Logowanie

Zarejestruj się

Aktualności - archiwum

KARTĘ DO KONTROLI PROSZĘ?

Witam, trafił się wyjątkowy słoneczny dzień a właściwie dwa, bo niestety ostatnie tygodnie to nas nie rozpieszczały, deszcze, powodzie. Ruszyłem na ryby dwa powiaty dalej, około 40 km, na duży zbiornik zaporowy, i tu niespodzianka, wiatr, fala jak na Bałtyku, wykonałem w tył na lewo i 1 km marszu na żwirownie, tu krzewy, drzewa, lekka bryza, cóż postanowiłem tu zostać i łowić, spędzić cały dzień. Trochę żałowałem przyjazdu, bo taką kałuże mam u siebie, ale co miałem wracać? Dobre i to, rozłożyłem się między krzakami, super zaciszne miejsce. W ciągu godziny zaczęli się zjeżdżać wędkarze ze zbiornika zaporowego, obok mnie rozłożyło się czterech dżentelmenów, dzieliły nas tylko krzaki. Panowie szybko się zadomowili, dwie butelki w 15 minut, potem zwolnili tempo, rozmawiali głośno i bez zahamowań. Po jakimś czasie, usłyszałem mimo chodem od sąsiadów, że idzie kontrola, faktycznie w naszym kierunku szli trzej panowie, i na drugim brzegu dwóch, obserwowałem ich z daleka, kontrolowali sprawnie i szybko.

Dwóch strażników podeszło do moich sąsiadów, jeden do mnie, powiedział dzień dobry pokazał blachę, był strażnikiem społecznej straży rybackiej, i od razu podszedł do wody na moim stanowisku szukając siatki z rybami lub żywcem, jednocześnie prosząc mnie o kartę, książeczkę wpisów i opłat. Nie miałem złowionych ryb ani żywca, wiec kolega strażnik zajął się moimi dokumentami, otworzyłem swoje etui na dokumenty, podając żądane przez kontrolera do jego rąk dokumenty, przeglądał wszystko pobieżnie, zauważył przepiętą do etui moją blachę strażnika, zaskoczyło go to, bo zaraz zaczął zemną rozmowę na temat SSR. Powiecie, że swój do swego się garnie, no nie bardzo, kolegę strażnika wdziałem wtedy po raz pierwszy, i jak dotąd jedyny. Za krzakiem moi sąsiedzi sprzątali stanowisko pod okiem strażników, a ja wysłuchiwałam ogólnego żalu kolegi strażnika, znam (tak jak i wy) ten temat od podszewki, bo niestety, jest on aktualny w całej Polsce. Po odejściu strażników, sąsiedzi zgodnie z zasadą „na frasunek dobry jest trunek” narzucili tępo, narzekając i pomstując na strażników, długo to nie trwało, alkohol utulił wszystkich.

Ja wracając do domu zacząłem rozmyślać o zasadności istnienia SSR, dlaczego? Z kilku powodów, które wam opisze, czytałem na naszym forum, (wedkuje.Pl) porównanie SSR do formacji ORMO, to bardzo przykre, ale każdy ma prawo do swoich przekonań, kolega, co to pisał nie doznał chyba nigdy krzywdy ( tak jak ja) od ORMO, ta formacja broniła jedynej słusznej ich przekonaniu, opcji. Piszecie również o przypadkach kłusownictwa i współpracy z kłusownikami nie, których członków SSR, cóż samo życie, przypadkowo dobierani ludzie, których kiedyś mam nadzieje prokurator zwolni ze służby. Nie, którzy domagają się rozwiązania SSR, dobrze, zadam wam pytanie, co w zamian, kto będzie” pilnował „ naszych wód, dwóch strażników PSR na okręg? Powiecie, że każda myszka swój ogonek chwali (sam jestem strażnikiem) a ja staje w obronie SSR, to nie tak, za wady SSR winni są ludzie i tylko ludzie, sama myśl by wędkarze naszego powiatu (strażnikami SSR są zwykli wędkarze) ” pilnowali „ naszej wody, jest słuszna. Abyście nie mówili, że pieje z zachwytu, opiszę wam mój problem z komendantem powiatowym SSR w moim powiecie?

Półtora roku temu na zebraniu zarządu koła, doszło do sporu miedzy mną a kom. Powiatowym SSR, pan komendant powiatowy żądał dokładnego wykazu naszych kontroli nad wodą, dosłownie godziny, o której będzie kontrola. Jesteśmy społecznikami, a życie pisze nam swój grafik, każdy ma obowiązki rodzinne i zawodowe, SSR to nie wojsko, skończyło się na zabraniu kartoteki-członka przez pana komendanta i przejściu do następnego koła (to już jest jego trzecie koło, ciekawe, kiedy przejdzie do czwartego) ja po tygodniu (cóż ośmieliłem się krytykować pana komendanta, podważając jego zdanie zarzucając mu despotyzm i ignorancje) otrzymałem pismo o wyrzuceniu mnie z SSR.

Nigdy nie tolerowałem takich ludzi i ich zachowań, nie chce opisywać ile ten pan robi zamieszania delikatnie mówiąc w naszym Powiecie ile było na niego skarg. Ja odwołałem się do Starosty Powiatu, ten przesłał moje odwołanie do Wojewody, wreszcie trafiło do Wojewódzkiej PSR, która statutowo z ramienia Wojewody sprawuje nadzór nad SSR. Przyjechał do siedziby naszego koła przedstawiciel Komendanta Wojewódzkiego, który rozpatrywał moje odwołanie. Jak się to skończyło? Unieważnił decyzję Komendanta pow. SSR, stwierdzając naruszenie regulaminu przez Komendanta Pow. SSR. Mógł on mnie odwołać, ale tylko na wniosek mojego Kom. Grupy lub Zarządu, (ale z nimi też jest skłócony), czy poniósł jakieś konsekwencje tej samowoli i prywaty, nie, i to mnie zastanawia, kto jest cichym protektorem tego pana.

Tak widzicie to ludzie tworzą SSR, napiszcie w komentarzach może macie swoje pomysły na rozwiązanie tego problemu, ja uważam, że strukturę SSR, tworzą wędkarze danego koła, jest Kom. Grupy, który „dogrywa” z strażnikami daty kontroli, sporządza raporty z działalności straży, co jeśli rozwiążemy SSR, bo i takie głosy od was słyszę.

ARTYKUŁ OPUBLIKOWANY ZA ZGODĄ AUTORA WIESŁAWA RYKALSKIEGO WWW.WEDKUJE.PL

Poleć znajomemu

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Komentarze

Komentarze (1)

  • nemo54 Data dodania: 1 rok temu Oceń: 4 + / -

    No własnie ludzie ...Nie bardzo się orietuje jak to jest z tymi chetnymi do pracy w SSr ale wydaje mi się że powinni to robić ludzie taktowni i na odpowiednim poziomie intelektualnym no choćby z podstawową umiejętnością czytania dokumentów. Mieszkam w miejscowosci A należe do koła w miescie B które nalezy do innego okręgu. W związku z tym by móc łowić w swojej okolicy (brak stosownych porozumień) dokonałem odpowiednie opłaty na konto okregu w którym mieszkam.Łowię sobie spokojnie na pomoscie az nagle słysze z tylu okrzyk ..kontrola dokumenty.. Patrze a to prezes miejscowego koła który bardzo mnie nie lubi ponieważ od 6 lat przy każdej okazji mówie mu co sadzę o jego "działalności" i jemu podobnych. No dobra ani dzień dobry ani pocaluj mnie w d to jak na prezesa i sraznika SSr niezbyt wyrywnie . No dobra daję mu legitymacje członkowską z OPŁACONYMI SKŁADKAMI NA INNY OKRĘG i kartę wędkarską ..Otworzył na pare sekund mruknął coś pod nosem i poszedł Oczywiscie na podstawie tych dokumentów łowić tam nie mogłem ale blankietu z opłatą za te wody nie poprosił . Do siatki nie zajrzał nie sprawdził czy mam miarke i wypychacz czy mam wypełniony rejestr Do widzenia tez nie powiedział a "połamania" to mi chyba życzył pod nosem ale kręgoslupa pewnie.Jesli tak się zachowuje prezes i strażnik to co mozna sobie o tym wszystkim pomysleć ??? Moim zdaniem za dużo jest wsród wedkarzy przeróznej holoty mięsiarzy i ludzi zupełnie przypadkowych pisałem na swoim blogu o etycewędkarskiej i o tym że zbyt łatwo ludzie których nie chciałbym spotkać w ciemnej uliczce zostają wędkarzami że trzeba by z ilości przechodzić w jakość żeby słowo kolega coś znaczyło ,Można by brać przykład z myśliwych tam tacy osobnicy nie mają szans A u nas?? karta (najczęsciej na lewo) i byle menel który wniesie opłaty juz jest "kolegą' po kiju A potem się dziwimy że nad woda pijaństwo że smiecą
    Opinia o wędkarzach jest ksztaltowana własnie w ten sposób ..przykre

Nasze Menu

Nasze filmy

Nasze wiadomości

Komentowane wiadomości

Nasi członkowie

Nasze zdjęcia

Nasza sonda

Jaki jest Twój stosunek do utworzenia forum na stronie Okręgu PZW w Siedlcach?
Tak, forum jest potrzebne.
Nie, nie widzę potrzeby umieszczania forum.
Jest mi to obojętne.
Głosuj wyniki

Na skróty

Ilość odwiedzin