Tegoroczne, 17 już Mistrzostwa Świata Kobiet w wędkarstwie spławikowym, odbyły się w dniach 29-31 października w Republice Południowej Afryki, na zbiorniku zaporowym Bloemhof Dam, niedaleko miejscowości Bloemhof. Sektory były podzielone na dwie częsci: A i B i oddalone od nich o ok 2km sektory C, D i E.
Ze względu na płasko schodzące od brzegu dno łowiska zawodniczki łowiły z platform usytuowanych w wodzie, oddalonych od brzegu o ok 7-10 m.
Reprezentacja Polski brała w tych zawodach udział w następującym składzie: Joanna Drgas, Kamila Justa-Kowalska, Lidia Kulka, Elżbieta Mach, Anna Roguska-Jurek i Małgorzata Wesołowska. Trenerem reprezentacji jest Sylwester Ginda, kierownikiem reprezentacji był Edmund Gutkiewicz, a drugim trenerem Wojciech Wysocki. W wyjeździe udział również brali Artur Kulka i Sławomir Pszczoła.
Zgodnie z podawanymi przez organizatora informacjami, główną zdobyczą zawodniczek biorących udział w tygodniowych przygotowaniach były karpie o średniej wadze ok. 1.5 kg, ale trafiały się i większe okazy tego gatunku. Prawdziwe również okazały się informacje o niechcianych przyłowach w postaci sporych sumów, które znacznie nadwyrężały wytrzymałość sprzętu zawodniczek, o czym na własnej skórze mogła się przekonać jedna z naszych reprezentantek już na poniedziałkowym treningu.
W popołudniowej sesji Joasia Drgas przeżyła emocjonujące chwile walki z sumem, który po ok. 18-20 minutach walki wydawał się już na tyle umęczony, że brakowało kilku chwil do wylądowania ryby. Niestety, w ostatnim momencie nie wytrzymał sprzęt zawodniczki i złamanie dwóch elementów topu uniemożliwiło poczucie radości z wygranej walki.
W kolejnych dniach nasze zawodniczki coraz lepiej sobie poczynały w łowieniu karpi, skutecznie unikając spotkań z rybami, które nie były celem naszych połowów, a mogących znacznie ograniczyć zasoby sprzętowe zawodniczek. Z informacji zbieranych przez zaplecze trenerskie wynikało, że w teoretycznie słabszej części łowiska Polki radzą sobie bardzo przyzwoicie. Wystarczy wspomnieć, że na środowym treningu w boxie, na którym w poniedziałek łowiły należące do grona ścisłych faworytek Angielki, nasze zawodniczki złowiły w sumie 10 ryb. Zawodniczkom z Anglii nie udało się tam złowić ani jednej ryby, a łowiącym dnia następnego (wtorek) w tym boxie gospodyniom zawodów tylko jedną rybę.
Ciągle jednak nasza ekipa czekała na zapowiadane napłynięcie większych ilości ryb i osiąganie wyników kilkudziesięciokilogramowych. Taka sytuacja na tym łowisku jest czymś naturalnym, o czym świadczą wyniki uzyskiwane w zawodach krajowych, które w trakcie pięciogodzinnej tury mogą w przypadku seniorów przekraczać 100 kg, a w przypadku kobiet i juniorów osiągać 80 kg. Niestety, podobnie jak w naszym kraju, tak i w RPA, ten rok jest rokiem wyjątkowym pod względem atmosferycznym. W terminie, w którym odbywały się zawody, powinna trwać w najlepsze pora deszczowa, która jest optymalnym czasem intensywnego żerowania ryb. Niestety, w tym roku pora deszczowa to tylko umowna nazwa. Wysuszona trawa i spalona słońcem ziemia, suche wodopoje w rezerwatach przyrody i oczekujące deszczu koryta rzek. Do tego wszystkiego dopasowały się również i ryby. Warunki pogodowe zmieniały się z dnia na dzień. Od pogodnego poniedziałku, z zimnym południowo-zachodnim wiatrem, poprzez duszny, wtorek z gorącym północno-wschodnimi podmuchami, aż po piątek, gdy zachodni wiatr wyrywał wędki z rąk, a po jeziorze przewalały się morskie, spienione fale. Być może to właśnie powodowało, że zapowiadane wyniki ciągle dla wielu uczestników zawodów były tylko afrykańską legendą.
W piątkowe popołudnie odbyła się ceremonia otwarcia. Tak jak całe zawody i ich oprawa była kolorowa, roztańczona i wyjątkowa. Wielobarwny korowód uczestników przy dźwiękach orkiestry przemaszerował główną ulicą miasteczka, którą jest sześciopasmowa droga krajowa, częściowo zamknięta na czas parady. Kilkaset dzieci ubranych w oficjalne stroje szkolne machało chorągiewkami w barwach narodowych RPA, wykrzykując nazwy poszczególnych krajów i robiąc niesamowity tumult. Duże wrażenie na uczestnikach otwarcia zrobiły również występy zespołów tanecznych, w tradycyjnych strojach, tańcem opowiadających afrykańskie historie.
Wszyscy jednak żyli już dniem następnym, w którym miała się rozpocząć sportowa rywalizacja.
Do zawodów nasza drużyna przystąpiła w następującym składzie: Elżbieta Mach sek. Ą, Kamila Justa-Kowalska sek. B, Małgorzata Wesołowska sek. C, Anna Roguska-Jurek sek. D i Joanna Drgas sek. E. Po porannym losowaniu stanowisk wiadomo było, że w dobrej strefie siedzi Małgosia (D4). Teoretycznie nieźle powinno być również u Asi Drgas, która siada na przedostatnim stanowisku zawodów E11.
Nieco gorzej jest u pozostałych naszych zawodniczek, zwłaszcza u Eli, która losuje stanowisko mocno cofnięte w stosunku do sąsiadek i u Ani, która lokuje się w zatoczce z nagromadzoną sporą ilością zielonego kożucha alg, utrudniającego łowienie (bywalcy jeziora Turawskiego wiedzą, o czym mowa).
Początek zawodów. Po wstępnym nęceniu chwila oczekiwania. Jak będzie dzisiaj? Ku sporemu zaskoczeniu, ryby pojawiają się już od pierwszych minut zawodów, ale -niestety- są to ryby łowione na odległościówkę. Tego nie spodziewali się nawet miejscowi. Mija jednak kilkadziesiąt minut zawodów i sytuacja na bliższym dystansie się poprawia. Po pierwszej godzinie okazuje się, że większość ryb holowanych na odległościówki pozostała w wodzie. W sektorze A Ela z 1 rybą zajmuje miejsce 7-8, w sektorze B Kamila ma 2 ryby; podobnie jak jej cztery rywalki. Więcej ma tylko Węgierka i Holenderka na zamykających stanowiskach. Bardzo dobrze od początku radzi sobie Małgosia Wesołowska, konsekwentnie łowiąc rybę za rybą. Niestety, nie jest dobrze u Ani Roguskiej-Jurek i Asi Drgas. W końcu jednak i u tych dwu zawodniczek sytuacja się poprawia. W drugiej godzinie zawodów trudne chwile przeżywa w sektorze A Ela Mach. Wysunięte do przodu zawodniczki skutecznie blokują ryby i wprowadzają nerwową atmosferę. W końcu udaje się Eli złowić kolejną rybę, ale to nie poprawia zbytnio jej sytuacji. Dalej bardzo dobrze w sektorze C radzi sobie Małgosia, która jako jedyna w tym sektorze regularnie łowi ryby tyczką. Do gry wracają Ania i Asia. Kamila łowi w tej godzinie 2 kolejne ryby i utrzymuje się w środku stawki. Ostatnia godzina należy do naszych dziewczyn. W końcu doczekały się nieco intensywniejszych brań na tyczki i mogły pokazać, na co je stać. 5 ryb w tej godzinie łowi Ela, 4 Kamila. Małgosia jest już klasą sama dla siebie. Fantastycznie finiszują Ania i Asia Drgas, której ostatnią rybą jest karp ważący ok 3kg, a którego hol, na długo zapadnie wszystkim w pamięci. Do końca zawodów pozostało kilkadziesiąt sekund, gdy w końcu po dwuminutowych zmaganiach ryba jest w podbieraku, dzieje się coś, czego nikt się nie spodziewa. Sztyca podbieraka się rozłącza i ryba z powrotem ląduje w wodzie. Na szczęście, haczyk ciągle tkwi w pysku ryby. Niewiele myśląc, nasza zawodniczka efektownym skokiem ląduje w wodzie, łapie za kosz podbieraka i szybko umieszcza w nim rybę.
Niemal biegiem rusza do brzegu. W momencie, gdy stawia nogę na lądzie, rozlega się sygnał kończący zawody. Po chwili radości dochodzi do mnie straszna myśl: zawodnik w wodzie - dyskwalifikacja!!! Na szczęście nie tym razem. Szczególne warunki łowiska wymusiły na jury zmodyfikowanie niektórych przepisów i w tej sytuacji ryba zostaje zaliczona do wagi. Nasze Panie spisały się w tej turze bardzo dobrze: sek.A Elżbieta Mach - 7 ryb, 9.324g - 7pkt; sek.B Kamila Justa-Kowalska - 8 ryb, 12.216g - 5pkt; sek.C Małgorzata Wesołowska - 17 ryb, 22.990g - 1pkt; sek.D Anna Roguska-Jurek - 7 ryb, 10.238g - 5pkt; sek.E - 5 ryb, 9.044g - 7pkt.
Ogólnie 25 pkt sektorowych. Wielka radość i trzecia pozycja po pierwszym dniu zawodów, za Węgierkami - 21pkt i Hiszpankami - 23pkt. Za nami ciasno: Włochy, Południowa Afryka i Anglia, wszystkie po 26pkt.
Po popołudniowej odprawie, na której odbyło się losowanie na drugi dzień zawodów, utrzymuje się dobry nastrój w ekipie. Sektorami zamieniają się Ela z Kamilą. Pozostałe nasze reprezentantki zostają w tych samych sektorach.
Taktyka na drugi dzień została tylko nieznacznie zmodyfikowana: zostały przygotowane odległościówki, które miały być użyte w pierwszej fazie zawodów w przypadku gdyby ryby nie chciały współpracować z tyczkami.
Poranne losowanie. Procedura nieco inna niż zwykle. Podobnie jak podczas Mistrzostw Europy w Portugalii - do wylosowanych poprzedniego dnia sektorów losowane są z ręki numery stanowisk. W przypadku łowiska z przerwą między sektorami jest to rozwiązanie słuszne i wydaje się być sprawiedliwe.
Szybko analizujemy poszczególne stanowiska. Sektor A - 7, po Rosjance, 6 ryb - 9 wynik, ale parę ryb zostawiła w wodzie. Jest nadzieja. Sektor B - 9, 10 wynik Czeszki. Słabo, ale wierzymy, że będzie lepiej. Sektor C - 6 bardzo dobra strefa, trzeci wynik Węgierki pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Sektor D - 1, bardzo słaba strefa. Dopiero dziewiąty wynik Holenderki i tylko trzy ryby złowione odległościówką. Nie jest dobrze. Sektor E - 12, teoretycznie bardzo dobrze, ale od teorii do praktyki daleka droga. Zobaczymy, jak będzie dziś.
Zaczynają się zawody. Pogoda podobna jak w dniu poprzednim. Warunki wydają się sprzyjające. W końcu 9.25 - nęcimy. Drugi sygnał pięć minut później i... "Cisza... Siedzimy... Nic się nie dzieje..." Sektor A - 30 minut bez ryby. Pierwsza na stanowisku A1. Do końca tej godziny pada tylko kilka ryb, w tym jedną ląduje Kamila. Wiele ryb z odległościówki zostaje spiętych. Nie jest dużo lepiej w sektorze B. W pierwszej pół godzinie cztery ryby z odległościówki: 2 Emma Pickering, po 1 Ela Mach i Węgierka Szabo-Petro. Sektor C wygląda najrybniej. kilka ryb złowionych odległościówką, zaczynają się również ryby u Małgosi Wesołowskiej. Jest dobrze. W sektorze E Asia ląduje rybę złowioną tyczką. Ogólnie nie ma dużych powodów do narzekań. Ryb jest na razie bardzo mało. Najtrudniej sytuacja wygląda w sektorze D, gdzie jesteśmy beż ryby. Tego się spodziewaliśmy i największą naszą troskę wzbudza przez większą część zawodów wynik Ani Roguskiej-Jurek. Druga godzina zawodów zaczyna budzić nasz niepokój. Rozkręcają się ryby łowione na dalszym dystansie. Ciągle nie ma ich pod tyczkami. Jedynie w sektorze C Małgosia Wesołowska "łowi swoje". Kamila w drugiej godzinie ciągle z jedną rybą. Na szczęście bez ryby pozostaje Włoszka i Angielka. Jedną rybę tylko ma również Afrykanka. Wszystkie te zawodniczki nas interesują najbardziej ze względu na wyniki uzyskane w sobotę. Nie poprawia się sytuacja w sektorze B. Pewnie prowadzi Angielka, dobrze łowi Włoszka i Afrykanka. Zerowa Ania w sektorze D. Drugą rybę odległościówką łowi Asia Drgas. Potrzebuje jeszcze jednej, żeby było naprawdę dobrze.
W końcu ostatnia godzina zawodów, a w zasadzie 40 minut. Dochodzą ryby pod tyczki. Kamila Justa-Kowalska łowi cztery, Małgosia Wesołowska ciągle łowi równym tempem. Niestety, już tylko jedną doławia Ela Mach. Udaje się również w końcu złowić rybę Ani Roguskiej-Jurek, ten jeden karp o masie 3.181g daje nam dziewiąte miejsce w sektorze. Do końca zawodów z dwoma rybami pozostaje Asia Drgas, podobnie jak jej cztery rywalki, ale ryby Asi ważą w tej grupie najmniej i wystarczają na zajęcie dziesiątego miejsca w sektorze, podczas gdy dwie ryby Holenderki dają jej czwarty wynik sektorowy.
Szybkie liczenie punktów i już wiadomo: drużyna nieco słabiej niż w sobotę, ale na pewno jest bardzo dobry wynik indywidualny Małgosi Wesołowskiej. 1 w sobotę, 2pkt w niedzielę. Na ile to wystarczy? Jak pozostałe "jedynki" z soboty. Jeszcze kilka chwil i telefon od Elaine Rossouw: "Your team member is silver!!! She is silver!!! Team is sixth, sixth!!!
Ogromna radość, łzy, niedowierzanie. Zmęczenie i stres są tak duże, że nie wiemy nawet, jak mamy okazać nasze szczęście. Indywidualnie to najlepszy wynik w historii startów Reprezentacji Kobiet na MŚ. Drużynowo też najlepszy wynik od kilku lat. Nie dociera do nas, ile osiągnęliśmy, aż do momentu, gdy prowadzący ceremonię dekoracji Mike Rossouw ogłosił: "...second place and silver medal goes to Malgorzta Vesolowki from Poland..." Ogromna radość całej drużyny!!! Polka rozdzieliła na podium dwie Hiszpanki - siostry Marię (1msc) i Susannę (3msc) Siles Alvarez.
Ogromny wysiłek i trud w przygotowanie do wzięcia udziału w tych zawodach. Pokonanie wielu przeciwności. Szukanie pomocy w wielu miejscach. Wyrzeczenia, koszty, poświęcenie czasu spędzanego z bliskimi i rodzinami. To wszystko zaowocowało dobrym wynikiem całej drużyny i medalem indywidualnym.
W tym miejscu poczuwam się do obowiązku wymienić wszystkich tych, dzięki którym tej wyjazd mógł zostać tak sprawnie przygotowany i przeprowadzony:
- Ernest Gutkiewicz - Sensas Polska;
- Edmund Gutkiewicz - Gut-Mix;
- Jarosław Smorczewski, Marek Machała - TRAPER;
- Piotr Lorenc - Lorpio;
- Tomasz Marciniak - Catfish;
- Sławomir Pszczoła - Robinson.
Chciałbym również podziękować za wsparcie i pomoc Zarządowi Okręgu PZW w Opolu i Katowicach. Mirosławowi Cichemu i Tadeuszowi Chądzyńskiemu z Zespołu ds. Młodzieży i Sportu przy ZG PZW.
Szczególnie jednak chcę podziękować zawodniczkom: Joasi Drgas, Kamili Juście-Kowalskiej, Lidii Kulce, Eli Mach, Annie Roguskiej-Jurek i Małgosi Wesołowskiej - za wiarę i chwile radości jakie mi dałyście.
Special thanks: Elaine & Mike Rossouw - without You it wouldn't be possible!!!
For special supporting: Mike Rossouw, Zandrieg Henning, Gideon Hayward Senior & Gideon Hayward Junior, Trompie Clark, Jaan v.d. Heever, Louis Steyn, Thys Venter & Thys Booyens. Thank You very much!!!
Sylwester Ginda
