, lecz szybka praca komisji
sędziowskiej i precyzyjny program festynu nie pozwalały na dłuższe pogawędki.
Emocje
wędkarskie rosły w miarę zbliżania się wyznaczonego terminu.
Codziennie ,
telefonicznie, byłem zasypywany pytaniami o rodzaje konkurencji, personalne
zgłoszenia „ kto już się zapisał, czy gdzieś ostatnio startował i w jakiej jest
formie, na co bierze, czy warto łowić na tyczkę, bata a może na bolonkę,
wmawiano mi wyższość zapachową zwykłego gnojaczka nad nowoczesnymi atraktorami, bo bardziej „śmie....dzi",
przepraszam, ładniej pachnie, lub „ tego nie zapisuj bo to zawodowiec".
Pierwsi do boju ruszyli
spinningiści ( 21 startujących)u których w momencie startu pojawia się instynkt
długodystansowca. Zawsze pragną
łowić samotnie i z dala od swoich konkurentów.
Najbardziej wysportowani
przemierzyli w niedzielę teren pomiędzy Mostowem i Rosnowem tj. około 8-10 km.
Gruntowcy rozsiedli się w
centrum Rosnowa gdzie wzdłuż brzegu
porozstawiali swoje bardzo czułe wędki.
Łowiono różnymi metodami.
Przeważali ci, co tradycyjnie łowią na drgająca szczytówkę.
U nich jak coś drgnie ,szarpnie
a najpewniej gdy rwie wędkę ku wodzie ,to znaczy, że „coś skubnęło" i należy
zacinać.
Łowiono także używając
akustycznych sygnalizatorów brań oraz na bombkę i styropian.
Jeżeli bombka uwieszona na
żyłce idzie w górę , grzechem byłoby nie zaciąć.
Marek Andreasik z Czaplinka preferował ciekawą i rzadko spotykaną metodę
„swing up"( „tańcząca szczytówka") zajmując drugie miejsce.
Wielkim aplauzem przywitano
dwóch działaczy, którzy posiadanym sprzętem i ubiorem różnili się od pozostałych.
Biała siermięga i wiekowy
kapelusz Harego Durka z Niedalina idealnie upodobniały go do wędkarza z końca
XIX wieku.
Do połowu używał leszczynowego
wędziska.
Zamiast żyłki miał konopną nić.
Do przyponu z końskiego włosia
dowiązał druciany haczyk a zestaw uzupełniał spławik wystrugany z
sosnowej kory.
Imponująco wyglądała szczupakówka z potężnym korowym
spławikiem przyozdobionym gęsim piórem.
Drugi zawodnik „retro"
Eugeniusz Kalinowski z „Przylesia" miał piękny zestaw wędek. Sześciometrową leszczynówkę łączył
oryginalną metodą drewnianych kołków.
Sensacyjnie przygotowana wędka
z poroża jelenia, do połowów ryb pod lodem, wzbudzała wielkie zainteresowanie.
Spławikowcy łowili rekordowo.
Uroczy „Rosnowski" kanał energetyczny na którym rozegrano
konkurencje spławikowe okazał się bardzo gościnny.
Po sygnale rozpoczynającym
rywalizację, do wody wrzucano kilogramy zanęty w postaci specjalnie dobranych
smakowo i zapachowo receptur zmieszanych z deserową porcją złocistej kukurydzy,
ochotki i „pinki".
Wzdłuż kanału rozchodził się
zapach anyżku, wanilii, kopry melasy, kokosowych wiórek czy wreszcie mielonych
skoro świt w kuchni ,w ukryciu przed żoną, prażonych ziaren konopi.
Tradycjonaliści na haczyk
zakładali świeżutkie „gnojaczki" i jak rytuał każe, przed wrzuceniem zestawu do
wody, lekko je popluwali.
To tak na wędkarskie
szczęście.
Startowało 40 zawodników i
wszyscy złowili ryby. Rekordzista , Zdzisław Trzebiatowski z koła „Kolajarz" z
Białogardu, złowił ponad 8 kilogramów, którym po zważeniu zwrócono wolność.
Organizatorzy festynu,
członkowie koła „Przylesie" z Koszalina przygotowali bogaty zestaw posiłków w
skład którego wchodziły następujące potrawy:
-
śniadanie bardzo lekkie,
tylko kawa, herbata, ciasteczka i to co żona każdemu na podróż
przygotowała,obiad składał się z kilku dań:
a.
kiełbaski pieczone na ruszcie wg przepisu Mietka
Harasima z Rosnowa,
b. grochówka wg receptury kwatermistrza festynu kol. Ryśka Jaśkiewicza (dużo majeranku, różnych ziół , magii ,wędzonki oraz kilogramy dobrej
kiełbasy). Wszystko to mieszano świeżo
wystruganą przez Leszka Jarczyńskiego z konaru dębu kopyścią.
c. pstrąg w przyprawach z
grilla skonstruowanego z dyszy samolotu odrzutowego, wg receptury Janusza
Opalińskiego z Rosnowa.
d. pstrąg wędzony na zimno
nad którym czuwał całą noc kol. Zygmunt Bagiński .
Chętni gasili pragnienie
oryginalną lemoniadą lub „jasnym żywieckim".
W czasie posiłku i w
oczekiwaniu na ceremonię zakończenia festynu uczestnicy skupiali się w grupkach, gdzie żywo
dyskutowano i opiewano swoje wędkarskie sukcesy.
Mówiono o złowionych szczupakach,
wspaniałych pstrągach , certach,
węgorzach, morskich okoniach, sandaczach,
płociach i olbrzymich leszczach.
„Hołubiono" jedynaczce festynu, prezes
koła „Nowe Sławno" kol. Ani Łuczak.
Ponieważ wędkarz nigdy nie
kłamie, lecz jest mistrzem w sztuce przesadzania, obserwowałem dziwne
zachowania się niektórych kolegów.
Oto jeden z nich na uginających
się kolanach pokazywał jak niósł do domu prawie dwudziestopięciokilogramowego
karpia i co kilka kroków przystawał, bo ręce mdlały, inny chwalił się złowionym
szczupakiem a ponieważ był niedużego wzrostu a rozciągniętych do granic
możliwości rąk brakowało, pokazywał długość złowionej sztuki od słupka do
słupka.
Wszystkich przebił kolega ,
który długość złowionego suma mierzył krokami.
Po prostu było wesoło.
Przybyły wraz z małżonką,
senator RP Piotr Zientarski, złożył nam jubileuszowe życzenia.
Życzył dużo zdrowia i tego co
nad wodą zwie się wędkarskim szczęściem. Był
zachwycony naszym łowiskiem, obiecał popierać związkowe, ekologiczno-wędkarskie
pomysły, obejrzał nowoczesny sprzęt wędkarski .
Zwycięzców uhonorowano
dyplomami i pucharami.
Wśród uczestników, na
zakończenie spotkania rozlosowano kilkadziesiąt nagród rzeczowych.
Na apel organizatorów o pomoc w
sponsorowaniu festynu działaczy, odpowiedzieli następujący właściciele sklepów
wędkarskich :
-
Kazimierz i Dariusz Dyś
- właściciele sklepu i hurtowni wędkarskiej „DARKO" z Koszalina'
-
Krzysztof Wyrwisz -
właściciel sklepu wędkarskiego „ABRAMIS" w Kołobrzegu,
-
Stefan Przychoćko -
producent błystek wędkarskich z Kołobrzegu i właściciel firmy „WĘD-SPORT"
Ponadto
wkład finansowy i rzeczowy wnieśli:
-
Okręgowy Kapitanat
Sportowy ZO Koszalin
-
Okręgowa Rada ds.
Młodzieży ZO Koszalin
-
Koło wędkarskie
„Przylesie" z Koszalina
-
Jerzy Makara - prezes
Srodkowopomorskiego Wędkarskiego Klubu Sportowego „Jurmen" z Koszalina
Uczestnicy
festynu wpłacali startowe w wysokości 20 zł.
Ponadto wystosowali apel do wędkarzy z Polski o wnoszenie datków pieniężnych
i wpłacanie ich na konto tych organizacji, które zajmą się zarybianiem rzeki
BUG gdzie na skutek zatrucia wyginęło kilkadziesiąt procent populacji różnych
gatunków ryb.
Na dobry początek zebrano 185 złotych.
