Wędkarze
wybierający
się na głowatkę po raz pierwszy powinni wiedzieć, że nie lada to
przeciwnik. Ryba wyjątkowo silna i przebiegła, która wie, jak
wykorzystać do ucieczki wartki nurt górskiej rzeki. Głowatka na złoty
medal nie trafia się zbyt często, dlatego lądowanie dużej ryby udaje się
tylko nielicznym, którzy dysponują mocnym jak głowatka sprzętem.
Pamiętajcie o tym, aby nie zmarnować swojej życiowej szansy.
STANISŁAW DROBNY:
W
sobotę 27 listopada 2010 r. pada deszcz ze śniegiem. Zimno, mroźno –
czyli idealna pogoda na głowatkę. Już rankiem
zjawiam się nad Dunajcem w
Sromowcach Wyżnych
wraz z kolegami Jarkiem i Danielem, z tzw. paki sandaczowo-muchowej. Od
siódmej rano mieszam wodę już siódmym z kolei woblerem, i nic. Zakładam
duże kopyto na 15-gramowej główce. Bania głęboka, prawie na 3 m. Pod
nogami skały. Posyłam kopyto w głębinę i zaczyna się... Najpierw
20-minutowy odjazd. Sprzęt mam pewny, sprawdzony. Wędka Shimano Force Master Jerk 200 cm (14–50 g), kołowrotek Shimano Stradic 4000 FA,
plecionka Kamatsu 18 mm, przypon fluorocarbonowy do 20 kg. Ryba wychodzi
pod powierzchnię chyba 10 razy – potwór. Wreszcie słabnie i dzięki
pomocy Jarka ląduje na brzegu. Lądowanie było bardzo niebezpieczne, z
trzymetrowej głębi wprost na skały pokryte śniegiem.
Świadkami połowu są Jarek i Daniel oraz związkowi strażnicy z Okręgu PZW w Nowym Sączu. Miarka wskazuje 105 cm, a później waga 12 kg. To moja największa głowatka i prezent na 50. urodziny!
