Logowanie

Zarejestruj się

Aktualności

Śnięte ryby

Aktualności | 2010-04-27 | Publikujący: Koło PZW nr 16 Oława

Katastrofa ekologiczna na Piaskach

Pierwszy sygnał nadszedł w piątek 19 marca, gdy od strony Młynówki roztopił się dwumetrowy pas przy brzegu i z wody zaczęły wypływać ryby 

W sobotę ten pas poszerzył się do 10 m i wtedy pokazał się ogrom strat. W niedzielę cały zbiornik pokrywały dryfujące okazy tołpyg, sumów, amurów, sandaczy. Koło Miejskie PZW nr 16 umówiło na środę firmę utylizacyjną i wezwało wędkarzy do usuwania skutków rybnej tragedii.

We środę 24 marca o 15.00 przybyło nad zbiornik kilkunastu wędkarzy z  oławskich kół. Pracą kierował Andrzej Świętach, rozdał worki i rękawice. Kilkuosobowe zespoły przystąpiły do działania. Wśród uczestników był Ryszard Gawron, który jako jeden z pierwszych poinformował o sprawie padniętych ryb. Teraz stawił się do pracy z żoną Małgorzatą i dwoma synami. Byli też  m.in. Stanisław Kądziołka, Stanisław Karpiński i Ryszard Skibiński, który wyciągał ryby przy pomocy osęki, a na brzegu pakowano je w worki, do każdego po jednej.  Z trudno dostępnych miejsc w trzcinach Tadeusz Sobotowicz na swojej łódce  holował do brzegu potężne ryby. Wyłowiono ponad 50 tołpyg, o długości od 100  do 130 cm, ważące od 10 do 25 kilogramów, były równie okazałe sumy i amury. Kądziołka stwierdził, że wraz z innymi wędkarzami wpuszczał te tołpygi do wody w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Rysiek Skibiński skomentował wieczne pretensje wędkarzy o słabe zarybienia: - Teraz  niedowiarkowie nie będą wątpić, że ryby trafiały do wody i tu były. Wszystkich wędkarzy przygnębiał wielki żal po stracie tych ryb. Są świadomi, że na przywrócenie poprzedniego stanu trzeba kilkunastu lat i sporej ilości materiału zarybieniowego. Do oczekujących wędkarzy dotarła wiadomość, że umówiona firma utylizacyjna nie dojedzie w tym dniu, lecz dopiero w następnym. O godz. 18.00 zakończono sprzątanie, worki z rybami (około półtorej tony!) zwieziono w jedno miejsce. W następnym dniu firma zabrała ryby. Koszty utylizacji poniesie Koło Miejskie PZW nr 16 - zapłaci ze składek swoich członków.

Czy można było tego uniknąć? Odpowiedź jest jedna - nie! Przede wszystkim dlatego, że ten płytki zbiornik nie jest zasilany żadnym ciekiem, który systematycznie wprowadzałby natlenioną wodę. Po drugie - już w grudniu lód skuł zbiornik grubą warstwą, a późniejsze opady śniegu przysypały lód. Śnieg topniał parę razy, uszczelniając zalegającą warstwę. W tych warunkach trwał proces gnilny roślinności, a woda traciła tlen. Najbardziej czułe na brak tlenu są tołpygi i one pierwsze padły ofiarą natury. Następnie nie wytrzymały duże ryby - sumy, amury i sandacze - ich zapotrzebowanie na tlen jest większe niż ryb średnich i małych. Koło podjęło próby kucia przerębli i wiercenia otworów, jednak efekt końcowy całej sytuacji przeraża. Na wielu podobnych zbiornikach na Dolnym Śląsku  i w całym kraju zginęły setki ton ryb...

Poleć znajomemu

Zdjęcia

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.