Logowanie

Zarejestruj się

Aktualności

Moje spotkania z rybą - cz.4

Aktualności | 2010-06-22 | Publikujący: Okręg PZW w Siedlcach

Dęby

Wnikliwy obserwator nadbużańskiego krajobrazu zapewne zaprzeczy panującej powszechnie opinii o tym rejonie, jako obszarze „lasków, piasków i karasek”. Wędrując szlakiem od Nepli po Drohiczyn można napotkać pozostałości po pradawnej puszczy. Owe relikty, to resztki po „królach” lasów czyli pniaki po dębach mierzące nierzadko 3 – 4 metry średnicy. Część pni owych dębów jest zatopionych w nurcie Bugu i tam uszlachetnione czasem, a szczególnie specyficznymi warunkami naturalnymi, stanowi doskonały materiał meblarski najwyższej jakości (znany jako „czarny dąb”, „polski heban”, itp.), na szczęście, a być może nieszczęście tego regionu, poszukiwaczy tego drewna nie ma zbyt wielu. W okolicach wsi: Zabuże, Mierzwice, Kózki i Drażniew zachowały się spore skupiska dębowych gai. Jak przypominam dziś sobie z nutką nostalgii, odbywały się w nich festyny ludowe – jak choćby „Święto Morza” w Kózkach, gdzie występował między innymi Zespół Pieśni i Tańca z Klimczyc pod kierownictwem nieodżałowanej pamięci Pana Banasia.

Dęby dębami – chociaż to temat ciekawy, wrócić muszę do mego zasadniczego tematu, czyli „taaakiej ryby”. Znane nie tylko miejscowym wędkarzom siedlisko ryb znajduje się w zakolu Bugu w pobliżu lasu Trojan. Zdobycie tam właściwego miejsca jest bardzo trudne, amatorzy sumów moczą bowiem tam kije i w dzień i w nocy. Także zimą owe łowisko jest ulubionym terenem połowów spod lodu dla wędkarzy z kół łosickiego i sarnackiego. Na „Trojanie” spotykałem wędkarzy nawet z Krakowa; na pytanie: - co robią w Mierzwicach, opowiadali, że jadą na łososie w koszalińskie, ale po drodze chcieli zapolować na suma – i tak trafili nad Bug. Moja wędka w porównaniu ze sprzętem sąsiadów wyglądała jak „ubogi krewny”, pierwszy raz w życiu widziałem właśnie na Trojanie wędki z czujnikami, z ustawieniem na dzwonek w dzień i światełko w nocy. Sceptycznie nastawiony na złapanie suma udałem się z lekką wędką na połów płoci. Połów okazał się dość udany, złowiłem ich około dwóch kilogramów. Po zapadnięciu zmroku powróciłem „na suma”. Po pewnym czasie zauważyłem drganie szczytówki na mojej „bieda – wędce” – i, ku ogromnemu zdziwieniu moich sąsiadów uzbrojonych w super sprzęt – wyciągnąłem suma o długości około jednego metra i wadze w granicach 7 kilogramów. Krakowscy wędkarze podnieceni moim sukcesem swój wyjazd w koszalińskie opóźnili o kilka dni. Atrakcyjność tego łowiska w niedługi czas potem potwierdził sukces kolegi z Sarnak, który wyciągnął suma dwumetrowego, o wadze ponad 30 kg, a zdarzały się brania okazów znacznie większych... niestety żyłka nie wytrzymywała i mimo solidnej pomocy sąsiadów wędkarzy sum olbrzym wyrywał się na wolność.

Wędkarstwo jest nałogiem, przekonałem się o tym niejednokrotnie, przykładem choćby jest pewien młody wczasowicz z mierzwickiego ośrodka ZOZ, któremu pewnego letniego popołudnia użyczyłem (jako wiernemu kibicowi moich wędkarskich poczynań) luźnej wędki na płocie. Zajęty w tym czasie rzucaniem spinningiem na szczupaka zauważyłem mimochodem, że ów młodociany adept sztuki wędkarskiej ma coraz to branie. Domyśliłem się, że przynętę atakują bolenie. Początkujący wędkarz nie wyjął w owym czasie żadnej ryby, ale sam połknął wędkarskiego bakcyla i do dziś można go spotkać moczącego wędki w łosickim jeziorku...

Andrzej Koźluk

Poleć znajomemu

Zdjęcia

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Nasze Menu

Nasze filmy

Nasze wiadomości

Ostatnio komentowane wiadomości

Nasi członkowie

Nasze zdjęcia

Nasza sonda

Jaki jest Twój stosunek do utworzenia forum na stronie Okręgu PZW w Siedlcach?
Tak, forum jest potrzebne.
Nie, nie widzę potrzeby umieszczania forum.
Jest mi to obojętne.
Głosuj wyniki

Na skróty

Ilość odwiedzin