ZDJĘCIA>>>>>TU
Łowienie gruntowe to jeden z najstarszych sposobów pozyskiwania ryb przeważnie dla celów konsumpcyjnych i handlowych a obecnie jest to ciekawa metoda amatorskiego i sportowego ich połowu.
Co prawda nasz praprzodek rozpoczął swoje zainteresowanie tym pływającym i łatwym do pozyskania źródłem białka, od tłuczenia go kijami czy kamienowaniem, by z czasem przejść do bardziej humanitarnych sposobów ich uzysku.
Czysta i zdrowa lecz przeważnie bardzo zimna woda skłoniła naszego prapradziada do dalszych przemyśleń. Obserwując sposób pobierania pokarmu przez ryby wykombinował, że po co brodzić w wodzie, nabawiać się kataru, szczękać z zimna zębami mocząc przy tym skrawki skórzanego odzienia, skoro można łatwiej, stojąc na brzegu, kusić ryby na ich ulubione przysmaki.
Z łukowatych zwierzęcych części kostnych wyszedł mu niezły haczyk. Współczesną żyłkę czy plecionkę zastąpił kawałkiem zasuszonego ścięgna, jelita czy łyka. Pozostało tylko nanizać na hak przynętę i .... hajda na ryby.
Czy tak rzeczywiście przebiegała ewolucja metody gruntowej, tego nie wiem, lecz czy nie można czasem pofantazjować?
W ubiegła niedzielę nad jeziorem Ostrowiec k/ Sławna odbyły się I Gruntowe Mistrzostwa Okręgu. W zawodach uczestniczyło 27 zawodników, w tym jedna kobieta i junior.
Osobiście nie przepadam za gruntowym połowem ryb, uważając, że jest to zajęcie bardzo statyczne, nie to co mój ulubiony długodystansowy spinning.
Do udziału a zawodach skrzyknąłem pięcioosobową ekipę z koła „Przylesie", w składzie której był aktualny mistrz koszalińskiego powiatu i gruntowa mistrzyni Koszalina.
Łowiono różnie. Przeważała metoda drgającej szczytówki. Tylko 2-3 zawodników zdecydowało się na „swing up" ( tłum. z angielskiego - „huśtawka w górę").
Zastosowałem ten sposób połowu, i to był strzał w dziesiątkę.
Dobrana smakowo i dobrze napowietrzona zanęta ( dwukrotne przetarcie przez wędkarskie sito), lekko uciśnięta na niewielkiej stacjonarnej spirali, wolniutko schodziła w 4-5 metrową głębię, tworząc zapachową smugę zanętową.
Na takim to „szwedzkim stole" bardzo intensywnie żerowały niewielkie płoteczki i leszczyki „dłoniaki".
Przynętą na haczyku były 2-3 ochotki stopowane małą pinką.
Brania ryb były bardzo delikatne. Stąd też zastosowana metoda "swing up" okazała się bardzo skuteczną.
Pierwszym mistrzem okręgu został Ryszard Skuciński wyprzedzając Mieczysława Sobczaka (obaj z koła Czaplinek) i Jerzego Makarę z „Przylesia". Kolejne miejsca zajęli :
Marek Andreasik (Czaplinek),
Eugeniuusz Kalinowski - Przylesie
Ryszard Dzikiewicz z koła przy KM Policji.
Organizatorzy - „Nowe Koło Sławno", spisali się znakomicie, zarówno pod wzglądem logistycznym, atrakcyjności nagród oraz gastronomicznym.
Serwowano znakomite i bardzo dekoracyjne nadziewane jaja ( nazwano je a, "la Ania"
- od imienia pani prezes koła), grilowane "Januszkowe kiełbaski", śledziki, kotleciki i świeże surówki.
Jezioro Ostrowiec jest malowniczo położone, brzegi są bezpieczne i dostępne na prawie całej długości. Podobno jest bardzo zasobne w ryby drapieżne, czyli szczupaki, sandacze i okonie.
Jeszcze w październiku spinningiści z klubu „Jurmen" postanowili je przetestować.
Komentarze (1)
Makara Jerzy Data dodania: 7 miesięcy temu Oceń: 0 + / -
Zapomniałem ująć w powyższym tekście, że został nagrodzony łowca największej ryby(kol. Skuciński), senior mistrzostw (E.Kalinowski), najmłodszy zawodnik oraz Elżbieta Gajewska, jako jedyna zawodniczka w tym zdominowanym przez mężczyzn gronie. Przez organizatora mistrzostw została nagrodzona bardzo praktycznym kuchennym przedmiotem. Tak to zostało zaplanowane przez gospodarzy a nie jak twierdzili złośliwcy, że ten przedmiot został wręczony na prośbę jej męża, także uczestnika tych mistrzostw, by pani Eli "wybić" wędkarstwo z głowy. Państwo Gajewscy to wędkarsko bardzo zgodna rodzina. Dodatkowo obdarowani zostaliśmy oryginalnymi dyplomami, na desce wypalono nazwisko oraz tekst.
