Jarosław Kocieliński:
–
Wędkuję od ponad 40 lat. Osiem lat temu kupiłem łódkę z silnikiem
elektrycznym i od tej pory większość wolnego czasu poświęcam na
spinningowanie. Najczęściej wędkuję w Odrze w Wałach Śląskich oraz w obu
płytkich kanałach leżących przed zaporą. Używam wędki Mikado 2,1 m,
kołowrotka Okuma Epix z plecionką 0,21 mm, a na przynętę stosuję miękkie
przynęty.
W sobotę 9 października było mgliście i bezwietrznie.
Ustawiłem łódź nad 8-metrową głębią i zarzucałem biało-czarne kopytko z
18-gramową główką w stronę płytkiej wody. Gumę zawsze prowadzę jednakowo
– 2 obroty kołowrotkiem, uderzenie w dno i znowu 2 obroty. I tak aż do
łodzi. 
Po paru minutach wyholowałem ładnego okonia, mierzył ponad 30 cm. Kolejne rzuty przyniosły sandacza 46 cm. Przestawiłem łódź o kilkanaście metrów w górę rzeki i dalej biczowałem wodę. W pewnym momencie poczułem lekkie uderzenie i rozpocząłem holowanie. Byłem pewien, że mam kolejnego sandacza. Gdy moja zdobycz znalazła się kilka metrów od łodzi, nagle odezwał się hamulec kołowrotka. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast stalowego cielska sandacza błysnęły srebrzyste łuski. Po podebraniu ryby okazało się, że złowiłem pięknego bolenia, który mierzył 86 cm i ważył 6,6 kg. Kolega wędkujący kilkadziesiąt metrów dalej uwiecznił nas na zdjęciu. To mój życiowy rekord!
W maju 2008 roku złowiłem tu na obrotówkę nr "0" karpia 17,5 kg. W sezonie łowię kilkadziesiąt szczupaków, kilkanaście okoni i sandaczy oraz kilka boleni. Moim marzeniem jest złowienie bardzo dużego suma, ale wiem, że na tak prowadzoną gumę jest to chyba nierealne, chociaż kiedyś wydawało mi się, że holowałem przez kilkanaście sekund coś dużego...
Komentarze (1)
Gągalski Mirosław Data dodania: 1 rok temu Oceń: 0 + / -
