Jak podaje Gazeta Olsztyńska (gazetaolsztynska.pl):
Wiosną ruszy pionierski program Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie. Naukowcy chcą lepiej poznać zachowania szczupaków i sandaczy wypuszczanych do jezior. Wszystko po to, by było ich więcej w naszych wodach.
Mirosław Szczepkowski z Zakładu Hodowli Ryb Jesiotrowatych w Pieczarkach koło Giżycka: — Głównym celem tego programu jest poprawa zasobów ryb drapieżnych w naszych wodach.
Badania pokażą nam, kiedy najlepiej wypuszczać ryby z chowu basenowego i jaką powinny mieć wielkość. Dzięki temu znaczenie zwiększymy populację szczupaka i sandacza.
Dlaczego jest to tak istotne? — Ponieważ te ryby pełnią ważną funkcję w środowisku wodnym — odpowiada ichtiolog. — Oczyszczają zbiorniki ze słabszych osobników i ograniczają populacje ryb, które nagminnie się mnożą, czyli ryb karpiowatych. Poza tym wędkarze najchętniej łowią właśnie drapieżniki, czyli szczupaki i sandacze — przekonuje ichtiolog.
Program Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie będzie składał się z dwóch typów badań. Do pierwszego zostaną wykorzystane ryby wyhodowane w basenach o zamkniętym obiegu wody w Zakładzie Hodowli Ryb Jesiotrowatych w Pieczarkach. Pochodzące stamtąd szczupaki i sandacze zostaną specjalnie oznakowane za pomocą różnego typu znaczników, między innymi magnetycznych.
— To niewielkich rozmiarów znaczki z kodem serii, który umożliwi identyfikację ryb. Będą one implantowane w różnych miejscach, przeważnie w przedniej części głowy i na płetwach — wyjaśnia Andrzej Kapusta z Zakładu Ichtiologii IRŚ w Olsztynie.
W sumie zostanie oznakowanych około 40 tysięcy szczupaków i sandaczy o różnej wielkości. Ryby zostaną podzielone na dwie grupy. Część ichtiolodzy wypuszczą do sześciu jezior w okolicach Giżycka. Poznamy je w ciągu miesiąca. — W czasie odłowów, czyli normalnej praktyki rybackiej, będziemy mogli zidentyfikować nasze ryby żyjące w jeziorach. Pozostałe osobniki, będą natomiast bytowały w stawach. Tam zostaną odłowione wszystkie sztuki i wtedy będzie można stwierdzić, ile ryb i o jakich rozmiarach przeżyło — mówi Mirosław Szczepkowski.
W drugim badaniu wezmą udział odłowione ryby, przeznaczone do sztucznego tarła. Ichtiolodzy zamontują im nadajniki telemetryczne i hydroakustyczne, po czym wypuszczą z powrotem do jezior. Z odbiorników znajdujących się na łodziach będą mogli śledzić wędrówki szczupaków i sandaczy w odległości nie mniejszej niż 200 metrów.
— Poznamy aktywność ryb, zobaczymy, jak zmienia się ona w ciągu doby, jakie partie wody zajmują i jak reagują na obniżoną zawartość tlenu w wodzie. Poza tą behawioralną stroną interesuje nas też przeżywalność tzw. tarlaków, ponieważ panuje opinia, że nie jest ona wysoka — tłumaczy Andrzej Kapusta.
Obecnie ichtiolodzy czekają na zakończenie przetargu na wykonanie znaczników i nadajników. Koszt całego przedsięwzięcia to 3,6 mln zł. Cześć pieniędzy na te badania przekaże Europejski Fundusz Rybacki.
