Szkółka wędkarska

Panel logowania Rejestracja konta Przypomnienie hasła

Aktualności

Polacy na Ebro. Momenty w życiu, dla których warto żyć ...

Wydrukuj

Aktualności | 2009-12-04 | Publikujący: Wyłowione z Forum PZW

Oceń:

WAKACJE Z SUMAMI 21-28.11.2009

Witam wszystkich wędkarzy i wędkarki z Polski. Z tej strony Krystian Rudnicki.

Chciałbym podzielić się z Wami naszym wspaniałym 7-dniowym wypadem na rz. Ebro w Hiszpani:

"Kiedy jednego dnia na łodzi lub brzegu rzeki, bądź jeziora ląduje wielka ryba, wędkarz zapomina o wszystkim, uśmiech od ucha do ucha i twarz pełna rumieńców - momenty w życiu, dla których warto żyć".

Takie właśnie chwile przeżyłem razem z przyjaciółmi Jarkiem i Andrzejem na naszej wspólnej wyprawie na rzekę Ebro w Hiszpanii w okolicy miejscowości Amposta. Wpadliśmy na ten świetny pomysł na początku tego roku, po krótkim rozeznaniu sie z ofertami lokalnych przewodników wybraliśmy ekipę doświadczonych anglików AL Henderson i Martin Fawcett, którzy łowią już na rzece Ebro od 10 sezonów.

21 listopad 2009 r. lądujemy więc w Barcelonie, gdzie wypożyczonym autem kierujemy sie do miejsca spotkania - "Pink Villa House". Kilka przeszkód na drodze, korki a potem patrol lokalnej policji, która wzięła nas za Rumunów grabiących okoliczne domy. Docieramy do miejsca nocą, na bramie villi  komunikat, proszę sie rozgościć - piwo jest w lodowce i do zobaczenia rano - Martin!

Niedzielny poranek rozpoczynamy angielskim śniadaniem, mocna kawa i zapoznaniem sie z ekipą przewodników.

Kilka godzin później wodujemy dwie łodzie i rozpoczynamy przygodę wędkarską z sumami - To wszystko dzieje sie niewiarygodnie szybko - szepnął Andrzej.

Cały dzień mija na penetrowaniu żywcem rożnych łowisk - nie przynosi to jednak żadnych rezultatów. Ekipy dwóch łódek wciąż bez brania.

Słońce juz prawie schowało sie za horyzont - czas wracać do brzegu. Dzisiaj nie złowiliśmy ryby - masa pytań rodzi sie w naszych głowach, czyżby nie żerował, a może ekipa przewodników nie jest jednak najlepsza? hmm ...? Czemu nie bierze? - zapytał pod koniec dnia zmartwiony Jarek. Na co w odpowiedzi usłyszał: Chłopaki macie jeszcze 5 dni łowienia, nikt z was nie wróci do domu bez ryby - co znacznie poprawiło humory i nadzieje na kolejny dzień wędkowania.

22 listopad, pełni nadziei wodujemy juz tylko jedną łódź, trzy korki uzbrojone w 1 kg żywe przynęty, słoneczko - temperatura powietrza około 20 stopni, dryfujemy pierwsza godzinkę z lekkim uciągiem rzeki, głębokość wody około 3 metrów, świeże żywce dobrze przemykają pomiędzy podwodna roślinnością. Nagle mój korek znika, co za branie!!! Przycinam i jest pierwsza ryba, wielki okrzyk radości moich kolegów: Jesttttt!!!… Po 20 minutowej walce mamy "potwora" waga wskazuje 50 kg, zdjęcia i “wujek z wąsami “ trafia z powrotem do wody - fanfary i te niezapomniane uczucie - ryba życia, teraz mogę już być spokojny do końca urlopu. To jednak nie koniec dnia, otóż parę minut przed końcem wędkowania korek Jarka znika - plusk - jest kolejne branie, mocne zacięcie i wędka wygięta - wygląda obiecująco. Nie jest łatwo, to przecież także pierwsza wielka ryba Jarka. Jak sam to określił woził go ponad 20 minut, zawzięty hol ryby - zwycięża Jarek na wadze zawisł tym razem sum 76 kg.

Teraz możemy wracać do bazy, zadowoleni - butelka tequili już mrozi się w zamrażarce, czas wznieść toast za udany dzień!

Do końca pobytu pozostało jeszcze 4 dni, w których trafiło sie kilka mniejszych sumików o wadze nieprzekraczającej 30 kg, swoim rekordem nie może jednak pochwalić sie Andrzeja, który spędził dwa dni bez brania, wyraz twarzy mówił sam za siebie - zmartwienie i strata nadziei, a jednak ... jest ma i on. Wcześniej kilka nieudanych przycięć, 2 sumy schodzą mu z kija, lecz w końcu doczekuje sie brania na swoja wędkę! Na łodzi ląduje trzeci sum ponad 2 metry - co za satysfakcja na Andrzeja twarzy, waga wskazuje 54 kg - piątka Antek! Nasze gratulacje! Wszyscy spełnili sie w 100 procentach. Podziękowania dla przewodników, wspólna butelka tequili i rozmowy do późnego wieczora na temat brań i żerowaniu ryb, oraz opowieści o polskich wodach dla angielskich kolegów - tak kończy sie cudowny urlop z sumami!

To była prawdziwa przygoda wędkarska, na której oprócz ryb liczy sie przede wszystkim dobra zabawa, poznawanie ludzi, lokalnych zwyczai - kuchni. Miejmy nadzieję że rok 2010 przyniesie nam wszystkim nowe doznania oraz spełni nasze wędkarskie marzenia!

                       Połamania kija i wszystkiego dobrego! ><)))”>

                       Krystian Rudnicki, Jarosław Szewczyk I Andrzej Antonow


oprac.: Grzegorz Kidawski / ZG PZW

 

podyskutuj również na Forum PZW





 






Zdjęcia

Dodaj komentarz

Komentarze (1)

  • serir Data dodania: 2 lata temu Oceń: 1 + / -

    Piękne foty i doskonały opis emocjonalnego głodu. Bardzo przyjemnie się czytało (ech, gdyby nie ta nutka zazdrości ;) ). Gratulacje z powodu pobicia życiowych rekordów i życzenia, by to był tylko "przystanek" , a nie meta.