Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

Zarejestruj się

Aktualności

Urlop karpiowy nad jeziorem Rogóźno - relacja Adama

Witam
Wysyłam zdjęcia i opis zasiadki na której został złowiony sum i kilka fajnych karpi. Nad waszym jeziorem biwakowałem na przełomie lipca i sierpnia. Przepraszam iż dopiero teraz przedstawiam swoją relację, ale niestety obowiązki zawodowe nie pozwalały mi na zajęcie się tą sprawą.
Adam Gola, Okręg PZW Kraków

Na początku muszę wytłumaczyć jak trawiłem nad Rogóźno. Siedząc na wczesno czerwcowej zasiadce karpiowej nad jednym z zbiorników nieopodal Krakowa zacząłem się zastanawiać gdzie w tym roku spędzić mój karpiowy urlop. Poprzednie cztery urlopy spędziłem poszukując dzikich karpi na wodach należących do Śląskiego PZW - no cóż , bywało różnie. Ilość zbiorników należących Katowickiego PZW ( a wód mają niemało) jest wprost proporcjonalna do ilości wędkujących na tych zbiornikach, presja wędkarska nad niektórymi jest wręcz gigantyczna, no i wędkarze „koczownicy" którzy biwakują nieustanie od wczesnej wiosny do późnej jesieni nad wodą w przyczepach kempingowych zajmując potencjalnie najlepsze miejscówki dla siebie i swoich rozlicznych znajomych. Na niektórych zbiornikach naprawdę ciężko jest się dopchać do wody.
Zbierając różne propozycje wypadu wakacyjnego od moich kolegów karpiarzy jeden z nich zaproponował: Jedź w Lubelskie, zaszyj się gdzieś nad jeziorem w lesie, nawet jak nie połowisz to przynajmniej odpoczniesz od ludzi. Wizja egzystowania w względnie odludnym i spokojnym miejscu w raz z moją najbliższa rodziną wydała się mi nad wyraz kusząca i zacząłem zbierać informacje na temat zbiorników należących do Lubelskiego PZW które rokują choć minimalne szanse na spotkanie z okazałym karpiem. W wszystkich informacja zbieranych z różnych źródeł wśród innych propozycji zawsze przewija się nazwa „Rogóźno" - rzut oka za pomocą Google maps na jezioro Rogóźno i już wiem że właśnie szukałem takiego miejsca. Naturalne jezioro, powierzchnia ponad 50 hektarów, głęļokość do 24 metrów, czysta woda, akwen cały otoczony lasem a do tego pływają w nim karpie o masie powyżej 20 kg - idealne miejsce - jedziemy!!!

Wyjazd na urlop nad Rogóźno planuję na wczesne godziny poranne w czwartek 20 lipca ale jak to zwykle bywa wszystko się opóźnia z różnych wcześniej nieprzewidzianych przyczyn i z Krakowa wyruszamy dopiero po godzinie 13tej. Przed Lublinem wpadamy w silną burze z bardzo intensywnymi opadami deszczu, momentami wycieraczki Troopera nienadarzającą usuwać wody z przedniej szyby i zaczynam się zastanawiać czy nie stanąć i nie przeczekać ulewy ale decydujemy się jechać dalej mimo wszystko żeby być nad wodą przed zmrokiem i znaleźć rokującą miejscówkę i rozłożyć biwak. Przed Łęczną deszcz na szczęście przestaje padać a my meldujemy się na przystani nad Rogóźnem około godziny 19tej. Po fali upałów miniona burza przyniosła zdecydowaną zmianę pogody, zrobiło się chłodniej, wieje, na pomoście nad jeziorem nie ma prawie nikogo. Rogóźno oświetlone resztkami dziennego światła prezentuje się bardzo tajemniczo i jednocześnie obiecująco, znacznie lepiej niż na zdjęciach w internecie. Stojąc na pomoście z synem kontem oka zauważam postać zmierzającą do jednego z przycumowanych pontonów z wielkim, ciężkim wiadrem jak się potem okazało pełnym ugotowanej kukurydzy. Podchodzimy do nieznajomego aby „zasięgnąć języka" i rozpoznaję w nim jednego z miejscowych karpiarzy Kacpra mającego na swojej liście sukcesów wiele tutejszych dużych karpi w tym kilka okazów ponad 20 kg - na bardziej kompetentną osobę nad Rogóźnem nie mogliśmy trafić. Kacper wyjaśnia nam na które miejscówki możemy dojechać samochodem i jak na nie dojechać a na które dostaniemy się tylko z wody za pomocą łodzi. Ku mojej radości Kacper oznajmia iż nikt w obecnym momencie nie nęci żadnej stałej miejscówki oprócz niego i mogę sobie wybrać w zasadzie każdą która wyda mi się obiecująca . Decydujemy się na tzw. Dziką plażę czyli miejscówkę na brzegu po przeciwnej stronie jeziora niż ośrodek. Po 10 minutach przez las dojeżdżamy na nią samochodem jedynie w celu rozpakowania bagaży których jest pewnie dobrze ponad pół tony a sam samochód po rozpakowaniu mam odstawić na parking ośrodka. W lesie jest już ciemno, ale miejscówka wśród drzew, z dobrym dostępem do wody i z obszernym miejscem pod namiot wydaje się idealna. Niepokoję się co znajdę w wodzie, jak będzie ukształtowane dno ale tym będę się dopiero martwił jutro, dziś nie starczy już czasu na rozpoznanie łowiska. Ja jadę odstawić samochód a reszta rodziny czyli moi współtowarzysze zasiadki chcąc nie chcąc zaczynają rozstawiać biwak.

Piątek rano - niemiła niespodzianka wczoraj wieczorem napompowany ponton jest na wpół sflaczały, musiałem zrobić w pontonie dziurę podczas transportu lub rozładunku. Dopompowuje ponton na maksa, oblewam burty delikatnie wodą i szukam ulatniającego się powietrza. Na szczęście dziura okazuje się nieduża ale i tak trzeba poczekać z rozpoznaniem łowiska kilka godzin zanim klej pod łatą nie wyschnie. Rozpoznanie łowisk z wody zaczynam dopiero po południu. Szukam czegoś charakterystycznego, odmiennego od otoczenia, miejsca odpowiedniego na karpiową stołówkę. Dno jest dość monotonne, piaszczyste ale udaje mi się znaleźć niewielką górkę około 80 metrów od brzegu wznoszącą się z jednej strony niecały metr ponad przeciętną głębokość a z drugiej opadającą łagodnie do głębokości 5,5 metra, dno z jednej strony górki wydaje się być twarde i stabilne. Tam właśnie zmierzam umieścić mój lewy zestaw a prawy około 15 metrów w bok od górki na głębokiej wodzie. W czasie mojego sondowania dna pojawia się „Ekipa karpiowa z Łęcznej" w liczbie trzech karpiarzy , okazuje się że chłopaki mają nęcone miejscówki na na prawo od wytypowanej przeze mnie górki i mój prawy zestaw jest nieomal na skraju ich miejscówki. Idziemy na kompromis - ja osuwam się nieco 15 -20 metrów w lewo a chłopaki nieco w prawo. Przygotowuje zestawy i zanętę - kulki własnej produkcji w dwóch zapachach, pellet i kukurydzę intensywnie zalaną boosterem. Późnym popołudniem znów zbiera się na burzę a ja chcę wywieźć zestawy jeszcze przed deszczem, zaczyna intensywnie wiać gdy wywożę pierwszy zestaw pontonem, wypływam z drugim zestawem zaczyna mocno padać, lokuje zestaw w łowisku a do brzegu wracam całkowicie przemoczony. Burza szybko mija, wieczorem i w nocy nic się nie dzieje, no może nie do końca nic bo „Ekipa karpiowa z Łęcznej" zaprasza mnie na spotkanie integracyjne.
W sobotę po śniadaniu wypływam pontonem po dostawę świeżej wody do picia, gdy wracam w momencie gdy ponton dotyka brzegu prawy z moich sygnalizatorów zaczyna piszczeć. Co prawda to nie karpiowy odjazd z kołowrotka tylko szarpanie hangerem ale i tak podcinam i czuję na zastawie jakąś niewielką rybę która po doholowaniu do brzegu okazuje się niespełna 2 kg leszczem. Ponownie wywożę jeden z zestawów i donencam drugi a wcześniej złowiony leszcz trafia z powrotem do wody. Niestety okazuje się że miejscówka na Dzikiej Plaży ma jeden istotny minus - brzeg na którym jest położona jest cały czas w cieniu, drzewa dochodzące nieomal do samego jeziora i zwisające nad wodą gałęzie skutecznie blokują bezpośredni kontakt z promieniami słonecznymi. Mimo iż miło się siedzi w cieniu podczas upału zauważyliśmy że na tej miejscówce nie ma gdzie postawić 100 watowej baterii słonecznej służącej do ładowania akumulatorów, nie ma gdzie postawić w słońcu specjalnych czarnych zbiorników do nagrzewania wody do mycia no i najważniejsze dla damskiej części mojej rodziny czyli żony i córki - nie ma możliwości poopalania się. Spędzenie dwóch tygodni w cieniu nie jest zbyt zachęcające, komary w takim miejscu są aktywne cały dzień. Rozmyślania na tym gdzie szukać słońca przerywa głos Delkima , delikatne podciąganie z kołowrotka ponownie na tej samej prawej wędce i po krótkim holu 3-4 kilogramowy karpik trafia na matę. Wypuszczam karpia z powrotem do wody bez warzenia. Wreszcie coś się zaczyna dziać - moja taktyka nęcenia przynosi skutki. Wieczorem i w nocy u mnie cisza , natomiast „Ekipa karpiowa z Łęcznej" zalicza potężny odjazd na skrajnie prawym zestawie, chłopaki wypływają po rybę pontonem ale niestety po kilkuminutowym holu ryba spada z ich zestawu. W niedziele nic się nie dzieje, sygnalizatory milczą, słychać tylko bzyczenie komarów i czuć narastającą frustracje moich pań - na całym Rogóźnie świeci słońce a na naszej miejscówce wieczny cień. Słońce zaczyna się dopiero 5-6 metrów od brzegu. Zaczynam się zastanawiać nad zmianą miejsca, trochę mi szkoda zainwestowanego czasu na mojej górce tym bardziej że pogoda i ciśnienie ma się ustabilizować i liczę że powinny zacząć wchodzić w nęcone miejsce większe karpie. Biorę ponton i płynę zlustrować z synem Słoneczną Plażę, miejsce pod względem biwakowym wydaje się znacznie lepsze, jest słońce, jest cień pod drzewami gdzie można ustawić namiot, i idealne miejsce do kąpieli czysta piaszczysta łacha ciągnąca się w jezioro na jakieś 25 -30 metrów. Od strony wody wieje delikatna bryza w ogolę nie czuć upału, jest na kąpielisku kilka osób ale to niedziela, pogoda piękna więc nie ma się co dziwić iż miejscowi przyszli nad wodę. Wracamy na Dziką Plażę, do cienia, chłopaki z Łęcznej którzy właśnie się pakują przestrzegają mnie przed incydentami z „miejscowymi" do jakich dochodzi na Słonecznej Plaży, ale ja mam nadzieję iż w tygodniu na kąpielisku nikogo lub prawie nikogo nie będzie.
Poniedziałek - po szybkim śniadaniu zapada ostateczna decyzja: przenosimy się na Słoneczną Plaże. Zaczynamy składać obozowisko , dwa namioty, 4 łóżka, lodówka, panele słoneczne, butle z gazem itd..... - jest tego naprawdę sporo moim Kolibri 2,6 m będę to przewoził chyba cały poniedziałek. Z pierwszym zapakowanym pontonem przewożę żonę a potem pływam wahadłowo pomiędzy starą a nową miejscówka przewożąc klamoty. Robię 7-8 kursów pontonem tam i z powrotem i wczesnym południem mogę stawiać namioty na nowym miejscu. Potem znowu do pontonu i rozpoznanie łowiska, dno wydaje się tu znacznie bardziej monotonne pas moczarki ciągnie się od przybrzeżnych trzcin do głębokości 3- 4 metrów, za pasem moczarki na głębokości 5 metrów znajduję twardy kawałek dna o średnicy kilku metrów i tam decyduję się postawić zestawy.
Tak jak poprzednio 3 kilo kulek , pellet, kukurydza mocno zalana boosterem. Jeden zestaw na twardym dnie w centrum nęconego miejsca drugi zestaw z kulką pop-up kilka metrów z boku. Wracam na brzeg i kontynuuję rozkładanie biwaku, wieczorem kilka krótkich piknięć sygnalizatora to prawdopodobnie drobnica weszła w zanętę. Noc upływa bez brania, wczesnym rankiem w wtorek branie i kolejny leszcz, potem następne leszowe branie ale tracę rybę w pasie moczarki, ciężko będzie doholować większą sztukę do brzegu przez te wodorosty. Pogoda stabilizuje się, nad Rogóźnem rozciąga się słoneczny wyż niestety wraz z słoneczną pogodą nad wodą zaczyna pojawiać się coraz więcej plażowiczów. Po południu jeszcze dwa niewielkie karpiki - obydwa trafiają z powrotem do wody. W odróżnieniu od karpi nie możemy narzekać na brak plażowiczów tłumnie odwiedzających Słoneczną Plażę, kąpiące się dzieci, dzieci kąpiące psy, rodzice tych dzieci myjący rowery pomiędzy kąpiącymi się dziećmi i psami. Wraz z nastaniem mroku znikają plażowicze a pojawia się spokój.

W środę zamierzam wybrać się po zaopatrzenie do sklepu ale najpierw poranna kawa i śniadanie. Siorbiąc poranną kawę słyszę dwa piknięcia mojego Delkima , potem kolejne dwa, trzy piknięcia a następnie potężny odjazd z kołowrotka. Odstawiam kawę i biegiem do wędki, podnoszę kij i już wiem że ryba nie jest mała, nauczony poprzednimi doświadczeniami wsiadam do pontonu i płynę po rybę. Ryba zaczyna uciekać na głęboką wodę, i wcale nie zamierza się łatwo poddać. Gdy udaje mi się ją podciągnąć pod powierzchnie widzę smukłego, bardzo sportowego karpia który zaczyna ponownie dzielnie walczyć gwałtownie nurkując na głębokiej wodzie. Po kilku dynamicznych zrywach, karp zaczyna słabnąć i za drugim razem udaje mi się go wprowadzić do podbieraka. Dopływam do brzegu przygotowuję matę i po raz pierwszy idę po wagę nad tym jeziorem. Waga po odliczeniu ciężaru maty pokazuje 18,400 kg - jestem zadowolony pierwsza konkretna ryba z Rogóźna i to po dwóch dniach nęcenia. Szybka sesja zdjęciowa, karp jest bardzo smukły, nieomal bezłuski i z pewnością nie był dawno przez nikogo złapany. Jeszcze kilka zdjęć w wodzie i ryba w ekstra kondycji wraca do wody a ja ściągam drugi zestaw i płyniemy z synem po zaopatrzenie.
W czwartek doławiam jeszcze kilka mniejszych karpi o wadze 2-3 kg, wszystkie w dzień i lub o poranku, w nocy nie dzieje się nic - kompletna cisza. W piątek około godziny 9tej kolejne intensywne branie i większy karp o wadze 14. 200 kg w znakomitej kondycji. Tym razem na prawej wędce z centrum nęconego miejsca. Kolejne branie z tego samego miejsca następuje około godziny 13 tej, tym razem ciemny karp o wadze 16.300 kg, sesja zdjęciowa i karp wraca do wody. Do wieczora już spokój - bez brań, oczywiście jak zwykle dopisują plażowicze, dzieci, psy, rowery, motory itp. Fala upałów na całego, środek tygodnia, jedni amatorzy kąpieli odchodzą, na ich miejsce przychodzą następni. Niekończący się korowód mieszkańców okolicznych wsi którzy przychodzą się odświeżyć nad jezioro, teraz nawet po zmroku.

Weekend mija pod znakiem pięknej pogody, tłumu amatorów kąpieli i plażowania na Słonecznej Plaży, jeszcze więcej ilości dzieci i psów, bandy wrzeszczących nastolatków oraz jeszcze dodatkowo łódek wypożyczanych z ośrodka na których przypływali kolejni wczasowicze spragnieni wypoczynku na łonie natury.

W poniedziałek około 8:30 kolejne branie - znowu przerwane śniadanie. Wsiadam do pontonu i płynę po rybę, ryba walczy na głębokiej wodzie ale zdecydowanie krócej i już za pierwszym razem udaje się ją wprowadzić do podbieraka. Kładę karpia na macie, bardzo charakterystyczna ryba z dużymi łuskami u nasady ogona. Ślady w pysku ryby oraz powierzchniowe otarcia wskazują że niedawno ktoś ją złowił - jak się potem okazało ta ryba była złowiona w ostatnią sobotę po przeciwnej stronie jeziora. Moja waga wskazywała 15,400 kg po odliczeniu maty.
Upały trwają nadal, słońce smaży niemiłosiernie, woda robi się coraz cieplejsza, brania karpi i leszczy zaczynają zanikać. Na Słonecznej Plaży na szczęście nie czuć upału, ale woda w jeziorze jest ciepła jak w basenie, jedyne co teraz można robić to szaleć wraz z plażowiczami w wodzie i opalać się na plaży. Całe szczęście że jest cień pod drzewami, oraz lodówka a w lodówce zimne napoje.

O godzinie około trzeciej w nocy w czwartek 3 sierpnia budzi mnie odjazd na mojej prawej wędce, odjazd nie jest zbyt gwałtowny aczkolwiek z gatunku tych nie „nie do zatrzymania", wsiadam do pontonu i płynę po rybę. Ryba cały czas odpływa w kierunku środka jeziora, nic sobie nie robi z tego że próbuje ją zatrzymać, idzie cały czas dnem, nie mogę jej podnieść. Nagle ryba staje na głębokiej wodzie a ja usiłuje ją podciągnąć do powierzchni , już wiem że to chyba raczej sum a jeśli karp to rekordowy. Wyginam moją delikatną 3 metrową karpiówkę do granic możliwości, ryba powoli zaczyna się odrywać od dna i udaje się ją podnieść jakieś 2 -3 metry. Następuje zwrot akcji - ryba rusza w kierunku brzegu i ciągnie mnie na pontonie niewiele sobie tego robiąc. Jak wejdzie w pas moczarki i zrobi tzw. snopek z wodorostów może mi się jej nie udać podnieść. Teraz już wiem że to na pewno sum i to nie mały. Stawiam wszystko na jedną kartę, włączam silnik na wsteczny bieg i dokręcam hamulec kołowrotka do oporu. Sum powoli staje, jeszcze dwa kółka pod pontonem i widzę jego wąsatą mordę. Ryba właściwie przestała walczyć, stawia opór jedynie swoją masą. Jeszce dwa odejścia od pontonu i próbuję zapakować suma do podbieraka, podbierak jest 50 calowy czyli największy z karpiowych ale wsadzić suma udaje się dopiero za którymś razem. Dopływam do brzegu, sum nie jest może najdłuższy ale naprawdę gruby, wywlekam go na płytką wodę i tam mierze - wychodzi mi coś ponad 180 cm. Próbuje go podnieść żeby wsadzić suma na mate ale niestety jest zbyt ciężki, próbuje kolejny raz ale zdaję sobie sprawę że i tak go nie zważę, wagę mam do 45 kg a ten wąsaty jest na pewno sporo cięższy. W międzyczasie wstaje moja żona i udaje mi się ją namówić mimo wczesnej pory do zrobienia zdjęć z sumem. Podnoszę suma do zdjęcia w wodzie i szacuje jego wagę na pewno na ponad 60 kg. Sum po sesji zdjęciowej wraca do wody a ja zmęczony do łóżka - wędkę wywiozę później.
Wielki sum był moją ostatnią rybą złowioną na Rogóźnie - fala upałów spowodowała kompletny zanik brań do końca mojej zasiadki.

 

Poleć znajomemu

Zdjęcia

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Nasze Menu

Nasze filmy

Nasze wiadomości

Ostatnio komentowane wiadomości

Nasi członkowie

Nasze zdjęcia

Nasza sonda

Jak oceniasz poziom prezentacji działań koła na tej stronie?
Strona w pełni spełnia nasze oczekiwania.
Może być, ale jeszcze jest dużo do zrobienia
Na tym portalu są ciekawsze strony
Wolę posiedzieć przy wędce niż przy komputerze
Głosuj wyniki

Na skróty

Ilość odwiedzin