Dnia 02.05.2009 w godz. 19:30 do 21:00, ze względu na zgłoszenia miejscowych wędkarzy, koledzy Jerzy Chochołek ( Rzecznik Dyscyplinarny koła PZW w Świdnicy ) oraz Jacek Barański ( sekretarz koła PZW w Świdnicy ) dokonali wizji lokalnej rzeki Bystrzycy, od mostu drogowego na wysokości szkoły w Bystrzycy Górnej do mostu drogowego w Burkatowie.
Podczas oględzin stwierdzono w nurcie rzeki i na jej brzegach występowanie zawiesiny powstałej prawdopodobnie w wyniku spuszczenia do rzeki dużej ilości substancji chemicznych. Na odcinku 2 km rzeki stwierdzono masowe śnięcie ryb ( pstrąg potokowy ).Prawdopodobnie upustu tej substancji dokonano z galwanizerni Galess w Bystrzycy Górnej. Powyżej dwóch rur wylotowych do rzeki w/w galwanizerni stan rzeki był normalny. Powiadomiliśmy policję i straż pożarną, które przeprowadziły na miejscu wizję lokalną. W niedzielę ( 03.05.2009 ) funkcjonariusze policji pobrali próbki wody.
Na wniosek Prokuratury Rejonowej w Świdnicy zostało wszczęte dochodzenie w tej sprawie. Po ustaleniu winnego PZW wystąpi o odszkodowanie za poniesione straty.
Dziwi mnie w tym wszystkim jedno. PZW jako jedyna organizacja ( a będąca na końcu kolejki instytucji, które w takich sprawach powinny interweniować ) poruszyła niebo i ziemię i uczyniła wszystko, co tylko w zaistniałej sytuacji można było uczynić. Pozostałe instytucje państwowe przeszły nad tym faktem do porządku dziennego, przyjmując nasze zgłoszenie i ograniczając się do minimum w swych działaniach. Czasami odniosłem wrażenie, że nawet odnoszono się z niechęcią.
To, co się wydarzyło, to nie tylko śnięte ryby. To całkowita klęska ekologiczna, która dotknęła 2 km rzeki. Umarły nie tylko ryby, ale zginęło całe życie biologiczne w rzece na tym odcinku. W normalnym kraju w takiej sytuacji działania są natychmiastowe, a winny takiej klęski jest skończony. Zamyka się mu firmę, płaci ogromne kary i nierzadko kończy w więzieniu. Historia ta powtarza się na Bystrzycy już czwarty raz. Ostatnim razem, cztery lata temu, pomimo ustalenia winnego zatrucia, sprawę umorzono ze względu na \"znikomą szkodliwość czynu\". Coś takiego zakrawa na paranoję.
Ręce opadają gdy nie można w dni wolne skontaktować się z żadną instytucją odpowiedzialną za sytuacje kryzysowe w regionie. Policja, co prawda pobrała próbki wody w niedzielę, ale przekazano je do analizy dopiero we wtorek. Nikogo nie interesuje, że w Świdnicy znajdują się ujęcia wody dla miasta, że ludzie kąpią się w rzece. Podczas poprzednich zatruć dochodziło do poparzeń zwierząt i dzieci mających kontakt z wodą. Po puszczeniu wody w poniedziałek wszystko spłynęło rzeką w dół. Ostatnio otrzymaliśmy informacje od wędkarzy łowiących w Mietkowie o dużej ilości śniętych ryb na ujściu Bystrzycy do zbiornika. Prawdopodobnie stojąca woda zadziałała jak odstojnik dla spływających rzeką zanieczyszczeń.
Pozostaje nam tylko czekać, aż wejdą w życie przepisy prawa unijnego, które w takich przypadkach jest bardzo rygorystyczne. Może wtedy odpowiedzialnym za ochronę środowiska otworzą się oczy. Bo tu chodzi nie tylko o ryby, lecz przede wszystkim o bezpieczeństwo ludzi mających kontakt z wodą.
Jacek Barański
Komentarze (3)
Nowak Tomasz Data dodania: 3 lata temu Oceń: -1 + / -
RozwińButkiewicz Paweł Data dodania: 3 lata temu Oceń: 1 + / -
Mariak Krzysztof Data dodania: 3 lata temu Oceń: -1 + / -
Rozwiń
