Szanowni, koleżanki i koledzy,
witam wszystkich serdecznie i znów przepraszam za brak aktualizacji, lecz jesień tegoroczna pechowa - mam nadzieję, że była - dla mojego sprzętu i dopiero dziś mogę coś napisać.
W tym pierwszym, po powrocie artykule, muszę niestety opisać, bezczelnie i bezkarnie, praktykowane zjawisko "kłusownictwa" na zalewie w Łosicach.
Na zbiorniku nadal obowiązuje całkowity zakaz połowu ryb drapieżnych!!! Nie dla wszystkich.
Od początku jesieni, kiedy nad wodą zasiadało coraz mniej wędkarzy, na ciągle niezarośniętych groblach, dało się dostrzec sylwetki spiningujących kłusowników. Bez żadnego zażenowania, bezczelnie, czasami "na oczach wędkarzy" wyciągnięto i wyniesiono grube kilogramy chronionych szczupaków! I nic nie dało się zrobić!
Gdzie jest błąd? Dlaczego taki perfidny proceder, uprawiany na oczach policji, straży rybackiej i wszystkich wędkarzy mógł mieć miejsce i pewnie nadal, miejsce mieć będzie?!
Jak to działa? Ano tak, że już kilku kolegów wędkarzy, którzy upominali barbarzyńców o zakazie, straszyli interwencją odpowiednich służb, czy też wzywali policję, nie mogą czuć się bezpiecznie, idąc w pojedynkę po mieście, bo już słyszeli mało wyszukane pogróżki - Łosice to małe miasteczko... Natomiast wzywając służby, że tak powiem, z ukrycia, często nie można się doczekać ich interwencji, a w międzyczasie obserwowany osobnik, wyciąga z wody dwa szczupaki, zapala papierosa i niespiesznie udaje się na degustację - o zgrozo! Służby się pojawiają, oglądają pusty brzeg i niespiesznie udają się na degustację...
Nie ma siły, żeby gościa przytwierdzić do brzegu i ze szczupakiem w ręku oraz blachą w wodzie kazać mu czekać na przyjazd np. fotografa, żeby fotę strzelił.
Jednakoż, wielu z nas widziało, kto proceder uprawiał i nawet ile ryb złapał...
Co robić?! Czekam na komentarze - dyskusja wydaje się nieuchronna!