Czekaliśmy, czekaliśmy na tę wyprawę no i w końcu doczekaliśmy się. Wyjazd 17 października, potem odpoczynek w hotelu po długiej drodze no i rankiem następnego dnia byliśmy już w porcie i ładowaliśmy do kutra sprzęt do połowów morskich. Czterech kolegów od kija: Jacek, Janusz, Heniek i Waldek z wiarą wypływało przeżyć niezapomniane chwile. Okazało się, że było warto, oj warto, jechać 600 km po to by połowic zupełnie inaczej niz dotychczas mieliśmy okazję.
Mocny sprzęt do połowów morskich sprawdził nam się doskonale, wędki i kołowrotki podczas holu dorszy z głebokości 40 m pracowały na pełnej parze tak jak i nasze mięśnie. Trzeba mieć niezłą siłę w rękach aby walczyć z tymi "smokami", jak to Waldi nazwał dorsze, przez cały dzień połowów. Wędkarze z mniejszą kondycją przed takim ekstremalnym wędkowaniem powinni najpierw udać się na siłownię celem uniknięcia późniejszych zakwasów.
Jednym słowem dorsze dały nam popalić i wymęczyły nas okrutnie. Dlatego też takie wędkowanie spodobało nam się nad wyraz i już planujemy kolejny wyjazd w niedługim czasie bo Koledzy wędkarze warto wybrać się nad Bałtyk w jesieni by powędkować na "masę" !
Komentarze (4)
Kowalski Paweł Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
Siwek Dariusz Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
Wam się udało. Ja byłem 7 listopada też z "Władka", ale mieliśmy mniej szczęścia. W zasadzie porażka. Szyper popłynął na głębiny, kiedy ryba była właśnie na 40-50 metrach. Dalej są tacy, dla których liczy się tylko zarobiona kasa. Od wyjścia w morze nie było innego tematu jak tylko rozliczenie. 150 zł za rejs, a w zamian niestety niewiele. Pozdrawiam.
marek_dci Data dodania: 2 lata temu Oceń: 0 + / -
No niezle panowie...lecz nie zawsze sa takie polowy szczegolnie po sztormach ryba jest rozproszona.Ja tez nie moge sie doczekac wyprawy dorszowej chociaz w tym roku bylem juz we wladku 2 razy to mam nadzieje ze w grudniu znowu wyplyne na dorsze.Tak trzymac panowie...
