Logowanie

Zarejestruj się

Aktualności - archiwum

Zawody na Krátkém rybníku w Lanškroun cz.5

Aktualności | 2011-05-18 | Publikujący: Koło Dzierżoniów

Witam, w ostatniej części spróbuje opisać wam same zawody, przyznam szczerze, że jest, co opisywać. Spaliśmy w internacie, warunki super, po prysznicu i śniadaniu, ruszyliśmy do boju, czyli na zawody.

 Zameldowaliśmy się o 6.30  u organizatorów, otrzymaliśmy miejsca startowe, (stanowiska), łowiliśmy jeden obok drugiego, nie znając wody-łowiska, byliśmy sprzętowo przygotowani, na wszystkie metody i ryby. Jakimi metodami łowili nasi czescy koledzy, różnie, i tu ciekawostka, w Czechach niema podziału łowienia, spławik, grunt?  Łowili obok siebie wędkarze, na tyczkę, pikery, odległościówki, baty, bolonki,itp.

 W Czechach nie używa się siatek dla złowionych ryb na zawodach, ryba po złowieniu, jest natychmiast mierzona przez sędziego (foto 51) i wraca do wody, dlatego, wyniki zawodów nie są podawane w wadze złowionych ryb, a w metrach, dodając wymiar złowionej ryby do następnej złowionej.

Alkohol na zawodach, u nas temat tabu, a jak radzą sobie nasi sąsiedzi, jak normalni europejczycy, wokół stawu jeździ wózek, powiedzmy barek na kółkach? Obsługuje go trzech wesołych, sympatycznych kolegów (foto 46), nie wypada im odmówić ( i nie odmawialiśmy) kieliszka anyżówki lub butelki piwa, dlaczego, cały zysk (marża) zostaje przeznaczona na potrzeby koła. Teraz mała dygresja, w Czechach, w restauracji, na festynie, itd., nie ma marzy na piwo lub wódkę, lub jest symboliczna (nie wiem, jakie są tam zasady, dlaczego tak można), dlatego Czesi lubują się gościć w pobliskich karczmach, jadać w nich posiłki a nie w domach, kupować np., papierosy, alkohol, ceny podobne jak w normalnych sklepach, zawsze jest tam tłok.

Powróćmy do zawodów, pierwsza tura trwała trzy godziny, potem następuje dwu godzinna przerwa na posiłek, wszyscy zostawiają sprzęt, jaki mają na łowisku, wędki, skrzynki, pokrowce, itp., i idziemy na posiłek, ( myślicie, że coś komuś zginęło?) Mając swoje talony na gulasz. Jak wyglądał posiłek, zobaczcie na fotografiach? Co jedliśmy, gulasz po węgiersku, spróbowaliśmy też pieczoną makrele, pieczonego suma, pieczoną karkówkę, do tego kieliszek anyżówki, piwo kozel, wspaniała atmosfera (prawdziwy festyn rodzinny) z muzykom i śmiechem?

Zaczęła się druga dwugodzinna tura zawodów, teraz opowiem wam przygodę, jaka spotkała naszego kapitana drużyny Wiesława Witkowskiego, rozmawiałem z naszym sędzią (foto 50) Wiesław odwrócił głowę w naszym kierunku włączając się do rozmowy. To był moment, gdy jego wędka spadła z podpórki i z dużą prędkością odpłynęła w kierunku środka stawu, Wiesław nie tracąc zimnej krwi wziął drugiego pikera, obciążył ołowiana oliwką, małą kotwicą i naprzód. Rzucał zestawem nasz Wiesio ponad 100m, ale to było za mało, namówiliśmy Go by poszedł na drugą stronę, i poszedł.

 Po godzinie przyszedł z złowioną wędką, a ja od naszego sędziego dowiedziałem się, że Wiesław wyciągnął poza swoją wędka jeszcze, ponad półmetrowego sazana, który był sprawcą całego zamieszania, a sędziowie Mu zaliczyli tą rybę do wyniku!

Koniec zawodów, i ulewa, deszcz poczekał na samo zakończenie, gdy się rozpogodziło, ogłoszenie wyników, i nagrody ufundowane przez sponsorów, (zobaczcie na foto). Jak są wręczane, zająłeś pierwsze miejsce masz prawo, jako pierwszy do wyboru nagrody, jaką chcesz, bierzesz tak jak ze szwedzkiego stołu? Wszystko to odbywa się radosnej atmosferze, na zdjęciach, które same opiszą Wam atmosferę, po prostu zobaczycie cały festyn.

Co stoi na przeszkodzie, aby przenieść te zwyczaje i rozwiązania, które opisywałam na nasz polski grunt?

Pozdrawiam Wiesław Rykalski

 

 

Poleć znajomemu

Zdjęcia

Dodaj komentarz

Informacja
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Nasze Menu

Nasze wiadomości

Ostatnio komentowane wiadomości

Nasi członkowie

Nasze zdjęcia

Na skróty

Ilość odwiedzin