Tweety na temat @pzworgpl

Logowanie

Zarejestruj się

Aktualności

Zarząd Główny PZW w sprawie artykułów w Dzienniku Gazecie Prawnej

Aktualności | 2013-02-06 | Publikujący: Zarząd Główny PZW

Warszawa, dnia 06.02.2013 r.

 

 

Red. Jadwiga Sztabińska

ul. Okopowa  58/72

01-042  Warszawa

 

 

Szanowna Pani  Redaktor

 

W wydaniu ,,Dziennika Gazety Prawnej’’ z dnia 4.02.2013 r. ukazały się dwa artykuły poświęcone  działalności Polskiego Związku Wędkarskiego, w których autorzy opublikowali informacje rażąco nieścisłe i nieprawdziwe. Zarząd Główny PZW niniejszym przekazuje swoje stanowisko w tej sprawie.

 

Artykuł ,,Haczyk na wędkarzy’’  autorstwa red.  Miry Suchodolskiej, sekretarza redakcji DGP zawiera jedno kategoryczne, co nieprawdziwe stwierdzenie, iż dla wędkarzy  ,,na wodach publicznych nie ma alternatywy’’, bowiem ,,PZW jest monopolistą na rynku’’.  Otóż chcę kategorycznie stwierdzić, że PZW uzyskał w wyniku otwartych konkursów ofert na rybackie korzystanie z wód obwodów rybackich prawo do dzierżawy 217,9 tys. ha wód śródlądowych, co stanowi około 45 % ogółu powierzchni wód śródlądowych Polski, w tym :

- 72.368 ha          to jeziora,

- 86.747 ha          rzeki i małe zbiorniki zaporowe < 20 ha,

- 50.992 ha          duże zbiorniki zaporowe,

-   7.872 ha          wody drobne (glinianki, torfianki, wyrobiska itp.)

 

Wody te Związek użytkuje  na podstawie  umów dzierżawnych z Regionalnymi Zarządami Gospodarki Wodnej – 198.608 ha, umów z innymi podmiotami – 15.490 ha oraz na zasadzie własności PZW i innych form użytkowania – 3.881 ha.  Wg danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wody śródlądowe w Polsce użytkuje obecnie 340 podmiotów uprawnionych do rybactwa, a wśród nich 45 okręgów PZW oraz Gospodarstwo Rybackie PZW w Suwałkach. Rocznie na opłacenie samej tenuty dzierżawnej PZW wydaje ze składek członkowskich ponad 7 mln zł. Gdzie tu więc mowa o monopoliście, który nie stwarza alternatywy dla wędkarzy, którzy pragną wędkować w polskich publicznych wodach ? A może Pani Redaktor zamiast troski o prawa wędkarzy, pragnie niby w ich imieniu dokonać zamachu na samorządną organizację, która ze składek członkowskich utrzymuje i zagospodarowuje te państwowe, a więc wspólne wody?

 

W artykule red. Macieja Miłosza pt. ,,Minister sportu łowi w Polskim Związku Wędkarskim’’  aż roi się od przeinaczeń i stwierdzeń, który tylko potwierdzają ignorancję i uprzedzenia ich autora. Jak informowałem autora budżet PZW w 2012 r. wynosił 155 mln zł, a nie 160 mln zł, jak pisze, osobowy fundusz wynagrodzeń dla 579,24 etatu zaplanowano w wysokości 26,9 tys. zł, a nie 40 mln zł, jak pisze M. Miłosz. Podobnie ,,dokładną’’ jest informacja, ze w 2011 r. na płace w ZG PZW dla kilkunastu zatrudnionych wydano 4 mln zł, gdy tymczasem fundusz ten zawierał wydatki dotyczące płac pracowników ZG PZW zgodnie z tabelą ich zaszeregowania, płace pracowników redakcji ,,Wiadomości Wędkarskich’’ oraz płace pracowników Gospodarstwa Rybackiego PZW w Suwałkach. Niestety redaktorowi M. Miłoszowi zabrakło dociekliwości, by o takie sprawy zapytać.

 

Podobnie jak zabrakło woli do wyjaśnienia sprawy kontroli finansów przeznaczonych na działalność sportową ze strony Ministerstwa Sportu i Turystyki, poprzestając na jakimś anonimowej informacji, że w ,,PZW nie prowadzono dotychczas żadnej kontroli’’. Otóż oświadczam, ze po każdorazowym otrzymaniu dotacji z MSiT nasz Związek przedstawia do oceny całą dokumentację i rozliczenia otrzymanej dotacji, a ponadto w 2012 roku Ministerstwo Sportu przeprowadziło 2 kontrole doraźne, z których pierwsza dokonana w dniach 16.07 – 30.07.2012 dotyczyła wykorzystania środków przyznanych w związku ze startem reprezentacji Polski w Mistrzostwach Świata w wędkarstwie spinningowym w Jeleniej Górze, a druga przeprowadzona w dniu 22.11. 2012 r. dotyczyła oceny startu w MŚw. w wędkarstwie spławikowym  w Czechach, a więc mistrzostw, na których Polacy zdobyli tytuł drużynowych  mistrzów świata. Wszystkie kontrole, jak świadczą o tym protokoły z jej wynikami, wypadły dla PZW pomyślnie. 

 

W tak dobranym zestawieniu co najmniej dziwnie interpretowanych informacji i cyfr zupełnie kuriozalnie brzmi argument, iż lwia część kwoty przeznaczonej na zarybienia idzie na opłacenie zakupów materiału zarybieniowego w zakładach rybacko-wędkarskich (nie  wiadomo skąd taka nazwa, bo u nas obowiązuje nazwa ,,ośrodki zarybieniowe PZW’’), w których bywają zatrudnieni członkowie PZW. Cóż na takie myślenie poradzić, skoro prawda jest taka, że PZW sam prowadzi 48 ośrodków zarybieniowych, w których pracownicy często, ale nie zawsze, są członkami PZW, bowiem poza tą pracą pasjonują się wędkarstwem i stanowią dla Związku cenną kadrę specjalistów rybackich, ichtiologów i praktyków. Podobnie jest w innych, prywatnych ośrodkach zarybieniowych i gospodarstwach rybackich. Wbrew jednak  temu co autor uznaje za podstawę swojego myślenia o ciemnej stronie działalności PZW większość środków przeznaczonych na zarybienie trafia poza Związek, do podmiotów, które specjalizują się w produkcji materiału zarybieniowego niezbędnego do zarybień polskich wód zgodnie z obowiązującymi przepisami. Zakupy takie organizuje się na podstawie konkursów ofert i nie ma w nich znaczenia, czy wśród pracowników są członkowie PZW.

 

Przekazuję tych kilka uwag dotyczących wartości artykułów, jakie ukazały się w Waszym poczytnym piśmie licząc na to, że Pani Redaktor  najpierw wyśle swoich redaktorów na ryby, by później znaleźli dość spokoju i obiektywizmu w prezentowaniu problemów, z jakimi w swojej działalności boryka się Polski Związek Wędkarski.

 

Z poważaniem

 

Antoni Kustusz

Rzecznik prasowy ZG PZW

Poleć znajomemu

Nasze Menu

Nasze filmy

Nasze wiadomości

Komentowane wiadomości

Nasze zdjęcia

Na skróty